PAP: Czego należy się spodziewać na rynku pracy w ciągu najbliższego, popandemicznego roku?

Jakub Wojnarowski, dyrektor ACCA Polska, Ukraina i Kraje Bałtyckie (Chartered Certified Accountants, największej międzynarodowej organizacji zrzeszających specjalistów od finansów): Prognozy dotyczące sytuacji gospodarczej i społecznej, w tym rynku pracy, są obarczone niepewnością. Choćby dlatego, że nie wiemy, jak będzie się rozwijała pandemia na świecie albo kiedy Polska otrzyma środki z Europejskiego Funduszu Odbudowy, a co za tym idzie, jak będzie wyglądała rzeczywistość w poszczególnych branżach.

Reklama

Generalnie kondycja rynku pracy jest dobra, a prognoza na kolejne miesiące optymistyczna. Szybkie tempo wzrostu gospodarczego, rosnący poziom eksportu, odmrażanie inwestycji w większości sektorów widoczne już od kilku miesięcy, powodują, że rynek pracy znowu się dynamizuje. Należy spodziewać się utrzymania obecnego niskiego poziomu bezrobocia (wg danych GUS bezrobocie rejestrowane wynosi ok. 6 proc)., dalszego przywracania zatrudnienia w firmach, które ograniczyły liczbę miejsc pracy w trudnym okresie lat 2020 – 2021, a w efekcie zwiększenie stopy zatrudnienia.

Spodziewam się, że zatrudnienie będzie rosnąć przede wszystkim w sektorze IT, ale także w przemyśle i produkcji. Zwiększony po okresie pandemii napływ pracowników i większa odwaga w poszukiwaniu pracy, pomimo wysokiej inflacji, poprawi dostępność specjalistów oraz nieco ograniczy presję płacową w gospodarce, jednak jej całkowicie nie zniesie.

PAP: A jak sytuacja może wyglądać w najbliższych latach, biorąc pod uwagę starzenie się społeczeństwa, mniejszą stopę zastąpienia emerytur?

J.W.: Procesy demograficzne są nieubłagane i koszt funkcjonowania systemu zabezpieczenia emerytalnego będzie rosnąć, przy zmniejszających się dochodach systemu. Tego procesu nie da się odwrócić w krótkim czasie, a z prognozy na lata po 2050 r. wynika, że będzie nas mniej o kilka milionów. W najbliższych latach można się spodziewać dyskusji o sposobie podniesienia dochodów ZUS, poprzez np. podniesienie składki emerytalnej lub objęcie systemem powszechnym kolejnych grup pracowników. Z całą pewnością wywoła to niepokój, a przynajmniej poważną debatę.

Dodatkowo rynek pracy będzie musiał być w coraz większym stopniu uzupełniany pracownikami zagranicznymi, aby zapewnić minimalny poziom dochodów ZUS. Będzie rosnąć presja na utrzymywanie pracowników w przedsiębiorstwach już po osiągnięciu wieku emerytalnego. Debata o włączaniu różnych grup pracowniczych do systemu emerytalnego będzie związana z dyskusją o wysokości emerytur - niższych ze względu na dłuższy czas życia oraz brak dochodów systemu - i zachętami zarówno do oszczędzania na starość jak i dobrowolnego wydłużania czasu pracy powyżej 60 i 65 roku życia. Dramatyczna będzie sytuacja kobiet, które będą przechodzić na emeryturę mając zarówno krótszy staż pracy i niższy poziom oszczędności wynikający z nierówności płacowych kobiet i mężczyzn, jak i przewidywany dłuższy okres życia na emeryturze.

PAP: Jaki wpływ na kondycję firm i polską gospodarkę może mieć niedobór rąk do pracy?

J.W.: Dla firm zmiana będzie polegać przede wszystkim na konieczności podejmowania ryzyka zatrudniania pracowników bez odpowiedniego doświadczenia i uczenia ich dopiero zawodu. Firmy będą także chętniej zatrudniać pracowników zagranicznych. Istotną zmianą będzie także nowe podejście do utrzymania pracowników w danej firmie, bo nie będzie ich łatwo w przyszłości zastąpić innymi specjalistami o podobnych kwalifikacjach. Koszty usług specjalistycznych mogą w związku z tym w przyszłości rosnąć.

PAP: Jak można zaradzić tym negatywnym procesom? Chodzi np. o automatyzację, robotyzację, emigrację. Jakie to może oznaczać koszty dla firm i państwa?

J.W. Pojawienie się w przyszłości szybszych komputerów, sztucznej inteligencji i sieci komunikacyjnych kolejnych generacji spowoduje, że coraz większy zakres usług będzie świadczony bez udziału ludzi. To są zmiany absolutnie konieczne. Decyzje trzeba podejmować już. Jednak o ile firmy i sektor prywatny dadzą sobie radę, o tyle negatywne procesy demograficzne będą mieć o wiele głębsze konsekwencje dla instytucji państwa. Rosnące koszty utrzymania systemu emerytalnego i ochrony zdrowia, konieczność inwestowania w kluczowe usługi społeczne – edukację, ochronę zdrowia, infrastrukturę, a także zachęty dla przedsiębiorców do inwestowania w miejsca pracy dla utrzymania i przyciągnięcia nowych pracowników, będą stanowić gigantyczną presję na system finansów publicznych.

PAP. Jakie będą konsekwencje nieuchronnych zmian demograficznych?

J.W.: Konsekwencje – w zależności od tego – jakie działania będzie podejmować ten i kolejne rządy – mogą być różne. W najbardziej optymistycznym scenariuszu Polska – poprzez inwestycję w edukacje, naukę i technologię, poprawę jakości życia, odbudowę zaufania społecznego, otwarcie rynku pracy, racjonalizację wydatków publicznych, staje się na kolejne 30 lat tygrysem Europy. Krajem, gdzie firmy zagraniczne lokują tutaj swoje inwestycje, a polskie firmy z małych i średnich stają się duże, oferując nowoczesne usługi, dzięki pracy wysoko wykwalifikowanych pracowników.

W scenariuszu pesymistycznym – i niestety realnym – polskie społeczeństwo będzie się gwałtownie kurczyć i starzeć, firmy – z braku dostępu do specjalistów – będą uciekać do innych krajów, zarówno na wschód, jak i na zachód, a migracja do Polski będzie ograniczona – bo oferowana jakość życia będzie niewystarczająco wysoka, przy rosnących kosztach, np. związanych z wyższymi podatkami, które trzeba będzie płacić, by utrzymać funkcjonowanie instytucji państwowych i usług publicznych na odpowiednim poziomie. Kapitał społecznych i intelektualny w Polsce okaże się niewystarczający. (PAP)

autor: Ewa Wesołowska