„Czasy bandytów wracają i to w najczystszym kształcie z połowy lat 90. Wymowny jest fakt, że dzieje się to w czasach rządów GERB (centroprawicowej partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii premiera Bojko Borysowa – PAP), uważanych za siłowe. Bezpardonowa przestępczość wychodzi na ulice” – pisze dziennik „Sega”.

W latach 90. Bułgaria była areną porachunków mafijnych, a uliczne strzelaniny były niemal codziennością. W ciągu jednego tylko roku dokonano ponad 150 widowiskowych zabójstw na zlecenie, a sprawców większości z nich nie schwytano.

Przestępczość zorganizowana przez długi czas była przeszkodą w wejściu Bułgarii do UE, a po akcesji w 2007 r. wprowadzono monitoring systemu sądownictwa pod względem walki z tym zjawiskiem. Wyniki nadal oceniane są przez Brukselę jako niedostateczne.

Reklama

Środowe mafijne porachunki w czarnomorskim kurorcie Słoneczny Brzeg z udziałem kilkudziesięciu uzbrojonych bandytów media opisują jako „klasyczne wymuszenie, mafijną presję i konflikt dwóch ugrupowań, które nie liczą się z władzą i nie mają dla niej żadnego szacunku”.

Prasa przypomina, że tylko w ubiegłym tygodniu oprócz strzelaniny w nadmorskim kurorcie, w której zabito jedną osobę i ciężko raniono dwie pozostałe, w południowym mieście Chaskowo obrabowano pocztę, noc przed wypłaceniem emerytur. Skradziono największą w ostatniej dekadzie sumę – 2 mln lewów (1 mln euro) w gotówce. W kilku następnych godzinach dokonano dwóch kolejnych rabunków.

W ostatnich miesiącach w Sofii do przedstawiciela świata przestępczego strzelano granatnikiem, uzbrojeni bandyci napadli na wojskowego przed jego domem, zabito dwóch przedstawicieli dawnych ugrupowań siłowych, zastrzelono właściciela dużej firmy ze świata mody. Niemal na porządku dziennym jest okradanie bankomatów. Sprawców nie schwytano.

W maju wicepremier i szefowa MSW Rumiana Byczwarowa w odpowiedzi na pytanie poselskie przyznała, że resort nie opanował pospolitej przestępczości, która nęka małe miasteczka i bułgarską wieś. Mówiła o tym po kolejnym napadzie i zabójstwie starszych ludzi w oddalonej miejscowości.

Według dawnego szefa kontrwywiadu, generała rezerwy Atanasa Atanasowa, obecnie posła opozycji, przestępcy czują się bezkarni, ponieważ policja zapewnia ugrupowaniom mafijnym ochronę. Atanasow stwierdził w wywiadzie telewizyjnym, że właśnie taka sytuacja panuje w Słonecznym Brzegu, gdzie jedno z rywalizujących ugrupowań „miało parasol policyjny”.

Ugrupowanie, o którym mówił Atanasow, należy do Dymitra Żeliazkowa, uważanego za bossa mafii narkotykowej na południowym wybrzeżu czarnomorskim. Według zaznajomionych z tematem dziennikarzy śledczych Wasyla Iwanowa i Stefana Taszewa między nim i nowym graczem handlu narkotykami w regionie przed wybuchem konfliktu istniało napięcie. Żeliazkow i jego ludzie – około 40 osób - pojawiali się w kurorcie uzbrojeni i w kamizelkach kuloodpornych - relacjonują media.

Strzelanina na samym początku sezonu turystycznego rozgniewała premiera Borysowa. „Tyle wysiłków na rzecz powrotu rosyjskich i rumuńskich turystów, a tu chodzą w kamizelkach kuloodpornych i z toporami” – stwierdził i zapowiedział ostrą odpowiedź. W kilku następnych dniach zatrzymano 90 osób, skontrolowano około 3 tys. zarejestrowanych przez policję członków różnych ugrupowań, rozpoczęto rewizje w dyskotekach, lombardach, kasynach i salach do gier hazardowych.

Szef służb operacyjnych MSW Georgi Kostow mówił, że tłem strzelaniny był spór o miejsce na parkingu. Jednak według znanego komentatora telewizyjnego w rzeczywistości chodziło o spór o miejsce na rynku narkotykowym.

44-letni Żeliazkow jest jednym z najbardziej znanych szefów mafii narkotykowej w Bułgarii. Na początku obecnej dekady stanął przed sądem w związku z oskarżeniem o handel narkotykami. Po porozumieniu z prokuraturą został skazany na cztery lata pozbawienia wolności, z których część spędził w areszcie domowym.

W 2001 r. bomba, podłożona w samochodzie Żeliazkowa, zabiła jego żonę, szwagra i ochroniarza. Po niedawnej strzelaninie przebywa w bardzo ciężkim stanie w szpitalu.

Niedawno zeznawał on w procesie innego bossa narkotykowego, Złatomira Iwanowa, którego sąd skazał na sześć lat więzienia. Po odliczeniu czasu, spędzonego w areszcie śledczym i domowym, okazało się, że Iwanow nie trafi za kratki nawet na jeden dzień.

Czterech innych bossów narkotykowych - bracia Nikołaj i Krasymir Marinowowie oraz Płamen Galew i Angeł Christow - od lat ukrywają się za granicą i są poszukiwani międzynarodowymi listami gończymi.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)

>>> Polecamy: Obietnice UE bez pokrycia. Zniesienie wiz dla Turków do 1 lipca nierealne