NATO: Nie możemy pozwolić sobie na wzmocnienie wschodniej flanki

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
4 marca 2016, 16:50
Spotkanie NATO w Warszawie będzie bardzo ważne. Będziemy mogli zdefiniować nasze podejście do odstraszania na kolejne lata – mówił w piątek w Krakowie zastępca sekretarza generalnego NATO Alexander Vershbow.

Vershbow uczestniczył w konferencji "NATO jako Aktywny Opiekun - oczekiwania przed szczytem NATO w Warszawie", zorganizowanej przez Fundację Instytut Studiów Strategicznych we współpracy z Kwaterą Główną NATO i Fundacją Konrada Adenauera w Polsce.

Zastępca sekretarza generalnego NATO przypomniał, że pierwsze ważne decyzje zostały podjęte już podczas szczytu NATO w Walii w 2014 r. i choć niektórzy liczyli wówczas, że sytuacja geopolityczna się zmieni, tak się nie stało. "Potrzebne są kolejne decyzje i działania. Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa i odstraszania decyzje muszą być takie, aby mogły być stosowane wszędzie wokół 360 stopni, a nie tylko na flance wschodniej" – zaznaczył Vershbow. Dodał, że potrzebne jest także wypracowanie strategii wobec krajów, w których nie ma rządów kontrolujących w pełni sytuację.

W środę prezydent Andrzej Duda wyraził nadzieję, że lipcowy szczyt NATO w Warszawie będzie nie tylko spotkaniem przywódców, ale miejscem podjęcia ważnych decyzji. Wśród jego najistotniejszych zadań wskazał: doprowadzenie do obecności sił Sojuszu w Europie Środkowo-Wschodniej i wzmocnienie obecności na flance południowej tak, by krajów NATO nie opłacało się atakować.

"Jestem optymistą. Myślę, że uda nam się udzielić odpowiedzi, które będą satysfakcjonujące dla obywateli Polski i państw bałtyckich" – mówił w piątek w Krakowie Vershbow.

Pytany o szansę na instalację stałych baz NATO w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej Vershbow odpowiedział, że ".

"W tym momencie nie możemy sobie pozwolić na luksus takich sił. Wydaje mi się, że odstraszanie prowadzimy poprzez połączenie: wzmocnienia i obecności: – powiedział zastępca sekretarza generalnego NATO. "Siły mogą być stosunkowo niewielkie, ale będą mieć taką możliwość, by radzić sobie z atakami hybrydowymi, z atakami nagłymi. Jeżeli będzie to środowisko bardzo wielonarodowe wszystkim agresorom pokaże się, że nawet niewielkie wyzwanie spotka się z reakcją nie tylko Polaków, Litwinów, Estończyków czy Łotyszy, ale też Amerykanów, Brytyjczyków, Niemców. Całe NATO się wtedy zaangażuje, a to samo w sobie powinno być silnym czynnikiem odstraszającym. To muszą być siły interoperacyjne" – zaznaczył.

Przypomniał, że na szczycie w Walii postanowiono o rozbudowie sił reagowania do 40 tys. żołnierzy, utworzeniu sił bardzo wysokiej gotowości - tzw. szpicy - zdolnych bronić każdego sojusznika przed wszelkim zagrożeniem, intensywniejszych ćwiczeniach, a przywódcy państw członkowskich uzgodnili, że powstrzymają cięcia wydatków obronnych; m.in. Polska zdecydowała zwiększyć swój budżet obronny do co najmniej 2 proc. PKB.

>>> Polecamy: Ostra reakcja na testy bomby wodorowej. ONZ zaostrza sankcje wobec Korei Płn.

Jak zauważył ważna jest możliwość szybkiego wzmocnienia sił NATO, ale trzeba też przeciwdziałać takim zjawiskom jak cyberataki i dezinformacja. "Musimy zrównoważyć nasze wzmocnienie środków z obecnością w krajach naszych sojuszników. Kiedy nasi liderzy spotkają się w lipcu, tutaj w Polsce ustalą cele” - mówił Vershbow. "Odstraszenie może być tylko owocem międzynarodowej silnej obecności, wspartej szybkimi posiłkami. Musimy pokazać, że przekroczenie granicy NATO - czy będą to małe zielone ludziki czy czołgi - nie jest opcją, ponieważ wtedy zadziała nie tylko siła danego narodu i kraju, ale całego międzynarodowego traktatu" – dodał.

Vershbow podkreślił, że sytuacja polityczna jest bardzo złożona, zmienna i nie wystarczy po prostu wydawać więcej na obronę. "Jeśli chcemy zapewnić bezpieczeństwo, to ważne jest, aby nasi sąsiedzi byli stabilni" – mówił.

Odnosząc się do sytuacji m.in. na Ukrainie, mówił, że Rosja stara się cofnąć zegar i dominować kraje, które znajdują się w jej strefie wpływów. "Moskwa stanowi wyzwanie dla międzynarodowego porządku. Ta kwestia w tej chwili rozciąga się na Syrię i na Morze Śródziemne. Moskwa wspiera prezydenta Asada, bombarduje także średnio ostro nastawione grupy opozycyjne. Obecnie jest coraz trudniej znaleźć długofalowy koniec przemocy i wynegocjować pokojowe zmiany" – ocenił Vershbow. Wyraził nadzieję, że obecna przerwa w walkach potrwa dłużej i stanie się podstawą znalezienia zrównoważonego pokojowego rozwiązania.

Vershbow mówił, że kwestia bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce będzie jednym z głównych tematów poruszanych na szczycie w Warszawie.

Wyraził nadzieję, że nawet po pięciu latach wojny w Syrii uda się znaleźć rozwiązanie pokojowe, choć jak przyznał interwencja Rosji doprowadziła do pogorszenia sytuacji. "Chodzi o to, aby wszystkie strony, także umiarkowana opozycja, usiadły przy stole i rozmawiały o możliwości stworzenia jakiegoś rządu przejściowego, który reprezentowałby wszystkie grupy społeczeństwa syryjskiego. Potem można by zorganizować za jakiś czas wolne wybory. Czy jest to realne patrząc na obecną sytuacje? Nie jestem w tej chwili optymistą, jeśli chodzi o taki scenariusz" – powiedział Vershbow. Dodał, że nie wydaje się, by Rosja wywierała presję na prezydenta Syrii Baszara al-Asada, by zgodził się na takie właśnie rozwiązanie.

"Nie powinniśmy rezygnować z podejmowania dalszych działań. Można spekulować, jaki jest plan +B+. Wiele osób coraz częściej mówi de facto o podziale kraju. To nie do końca stabilne rozwiązanie, ale może będzie to plan +B+, jeśli plan +A+ będzie coraz mniej realny" – uważa Vershbow.

Jak podkreślił "nie możemy odwrócić się do Rosji plecami". "Nasz świat jest znacznie bardziej wewnętrznie powiązany niż kiedykolwiek wcześniej był. Musimy utrzymywać z Rosją otwarty i uczciwy dialog. Jest to nam potrzebne, by utrzymywać przejrzystość w naszych własnych działaniach i intencjach po to, by zmniejszyć ryzyko kolejnych incydentów, takich jak zestrzelenie rosyjskiego samolotu, który wszedł w przestrzeń powietrzną Turcji. Jeżeli do czegoś takiego dojdzie, musimy uważać, by nie doszło do eskalacji wyrywającej się poza naszą kontrolę" – mówił zastępca sekretarza generalnego NATO.

Praca z Rosją – zaznaczył - nie oznacza akceptacji status quo. "Nie akceptujemy ich działań agresywnych w Mołdawii, na Ukrainie i gdzie indziej" – podkreślił Vershbow.

Pytany o działania NATO w sprawie Ukrainy mówił, że Ukraina musi podejmować dalsze działania, by przeprowadzić reformy, zwalczać korupcję i przeciwdziałać siłom, które lobbują przeciw prozachodniej transformacji w tym kraju. "Najlepszym sposobem dla Ukrainy, by była w stanie przeciwstawić się Rosji, będzie stworzenie silnego demokratycznego kraju, z silną armią wyszkoloną do standardów NATO" – powiedział Vershbow, dodając, że taki kraj byłoby Rosji trudniej destabilizować.(PAP)

>>> Czytaj też: Fala zwolnień w dowództwie polskiej armii. Polecą głowy 5 generałów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj