Ardanowski spotkał się we wtorek z dziennikarzami w stadninie w Janowie Podlaskim (Lubelskie), dokąd zaprosił ich, aby mogli zapoznać się z warunkami hodowli koni i krów. Podczas konferencji prasowej prostował doniesienia medialne, jakoby po 2015 r. i zmianie prezesa janowskiej stadniny nastąpił jej upadek. Przekonywał, że sprawa stadniny jest wykorzystywana politycznie, tymczasem miała ona problemy także wcześniej. „Od czasu do czasu sprawa Janowa odżywa, kiedy zaostrza się walka polityczna” - powiedział.

Minister powołał się na wyniki kontroli przeprowadzonej ostatnio przez ekspertów z Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach oraz Instytutu Zootechniki w Krakowie, którzy – jak mówił Ardanowski – wskazali na niedociągnięcia ale skonstatowali, że „tu nic dramatycznego się nie wydarzyło”. „Tu nie ma złych warunków utrzymania zwierząt, nie ma sytuacji takiej, że jest upadek, tragedia bydła czy też koni” – powiedział.

„W strukturze tego stada są konie zarówno w bardzo dobrej kondycji i są również zwierzęta starsze, które tu doczekają swoich dni. One wyglądają źle. (…) Robienie z tego uogólnienia, jak tu się źle dzieje, jest wielkim łajdactwem” – dodał.

Reklama

Minister powoływał się też na wyniki kontroli NIK z ubiegłego roku, która nie stwierdziła nieprawidłowości w zakresie opieki nad zwierzętami w Janowie Podlaskim, ani w zakresie sprawowania nad nią nadzoru właścicielskiego przez KOWR. Przytaczał pisma działaczy związkowych z OPZZ w stadninie oraz Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa, którzy zaprotestowali przeciwko ukazującym się w mediach doniesieniom - po wizycie w stadninie posłanek PO Doroty Niedzieli i Joanny Kluzik-Rostkowskiej – że zwierzęta w Janowie Podlaskim „są skrajnie zaniedbane”. Związkowcy zapewniali, że stan zwierząt jest dobry.

Ardanowski podkreślił, że wielkie gospodarstwo rolne o powierzchni 1,7 tys. ha, jakim jest stadnina w Janowie Podlaskim, zawsze miało problemy, także przed 2015 rokiem. Powoływał się na raport CBA i wyniki kontroli NIK z 2016 r., które wskazywały na nieprawidłowości. Przytaczał sformułowania z niejawnego dotychczas audytu firmy BDO z lipca 2016 r., który oprócz pozytywnych ocen niektórych elementów wcześniejszej działalności stadniny w Janowie Podlaskim pokazywał też jej złe strony. Na przykład zastrzeżenia audytora dotyczyły braku ewidencji i procedur dotyczących oddania i przyjmowania koni w dzierżawę, w tym braku wzorów treści umów zabezpieczających ryzyka z tym związane – cytował Ardanowski. Audyt BDO będzie udostępniony na stronach internetowych Ministerstwa Rolnictwa – zapowiedział minister.

Ardanowski przytoczył wyniki finansowe stadniny z lat 2011-2014, które wyniosły od 60 tys. zł do 413 tys. zł zysku rocznie, przy czym - jak zaznaczył - obowiązywały wtedy wyższe dopłaty bezpośrednie do dużych gospodarstw. Zysk w 2015 r., który wyniósł 3,2 mln zł stadnina zawdzięcza jedynie sprzedaży jednej klaczy - podkreślił. Na aukcji Pride of Poland klacz Pepita uzyskała cenę 1,4 mln euro.

>>> Polecamy: "Zapisów nie przyjmujemy". Trudny powrót do lekarza, czyli postoisz w kolejce

Zdaniem Ardanowskiego tak znakomitych koni nie należy sprzedawać. „Tak można by co roku. Sprzedać jedną wybitną klacz i mamy znakomite wyniki, którymi się możemy przez dziesiątki lat chwalić. Tak nie będzie” – zapowiedział.

Przypomniał, że w 2016 r stadnina przyniosła 81 tys. zł zysku, zaś w dwu kolejnych latach straty – odpowiednio 1,6 mln zł oraz 3,2 mln zł. Wynik stadniny za rok ubiegły będzie znany w końcu czerwca. „Nie będzie to wynik specjalnie duży” – zaznaczył Ardanowski.

„Tu szereg działań należy podjąć. Tu są stare budynki, nie było inwestycji od wielu lat. Ostatni źle wykonany cielętnik w 2013 r., jest bez odpływu. Tu są stare dachy, które trzeba poprawić, jest konieczność przebudowy jednej z obór” – tłumaczył.

Ardanowski odpowiadając na pytania dziennikarzy przyznał, że prezesi, którzy zarządzali stadniną w Janowie Podlaskim po 2015 r. popełniali błędy, a w ostatnich miesiącach stadnina nie była pod odpowiednim nadzorem. „Ja nie jestem zachwycony, tym co się tu w ostatnich miesiącach działo” – przyznał.

„Tu nie będzie zatrudniania po znajomości i po układach. Może tak bywało. Mnie zależy, żeby tu byli fachowcy, którzy znają się nie tylko na koniach, ale również mają być fachowcami od zarządzania dużym gospodarstwem rolnym” – zapowiedział.

Ardanowski zwrócił uwagę, że negatywne informacje o złym stanie hodowli koni w Polsce ukazały się także w mediach zagranicznych, co może utrudniać ich sprzedaż i obniżać ceny. „Mam nadzieję, że ta zorganizowana akcja psucia wizerunku hodowli koni arabskich w Polsce i opowiadania kłamliwych rzeczy o stadninie w Janowie powoli dobiega końca” – powiedział.

Minister uczestniczył w uroczystym nadaniu imion źrebiąt urodzonych ostatnio w stadninie oraz w otwarciu Izby Pamięci, poświęconej jej ponad 200-letniej historii. Dziennikarze mogli wejść do stajni i obór, w których przebywają zwierzęta.

>>> Polecamy: Polacy za granicą: Ruszył elektroniczny system rejestracji wyborców