– To najważniejszy dzień dla Serbii od czasu zakończenia II wojny światowej – mówił premier Ivica Dačić.
Po akcesji kraj ten stałby się trzecim postjugosłowiańskim członkiem Wspólnoty, po Słowenii, która przystąpiła do Unii razem z Polską w 2004 r., i Chorwacji, która stała się 28. członkiem UE 1 lipca 2013 r. Biorąc pod uwagę chorwackie doświadczenia, serbskie plany akcesyjne mogą się okazać zbyt ambitne. W przypadku Chorwacji cały proces trwał osiem lat.
Ogłoszenie rozpoczęcia negocjacji jest efektem prounijnego zwrotu, jakiego w połowie 2013 r. dokonali po objęciu urzędów prezydent Tomislav Nikolić i premier Dačić. Zmiana frontu musiała zadziwić polityków w Brukseli, bowiem Dačić był zausznikiem Slobodana Miloševicia, a Nikolić dotychczas nie dał się poznać jako miłośnik UE. W 2007 r., jeszcze jako zwykły poseł, postulował na forum parlamentu, żeby Serbia przyłączyła się do Związku Białorusi i Rosji, przeciwstawiając się unijnej hegemonii.
Komisja Europejska za najważniejsze wyzwania stojące przed Serbią uznaje m.in. reformę sądownictwa, walkę z korupcją i przestępczością czy gwarancję wolności mediów. Najtrudniejszą do spełnienia kwestię może jednak zawierać rozdział 35 negocjacji. Jednym z zawartych w nim wymogów, o czym wspominał komisarz ds. rozszerzenia Štefan Füle, jest pełna normalizacja stosunków z Kosowem, którego niepodległość w 2008 r. uznała większość członków Unii. Wzajemne relacje, choć Belgrad nie zamierza uznać niepodległości Kosowa, nieco się ociepliły po podpisaniu przed rokiem umowy, na mocy której kosowskim Serbom przyznano sporą autonomię. Belgrad z kolei uznał m.in. władzę kosowskiej policji nad terenami kontrolowanymi przez Prisztinę. W negocjacjach pomogli przedstawiciele Brukseli.
Reklama
Rozmowy akcesyjne może utrudnić chłodniejszy klimat wokół dalszego rozszerzania granic Wspólnoty, napędzany antyimigracyjnymi nastrojami w takich krajach jak Holandia czy Wielka Brytania. Jeszcze pod koniec grudnia brytyjski premier David Cameron nawoływał w Brukseli do uzależnienia swobody przepływu osób z nowo przyjętych krajów od ich zasobności. – Rozważając przyjęcie do Unii takich krajów jak Serbia czy Albania, musimy znaleźć sposób na ograniczenie dostępu do rynku pracy, aby uniemożliwić w ten sposób masową migrację – mówił konserwatywny polityk.
36 proc. taki procent średniej unijnej stanowi serbski PKB per capita.
3 mld euro tyle Belgrad otrzymał od UE po 2000 r. na powojenną odbudowę.

>>> Czytaj też: Serbia rozpoczęła negocjacje z UE