Brytyjczycy mówią nie. Cała wina spada na Wyspiarzy?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 czerwca 2016, 12:26
Londyn: Pałac Westminsterski
Londyn: Pałac Westminsterski/ShutterStock
Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej. Z tym faktem trzeba się pogodzić. A teraz dla władz europejskich jest prawdziwy test. Czy będą zachowywać się tak jak w 1992 r i będą usiłowały zrzucić winę na Brytyjczyków. Czy też będą miały odwagę przyznać się do własnych popełnionych błędów.

Pierwsze nadchodzące z kontynentu deklaracje nie brzmią optymistycznie. Widać w nich dużą dawkę emocji. Pamiętajmy jednak, że Wielka Brytania jest najstarszą nowożytną demokracją. Chociażby dlatego należy się liczyć z jej głosem. Brytyjczycy pokazali najwyraźniej, że maksyma James Carville (doradca prezydenta Clintona który w trakcie jego kampanii wyborczych wypowiedział słynne słowa: Gospodarka, głupcze!) nie zawsze musi się sprawdzać. Tym razem chyba nie poszło jedynie o gospodarkę. Oczywiście ktoś powie: napływ imigrantów. Ci jednak byli nieodłącznym elementem brytyjskiego krajobrazu od wielu lat, czy dziesięcioleci. Może tym razem poszło o nadużywanie hojnego systemu opieki społecznej przez imigrantów nowej fali. Być może. Śmiem jednak twierdzić, że prawdziwe przyczyny Brexitu leżą gdzie indziej.

Główną przyczyną było jednak zbyt szybkie dążenie do stworzenia unii politycznej na kontynencie. Dlaczego trzeba się wyzbywać swojej suwerenności na rzecz wspólnych instytucji europejskich? Dlaczego o przyszłości Wielkiej Brytanii mają decydować urzędnicy Komisji Europejskiej nie posiadający mandatu demokratycznego (nie wspominając o zrozumieniu spraw Wielkiej Brytanii). Jak można traktować poważnie urzędników europejskich, skoro sam Mario Draghi na ostatniej konferencji EBC w Wiedniu przekonywał, że członkostwo w unii walutowej (!) będzie korzystne dla Wielkiej Brytanii. Przecież taka deklaracja świadczy o całkowitym oderwaniu Draghiego od rzeczywistości.

Jeden największych filozofów napisał w swojej słynnej książce Bunt mas, że motorem napędowym rozwoju Europy był zawsze trójkąt o trzech wierzchołkach: Berlin, Paryż i Londyn. Trudno mówić o napawającym optymizmem przyszłości Europy, skoro od lat ignorowano głos tego ostatniego wierzchołka. A skoro tak, to nic dziwnego, że euroentuzjaści obudzili się dziś w bardzo minorowych nastrojach. Odstawmy jednak emocje na bok i przyjrzyjmy się zarówno przyczynom jak i skutkom wczorajszego referendum.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj