Strati (źródło: Local Motors) / Media

O tym, że technologia druku przestrzennego (ang. 3D print) zmienia naszą rzeczywistości nikogo przekonywać nie trzeba. Drukarki 3D umożliwiają nam dziś tworzenie przestrzennych prototypów i makiet, jak również gotowych obiektów – od zabawek, przez ubrania, a skończywszy na specjalistycznych narzędziach. Coraz głośniej mówi się również o wykorzystywaniu tej technologii w medycynie (przede wszystkim przy produkcji protez) oraz astronautyce. Wystarczy wspomnieć, że kilka tygodni temu załoga przebywająca na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej otrzymała w prezencie drukarkę 3D, która umożliwi astronautom drukowanie narzędzi oraz części zapasowych.

Z ogromnego potencjału technologii druku przestrzennego doskonale zdaje sobie również sprawę Jay Rogers, dyrektor wykonawczy koncernu motoryzacyjnego Local Motors, które zaprezentował niedawno pierwszy w historii samochód elektryczny zbudowany w całości dzięki wykorzystaniu technologii druku 3D.

Strati, bo tak nazywa się „wydrukowany” samochód 3D, to efekt czteroipółmiesięcznej pracy – od pierwszych projektów aż do gotowego produktu. Prezes Local Motors podkreśla jednak, że w przypadku kolejnych modeli proces koncepcyjny będzie można skrócić do 6 tygodni, a sam druk potrwa zaledwie 24 godziny (Strati drukował się niemal dwie doby).

W przypadku Strati kluczem do sukcesu ma być prostota. O ile do wyprodukowania przeciętnego samochodu potrzeba tysięcy części, o tyle „wydrukowany” pojazd składa się z zaledwie 49 elementów. Ten fenomen tłumaczy sam Jay Rogers: - fakt, że tworzymy samochód tylko z jednego rodzaju materiału drastycznie zmniejsza liczbę części potrzebnych do jego produkcji – podkreśla w rozmowie z „Guardianem”.

>>> Czytaj też: Ile kosztuje lot myśliwca F-16?

Oczywiście nie wszystkie elementy, z których składa się Strati, można wydrukować w 3D. Chodzi przede wszystkim o silnik, opony oraz zawieszenie. Jednak większość części – począwszy od podwozia, a skończywszy na siedzeniach – powstało w tej właśnie technologii. Rogers podkreśla, że zastosowane tworzywo termoplastyczne charakteryzuje się wytrzymałością porównywalną z średniej klasy aluminium. Obecnie jego zespół pracuje nad udoskonaleniem procesu produkcji. Chodzi przede wszystkim o możliwość drukowania z wykorzystaniem materiałów o różnej elastyczności. Dzięki temu niektóre elementy pojazdu (np. siedzenia) będą bardziej miękkie od innych.

Producent zaznacza, że Strati wyjedzie na ulice miast w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Nie znamy jeszcze dokładnej ceny samochodów. Przewiduje się jednak, że jego cena powinna oscylować pomiędzy 18 a 30 tysiącami dolarów. Roger przewiduje również stworzenie sieci wyspecjalizowanych fabryk, które produkowałyby samochody dostosowane do warunków atmosferycznych panujących w danym miejscu. Przykładowo fabryka na Alasce projektowałaby samochody przygotowane na arktyczne mrozy, a ta zlokalizowana w Miami – kabriolety na lato.