Eksperci wskazują, że zaostrzanie kontroli jest zwykle reakcją na kolejne incydenty.

Za szczególnie dobrze zabezpieczone porty lotnicze uważa się izraelskie lotniska. Jednak, jak podkreśla internetowy portal Skift, lotniska w USA nie kopiują izraelskich rozwiązań, ponieważ wiązałoby się to z koniecznością zatrudnienia wysoko wykwalifikowanego, dobrze opłacanego personelu.

Skift przypomina, że pierwszy porywacz – węgierski arystokrata, szpieg, paleontolog i niedoszły król Albanii baron Franz von Nopcsa Felso-Szilvas – porwał samolot w Budapeszcie w 1919 roku, grożąc bronią palną. Pierwszego zamachu bombowego na samolot pasażerski dokonano w 1933 roku. Wybuchła wtedy bomba podłożona w toalecie maszyny linii United Airlines lecącej z Cleveland do Chicago; zginęli wszyscy na pokładzie - siedem osób, a sprawcy nie ustalono.

Po zamachach z 11 września 2001 roku w USA wprowadzono rygorystyczne kontrole, mające uniemożliwić wniesienie na pokład broni, nawet takiej jak scyzoryk. W Wielkiej Brytanii ograniczono wnoszenie płynów na pokład w reakcji na wykrytą w 2006 roku próbę dokonania zamachów bombowych na samoloty z użyciem płynnych materiałów wybuchowych. Gdy w 2009 roku zamachowiec wniósł do samoloty składniki materiałów wybuchowych zaszyte w bieliźnie, w niektórych portach lotniczych wprowadzono skanery ciała.

Po marcowym zamachu na lotnisku w Brukseli zaczęto debatować, czy w europejskich portach lotniczych kordonu bezpieczeństwa nie należy przesunąć do wejść do terminali, albo przed te wejścia. Redaktor pisma Aviation Security International Magazine, Philip Baum, który kieruje firmą Green Light zajmującą się doradztwem w dziedzinie bezpieczeństwa komunikacji lotniczej, jest zdania, że nie jest to konieczne.

Reklama

Baum uważa, że dodatkowe stanowiska kontrolne pasażerów i bagażu przed wejściem do terminali oznaczałyby dodatkowe kolejki, które potencjalnie mogłyby się stać celem terrorystów. Koncepcję takich kontroli odrzuciła też brytyjska minister spraw wewnętrznych Theresa May, mówiąc w parlamencie, że „byłoby to po prostu tworzenie tłumu w innym miejscu”.

Zdają się to potwierdzać informacje docierające ze Stambułu. Przedstawiciele tureckich władz poinformowali, że dwóch zamachowców wysadziło się w powietrze przed punktem kontrolnym usytuowanym przed wejściem do terminalu. Przed detonacją ładunków otworzyli ogień. Trzeci zamachowiec zdetonował ładunek wybuchowy na parkingu przy lotnisku. Także i on przed wybuchem zaczął strzelać.

Jednak kontrole przed wejściami do terminali wprowadzono na wielu lotniskach, m.in. na moskiewskim Domodiedowie po samobójczym zamachu bombowym w hali przylotów w 2011 roku. Rozwiązania takie są powszechne na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Portal Skift zwraca uwagę, że inaczej podchodzą do tego Izraelczycy. Nie ma kontroli bezpieczeństwa przed wejściem do portu lotniczego im. Ben Guriona. Nie ma ograniczeń wnoszenia płynów na pokład. Ale liczny wysoko wykwalifikowany personel odpowiadający tam za bezpieczeństwo, umundurowany i w cywilu, wypatruje podejrzanych, zwraca uwagę na nietypowe zachowania, obserwuje i pyta. To izraelskie lotnisko jest jednym z najbezpieczniejszych na świecie, ale – jak wskazuje Skift – powielenie tamtejszych rozwiązań byłoby o wiele droższe niż zainstalowanie dodatkowych skanerów.

Portal Businessinsider ostrzega, że zaostrzone środki bezpieczeństwa zapewne nie wystarczą, by zapobiec zamachom w portach lotniczych. „Trudno jest zapobiegać atakom na tych obszarach portów lotniczych, które są dostępne dla ludności” – wskazano.

Były szef bezpieczeństwa na lotnisku Heathrow Norman Shanks powiedział dziennikowi „New York Times”: „Są kraje, w których ludzie muszą okazać paszport i bilet przy wejściu do portu lotniczego. Ma to zapobiegać wejściu do portu tych, którzy nie są pasażerami, ale nie zapobiegnie wejściu zamachowców, bo ci wciąż mogą przecież kupować bilety lotnicze”.

Philip Baum zawrócił uwagę, że zamachowcy samobójcy często detonują ładunki wybuchowe właśnie na punktach kontroli bezpieczeństwa, gdzie zwykle w kolejkach stoi wielu ludzi.

Eksperci podkreślają, że środki bezpieczeństwa trzeba dostosowywać do zmian obserwowanych w taktyce terrorystów. Generalnie przestrzegają przed tworzeniem dodatkowych skupisk pasażerów. Wyrażają przekonanie, że walka z terroryzmem wymaga nasilenia działań wywiadowczych.

Portal Worldairportawards w rankingu za 2015 rok na pierwszym miejscu wśród najbezpieczniejszych portów lotniczych wymienia tokijskie lotnisko Haneda, a następnie lotnisko w Kopenhadze, tokijskie lotnisko Narita, tajwańskie Taoyuan, japońskie Kansai, Centrain Nagoya (również w Japonii), południowokoreański Incheon, Zurych, Monachium i Helsinki. (PAP)