To kolejne oświadczenie Kremla mówiące o wycofaniu wojsk z rejonów przygranicznych z Ukrainą i brak potwierdzenia ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Nie widać żadnych znaków, by Rosja wycofywała swoje wojska znad granicy z Ukrainą - powiedział Anders Fogh Rasmussen. Szef NATO, który przebywa z wizytą w Warszawie, zaapelował do władz w Moskwie o zaprzestanie wspierania separatystów na wschodniej Ukrainie. Domaga się także wycofania wojsk spod granicy.

Na konferencji prasowej szef Sojuszu Północnoatlantyckiego mówił, że nielegalna agresja Rosji jest największym wyzwaniem dla bezpieczeństwa Europy w ostatnich latach. Przekonywał, że statki i samoloty NATO od Bałtyku po Morze Czarne pokazują siłę Sojuszu. "Jesteśmy gotowi do dalszych kroków, ćwiczeń i wsparcia krajów członkowskich. Chcemy także wspierać reformy wojskowe na Ukrainie" - mówił Fogh Rasmussen.

Szef NATO dodał, że działania Rosji na Ukrainie nie pasują do XXI wieku, a retoryka Moskwy jest zakorzeniona w czasach zimnej wojny.

Rasmussen podkreślił, że każdy kraj, w tym Ukraina, ma prawo bronić swojej niezależności i integralności terytorialnej. Dodał, że Rosja, która od początku eskaluje ten kryzys, powinna uspokoić sytuację i wypełnić międzynarodowe zobowiązania. Musi także przestać podważać zaplanowane na 25 maja wybory.

Reklama

Polska stanie się zbrojeniowym zapleczem Ukrainy? Motor Sicz chce montować u nas śmigłowce. Czytaj więcej na ten temat.

Gdzie są rosyjskie wojska?

Od trzech tygodni Rosja przekazuje nieścisłe informacje na temat ruchów swoich wojsk. Rosyjskie wojska zostały wysłane w pobliże ukraińskiej granicy 24 kwietnia. Rozkaz wydał minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu. Według jego zapewnień nie chodziło o inwazję na Ukrainę, ale o ćwiczenia. Manewry miały skłonić władze w Kijowie do zaniechania operacji antyterrorystycznej przeciwko separatystom. Tydzień później ten sam minister poinformował, że odwołał swoich żołnierzy do miejsc stałego stacjonowania. Oznaczało to, że rosyjskie wojska zakończyły manewry w pobliżu ukraińskiej granicy i wróciły do koszar.

Tymczasem dziś prezydent Rosji oświadczył, że odwołał wojska z ukraińskiej granicy i są one teraz na poligonach. W takiej sytuacji nie wiadomo, o jakich manewrach mówił wcześniej minister obrony i dokąd odwołał żołnierzy znad ukraińskiej granicy, skoro dziś zrobił to prezydent. Niezależni komentatorzy zauważają, że nie wiadomo, gdzie znajdują się obecnie rosyjskie wojska i o jakich oddziałach mówił prezydent, a o jakich minister. Tym bardziej, że według Rosji - żołnierzy nie ma na granicach - a ukraińscy pogranicznicy wciąż je tam widzą.

Putin handluje powietrzem

Władimir Putin handluje powietrzem. Tak ukraiński premier Arsenij Jaceniuk skomentował apele rosyjskiego prezydenta o odłożenie referendum niepodległościowego na wschodzie Ukrainy i jego zapewnienia o wycofaniu wojsk znad granicy. Szef ukraińskiego rządu powiedział w Charkowie, że na razie na Ukrainie nie jest planowane żadne referendum.

Kijów nie uznaje legalności głosowania 11 maja, o którym mówią prorosyjscy działacze. Arsenij Jaceniuk odniósł się także do propozycji Władimira Putina dotyczącej większego zaangażowania Rosji w znalezienie wyjścia z obecnego kryzysu. Według niego, Moskwa pokazuje swoje zaangażowania każdego dnia przysyłając agentów, dostarczając broń i pieniądze. „Dlatego najlepsze zaangażowanie to odwołanie wszystkich dywersyjnych grup, które są na Ukrainie i zmuszenie terrorystów do złożenia broni” - podkreślił premier.

Arsenij Jaceniuk wyraził także zaskoczenie, że o Ukrainie w Moskwie rozmawiali prezydenci Rosji i Szwajcarii bez udziału samej Ukrainy, a także bez Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.