Duża część spośród prawie 3,4 mld zł zainwestowanych przez polskie firmy za granicą (dane NBP na koniec 2012 r., nowszych nie ma) przypada na sektor finansowy. Trzej najpoważniejsi gracze to PKO BP, właściciel Kredobanku, Getin Holding, który na Ukrainie działa pod marką Idea Banku, oraz PZU funkcjonujące jako PZU Ukraina.

Eskalacja protestów w największych miastach, która skłoniła Europejski Bank Inwestycyjny do zamrożenia aktywności na Ukrainie, miała też wpływ na filie polskich instytucji. PKO BP poinformował o zamknięciu ze względów bezpieczeństwa dwóch ze 130 oddziałów ukraińskiego banku. Jeden jest w Kijowie w pobliżu Majdanu Niepodległości. Drugi we Lwowie, również w rejonie demonstracji. – Ukraińska filia to 0,5 proc. aktywów grupy. Sytuacja w tym kraju nie będzie miała dużego wpływu na wyniki grupy PKO BP – mówi Paweł Borys, dyrektor zarządzający banku.

>>> Czytaj też: Ukraina - państwo upadłe? Kijów traci kontrolę nad krajem

– Obecna sytuacja nie zagraża interesom Idea Bank Ukraina. Niezależnie od tych zawirowań bank prowadzi normalną działalność – deklaruje Grzegorz Tracz, szef rady nadzorczej ukraińskiego banku.

– W odróżnieniu od placówek bankowych nasze jednostki nie mają kas i obrót odbywa się bezgotówkowo, co minimalizuje ryzyko – tłumaczy Bogdan Benczak, dyrektor biura operacji zagranicznych PZU.

Na funkcjonowanie filii naszych grup większy wpływ od zamieszek ma pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju. Widać ją w osłabiającym się kursie waluty. Wczoraj za euro trzeba było płacić ponad 12,3 hrywny, o hrywnę więcej niż miesiąc temu. W celu przeciwdziałania osłabieniu niemal dwa tygodnie temu bank centralny wprowadził ograniczenia w obrocie dewizowym. O niestabilności świadczą także wahania rynkowych stóp procentowych – w ostatnim czasie skakały nawet do ponad 40 proc. (główna stopa Narodowego Banku Ukrainy wynosi 6,5 proc.).

– Nie wiadomo, jak to wszystko się skończy, trudno więc powiedzieć, jak sytuacja na Ukrainie wpłynie na wyniki finansowe zaangażowanych tam instytucji – komentuje Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowy. – Gdyby doszło do wojny handlowej z Rosją, problemy polskich eksporterów mocniej odbiłyby się na wynikach naszych instytucji finansowych niż to, co dzieje się dziś na Ukrainie – uważa. Wczoraj pierwszy raz w historii euro kosztowało ponad 49 rubli. Deprecjacja rosyjskiej waluty ogranicza konkurencyjność towarów importowanych m.in. z Polski.

>>> Jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu na Ukrainie, mogą się pojawić kłopoty z transportem, zamówieniami, dostawami towarów i transakcjami. Przedsiębiorcy robią dobrą minę do złej gry, ale wstrzymują oddech. Czytaj więcej na ten temat >>>