Chiny próbują cenzurować ekonomistów, więc świat będzie wiedział coraz mniej o ich gospodarce. Chyba że państwa G-7 przekonają władze, by przerwały naciski. Ale ma to swoją cenę, pisze William Pesek w felietonie.

Chińska policja ds. prawomyślności ma kolejnego wroga. Atak Partii Komunistycznej na internet i międzynarodowe media to ogólnie znany fakt. Jednak teraz wzięła na celownik zagranicznych naukowców, którzy ośmielają się podważać oficjalną retorykę, że chińska gospodarka może już zawsze rosnąć 7 proc. rocznie i nie grozi jej krach. To sedno ostatnich działań “South China Morning Post” – gazety, która usiłuje zdyskredytować zagranicznych badaczy. Tylko czekać, aż największe banki zaczną się autocenzurować, by nie urazić Pekinu.

Czy tym, którzy będą się sceptycznie odnosić do chińskich danych na każdy temat od eksportu, przez toksyczne długi, po zanieczyszczenie środowiska, będą zamykane usta? Jeśli tak się dzieje w mediach, to na pewno będzie tak też w bankach.

Reklama

Ogromnym problemem jest to, że druga pod względem wielkości gospodarka świata jest nietrasparentna. Co świat może na to poradzić? Moim zdaniem to zadanie dla G-7. Nadszedł czas, by Japonia, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy i Kanada wyszły ze swojego kokonu i przywitały Chiny w swoim klubie.

Chiny to kraj z największą skalą handlu, ma największe na świecie rezerwy walutowe (3,8 bilionów dolarów), powoduje największe zanieczyszczenie środowiska i jest szybko umacniającą się siłą geopolityczną. Jednak nie ma regularnie zbierającego się forum, na którym przedstawiciele innych narodów mogliby usiąść naprzeciw chińskich oficjeli, by dowiedzieć się, co się dzieje w Państwie Środka. Przedstawiciele największych krajów potrzebują informacji od chińskiego ministra finansów Lou Jiweia i od szefa banku centralnego Zhou Xiaochuana na temat rzeczywistego stanu reform systemu finansowego, które mają położyć kres toksycznemu zadłużeniu.

>>> W ciągu ostatnich kilku lat Chiny budowały nowy drapacz chmur średnio co pięć dni, ponad 30 lotnisk, metro w 25 miastach, trzy najdłuższe mosty na świecie, prawie 10 tys. km autostrad i 42 tys. km dróg szybkiego ruchu. Jednak to rozwój na kredyt. Trzecia fala kryzysu rodzi się w Chinach. Krach jest nieunikniony

Oczywiście takie rozmowy mają miejsce od czasu do czasu na szczytach G-20, ale spotkania największej 20-tki nie są dobrą okazją do takiej wymiany informacji. Kraje takie jak RPA., Brazylia czy Indonezja mogą bać się odwetu, jeśli zażądają od władz Chin pokazania światu prawdziwych ksiąg. Do tego celu lepsze byłyby spotkania G-7. Jest pewien szkopuł – kogoś trzeba by wyrzucić. Przykro mi, Włochy, ale pada na was. Bez obrazy, ale jesteście częścią większej organizacji w Europie, powiązanej na dobre i na złe jedną walutą i wspólnym bankiem centralnym. Gospodarka Kanady może i jest mniejsza, ale w ostatnich latach odnosiła sukcesy, unikając kryzysu i ma większą wiarygodność w kręgach finansowych.

Kolejny problem polega na tym, że same Chiny mogłyby nie chcieć dołączyć do G-7. Uwielbiają wprawdzie swoją rolę wielkiego gracza w światowym systemie finansowym, ale wolą unikać odpowiedzialności z tym związanej. Tak jak w przypadku redukcji emisji gazów cieplarnianych, Chińczycy chcą korzyści związanych ze swoim rosnącym wpływem, ale nie mają ochoty brać na siebie odpowiedzialności, która się z tym wiąże.

Grupa G-7 powinna nalegać. W miarę wzrostu gospodarki Chin spada ich transparentność. Zagranicznym dziennikarzom trudno jest uzyskać wizę, a co dopiero pozwolenie na pracę. Chiński aparat cenzury Internetu rozwija się, by nadążyć za innowacjami, m.in. mikroblogami i czatami. Rząd pomaga też biznesmenom z Chin kontynentalnych działających w Hongkongu ukryć adresy i numery, dzięki którym dziennikarze i analitycy mogliby się dowiedzieć, kto co ma i czym się zajmuje. Po co otwierać konta na Kajmanach, skoro ci, którzy odkładają nielegalnie zdobyte środki, mogą to zrobić w Hongkongu?

Atakowanie naukowców sprawi, że perspektywy kraju staną się jeszcze bardziej niejasne. Co się stanie, gdy ekonomiści mówiący prawdę znajdą się na czarnej liście Pekinu? Czy ludzie na kierowniczych stanowiskach w Standard & Poor's i Moody's sprzedający rating chińskim firmom i samorządom nie nakażą analitykom ostrożności przy ocenie ryzyka kredytowego?

Chiny staną się jeszcze mniej transparentne, jeśli ekonomiści będą zmagać się z presją, by byli mili dla Pekinu. Chyba że G-7 przekona Chiny, by takiej presji nie wywierały. Jedyny sposób to zaproszenie ich do tego grona.

>>> Model gospodarki zakładający, że ludzie rozumieją gospodarkę i zachowują się w pełni racjonalnie jest błędny - pisze Mark Buchanan w najnowszym felietonie.