Rozluźnienie zasad budżetowych osłabi euro

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 października 2008, 00:12
Jose Manuel Barroso
Jose Manuel Barroso/DGP
Rządy dużych krajów UE chcą mieć prawo do większego zadłużania państw. Nasza droga do wspólnej waluty wcale jednak nie skróci się, zmiany zasad wstępowania do strefy euro nikt nie przewiduje.

Największe państwa UE chcą poluzowania zasad Paktu Stabilizacji i Wzrostu. Chodzi o wymóg ograniczenia deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB i ograniczenia długu publicznego do 60 proc. dochodu narodowego. Na sobotnim szczycie w Paryżu przedstawiciele Niemiec, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii doszli do wniosku, że w obecnej sytuacji należy złagodzić te kryteria.

W praktyce oznacza to zielone światło dla dalszego zadłużania państw strefy euro i transfery dla upadających europejskich banków.

- Rządy unijne dostaną margines swobody, a rynek dostanie sygnał, że jeżeli będzie taka potrzeba, to państwo pomoże. Skutek będzie taki, że podmioty gospodarcze uwierzą, że rząd czuwa, i być może to wystarczy - uważa Rafał Antczak z Deloitte.

Zdaniem innych ekonomistów decyzja czterech największych państw UE oznacza otwarcie furtki dla powstania europejskiego planu Paulsona - planu ratowania sektora bankowego za pieniądze publiczne.

Eksperci zwracają uwagę, że podobnie jak w USA tych dodatkowych miliardów w budżecie nie ma i będzie to oznaczało wzrost zadłużenia poszczególnych państw. Tymczasem poziom długu niektórych krajów wspólnoty jest katastrofalnie wysoki.

- Nie jestem zwolennikiem rozwiązywania obecnych problemów przez zwiększenie długu publicznego, ale być może ta korekta będzie dotyczyła tylko sytuacji nadzwyczajnych, takich jak obecnie - uważa prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.

Jednak ewentualny wzrost zadłużenia krajów będzie miał też konsekwencje w długim okresie.

- To oznacza zwiększenie długu poszczególnych państw, a w konsekwencji wzrost obciążenia obywateli teraz i w przyszłości - mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao. Wszyscy ekonomiści są zgodni, że ewentualne poluzowanie zasad Paktu Stabilizacji i Wzrostu musi mieć charakter tymczasowy. W przeciwnym wypadku zostaną podmyte fundamenty wspólnej europejskiej polityki gospodarczej, a euro przestanie być mocną walutą.

Obecna sytuacja bardzo demobilizująco działa na kraje takie jak Polska, które chcą wejść do strefy euro. O zmianie zasad przy przyjmowaniu wspólnej waluty nikt nie chce nawet rozmawiać. Przedstawicielom państw kandydujących będzie znacznie trudniej udowodnić obywatelom, że spełnienie bolesnych wymagań dotyczących ograniczenia wydatków państwa jest opłacalne, skoro tych wymagań nie zamierzają przestrzegać kraje będące już w strefie euro. Ewentualne spowolnienie gospodarcze może oznaczać mniejsze wpływy do budżetu i w konsekwencji wyższy deficyt budżetowy. Będzie więc trudniej spełnić podstawowy warunek przystąpienia do strefy euro, czyli ograniczenie deficytu do 3 proc. PKB.

Roman Grzyb, dział Biznes Gazety Prawnej

Czytaj komentarz Krzysztofa Bienia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj