Właściciele udziałów w startupach mają obecnie większe możliwości ich sprzedaży przed pierwszą ofertą publiczną (IPO) – pisze Quartz.

Firmy, które dotąd śpieszyły się do giełdowego debiutu, obecnie odwlekają ten moment. Jednak pracownicy oraz inwestorzy nie mają zamiaru czekać.

Średni czas oczekiwania od momentu założenia firmy wspieranej przez kapitał wysokiego ryzyka (venture capital) do IPO wzrosła od 2010 roku do teraz z 5,9 do ponad 8 lat.

Nie brakuje jednak dużego popytu na akcje będące w posiadaniu założycieli, pracowników oraz inwestorów (przed wejściem na giełdę). Według CB Insights wiele funduszy (emerytalnych, inwestycyjnych oraz państwowych funduszy majątkowych) oraz inwestorów instytucjonalnych ostrzy sobie pazury na zakupy udziałów firm przed ich pierwszą ofertą publiczną. Jest tak od momentu, gdy zdecydowanie wzrosły stopy zwrotu prywatnych firm.

Dowodem na to, że prywatny rynek osiągnął dojrzałą fazę jest porozumienie o współpracy Nasdaqu oraz firmy doradczej Scenic Advisement. Jego celem jest zapewnienie firmom pełnego dostępu do prywatnych ofert. Porozumienie pozwoli na giełdowy handel udziałami prywatnych startupów. Obecnie giełda posiada oddział o nazwie Nasdaq Private Market zapewniający zaplecze technologiczne do obsługi platformy, która pozwala pracownikom spieniężyć wcześniej nabyte akcje. Firmy mogą też za jej pomocą zarządzać portfelem transakcji kupna-sprzedaży oraz uzyskać informację na temat stanu posiadanych środków. Pozwala również sprawdzić pracownikom oraz inwestorom, czy firmy działają zgodnie z przepisami.

Reklama

Współzałożyciel Scenie Advisement Michael Sobel twierdzi, że jego firma pełni podobną rolę ,jak banki inwestycyjne w przypadku IPO. Pomaga bowiem w poszukiwaniu nabywców, zarządza aukcjami, ustala cenę oraz możliwość ujawnienia poufnych informacji. – To część ekosystemu dla prywatnych firm, który zapewnia płynność ich pracownikom jeszcze przed dokonaniem IPO – wyjaśnia Sobel.