Wiceszef MON Czesław Mroczek, który odpowiada za modernizację techniczną armii powiedział w rozmowie z IAR, że negocjacje z dostawcą nie były łatwe, ale warto było "walczyć" o rakiety do zwalczania celów morskich.

W trakcie rozmów z Norwegami ustalono między innymi, że rakiety będą serwisowane w Polsce, w specjalnie do tego przystosowanych pomieszczeniach w podwarszawskiej Zielonce.

Obecnie nasza marynarka wojenna dysponuje jednym Nadbrzeżnym Dywizjonem Rakietowym. Norweskie rakiety NSM pozwalają zwalczać cele oddalone o około 200 kilometrów. Dzięki drugiemu dywizjonowi - w razie konieczności - będzie można ochronić całe wybrzeże.

Kupno kolejnego dywizjonu wpisuje się w politykę resortu obrony dotyczącą wzmocnienia tak zwanych polskich kłów, czyli systemu odstraszania.

Mariusz Cielma z portalu "Dziennik Zbrojny" przypomina, że ważnym elementem tego systemu będą też pociski precyzyjnego rażenia JASSM, które wiosną 2017 roku mają być montowane na samolotach F-16. >>> Czytaj więcej

Zdaniem publicysty, zwiększanie potencjału odstraszania to ogólnoświatowa tendencja, której musi się również poddać polska armia.

Umowę na dostawę pocisków JASSM podpisano wczoraj w bazie lotniczej w Krzesinach. Porozumienie z Amerykanami zakłada dostawę 40 rakiet precyzyjnego rażenia o zasięgu prawie 400 kilometrów.

Polski rząd myśli też o kupnie kolejnej partii JASSM-ów, które mogą razić cel oddalony o prawie 1000 kilometrów. Tego typu rakiety są już na wyposażeniu US Army.

>>> Czytaj też: Polska zbrojeniówka podpisała wielką umowę. Pegaz stworzy systemy rakietowe "Narew"