Ostatnio pojawiło się wiele negatywnych głosów na temat warunków pracy kierowców współpracujących z . Firma postanowiła sprawdzić, ile jest w tym prawdy. Pomóc miały opracowania Instytutu Sobieskiego oraz Millward Brown, do których DGP dotarł jako pierwszy. Wnioski? Przeciętny usługodawca zarabia o wiele lepiej, niż wskazywali internauci. Choć nie ma też powodów do hurraoptymizmu, bo współpraca z Uberem nie zagwarantuje egzotycznych wczasów co pół roku.
Przeciętny kierowca pracujący 20–40 godzin tygodniowo zarobił 4855 zł brutto. Ci . Te kwoty jednak nijak mają się do tego, ile zwyczajny użytkownik aplikacji dostaje na rękę. Od wskazanych kwot trzeba bowiem odliczyć 20–25 proc., które bierze dla siebie Uber za pomoc w organizacji przejazdów, a także składki na ubezpieczenia społeczne (chyba że ktoś jest ubezpieczony z innego tytułu) oraz zdrowotne i opłaty za paliwo (najpopularniejsza jest škoda fabia z 2010 r. z instalacją LPG).
Z naszych wyliczeń wynika więc, że kierowca pracujący w wymiarze czasowym odpowiadającym standardowemu czasowi pracy może zarobić miesięcznie ok. 3500 zł, z czego część środków pochłonie amortyzacja intensywnie wykorzystywanego pojazdu. Z danych dotyczących zarobków kierowców dałoby się też wyciągnąć wnioski co do zysków samego Ubera... gdyby nie fakt, że firma nie publikuje informacji na temat liczby współpracujących z nią kierowców. – Od początku istnienia aplikacji zarejestrowało się ok. 40 tys. osób. Większość jednak nie spełniła wymogów restrykcyjnych – informuje rzeczniczka polskiego Ubera Ilona Grzywińska. I dodaje, że aktywnych jest kilka tysięcy kierowców w dziewięciu miastach.
Dla większości współpraca z Uberem jest jedynie dodatkowym źródłem dochodu. Z analizy przeprowadzonej przez Instytut Sobieskiego wynika, że 60 proc. osób jeździ nieregularnie, po pracy, najczęściej wieczorami oraz w weekendy. 58 proc. kierowców wskazuje, że dochód wynikający ze świadczonej usługi przeznaczają na wydatki związane z samochodem. W drugiej kolejności zarobki idą na czynsz za mieszkanie i podstawowe potrzeby życiowe (żywność, odzież).
– Kierowcami współpracującymi z Uberem są zazwyczaj zwykłymi ludźmi, z ułożonym życiem rodzinnym czy zawodowym – zwraca uwagę jeden z autorów raportu Tomasz Styś z Instytutu Sobieskiego. Niedawno wiele osób sądziło, że kierowcami są przede wszystkim młodzi fascynaci nowoczesnych technologii. – Okazuje się jednak, że sytuacja jest daleka od takich stereotypowych oczywistości – podkreśla. Jego zdaniem opracowanie przygotowane przez IS służy pokazaniu szerszego trendu współdzielonego transportu. – Choć jest to zjawisko nowe, to samo dzielenie się zasobami, których mamy w nadmiarze lub których w danej chwili nie potrzebujemy, jest stare jak świat – mówi Styś.
Krzysztof Urban, prezes konkurencyjnego wobec Ubera MyTaxi, wskazuje jednak, że mowa o ekonomii współdzielenia jest nieuprawniona. – Kierowcy Ubera rzeczywiście mogą nieźle zarobić. Głównie ze względu na fakt, że nie respektują konieczności posiadania licencji przewozowej oraz kasy fiskalnej – twierdzi. Jego zdaniem Uber deklaruje, iż działa zgodnie z modelem ekonomii współdzielenia, ale de facto jest to zwyczajny biznes z pominięciem podporządkowywania się przepisom, którym podlegają inni przewoźnicy taksówkarscy. W efekcie być może sami kierowcy żyją całkiem nieźle, ale odbywa się to kosztem wszystkich tych, którzy respektują obowiązujące regulacje.
>>> Czytaj też: Od dziś zarabiamy na siebie. "Chłop pańszczyźniany pracował dla pana 80 dni, my dwa razy więcej"
