Rząd Danii rozważa, czy powiadamiać klientów, jeśli ci zostali powiązani z „podejrzanymi transakcjami”. Jak podaje Bloomberg, duńskie stowarzyszenie bankowców, Finans Danmark, popiera tę propozycję. Chodzi o bezpieczeństwo bankowców, którzy mierzą się z falą pogróżek ze strony swoich klientów. Pomysł duńskiego rządu zyskał rozgłos po śmierci Aivara Rehe – byłego szefa estońskiego oddziału Danske Banku. Lokalne media spekulują, że mógł on odebrać sobie życie.

To pokłosie największego w Europie skandalu związanego z praniem pieniędzy, w centrum którego stoi właśnie Danske Bank. By nie dopuścić do kolejnej afery, bankierzy zaostrzyli przepisy. Okazało się jednak, że rygorystyczne środki mają też niezamierzone konsekwencje: bankierzy w Skandynawii regularnie spotykają się z represjami ze strony klientów, którzy zostali zgłoszeni władzom z powodu potencjalnie podejrzanych transakcji.

Z tego względu rząd Danii proponuje, by organy podatkowe nie były zobowiązane do powiadamiania rezydentów, że ci zostali zgłoszeni do urzędu prowadzącego dochodzenia ws. prania pieniędzy. Banki chcą mieć także możliwość udostępniania informacji o potencjalnie podejrzanych klientach – aktualnie nie mogą tego robić.

>>> Czytaj też: Koniec DasCoina. Piramida upada, ale budowniczy zarabiają dalej. I planują kolejny biznes