Afera z funduszami W Investments była jedną z większych na polskim rynku kapitałowym (patrz poniżej). Część zaangażowanych w nią podmiotów straciła licencje i dostała od nadzoru kary finansowe. Jedna z nich dotknęła w sierpniu ub.r. Alior Bank, który musiał zapłacić za naruszenie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi: 1 mln zł i 9 mln zł. Sankcja, chociaż dotkliwa, mogła być znacznie większa – w pierwszym przypadku wynieść 10 mln zł, a w drugim 483 mln zł. Bank był jednym z głównych dystrybutorów trefnych certyfikatów. Alior od kar się odwołał, ale Komisja Nadzoru Finansowego w grudniu 2019 r. podtrzymała swoją decyzję. Wtedy bank złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i tutaj dopiął swego. W czerwcu kary zostały uchylone, a postępowanie komisji umorzone.

To jednak nie koniec sądowej batalii. Z naszych ustaleń wynika, że KNF broni nie złoży.

– Zamierzamy wnieść skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Naszym zdaniem nieakceptowalne jest, że sąd zastosował podejście formalistyczne, nie wypowiadając się co do istoty sprawy, uchylając decyzję w ważnej sprawie bulwersującej rynek. Co ważne, sąd nie zakwestionował stwierdzonych w postępowaniu naruszeń – mówi DGP Jacek Barszczewski, rzecznik prasowy KNF.

Złamanych przepisów – według nadzoru – było aż 30. Szczegóły kontroli, jaką urzędnicy przeprowadzili w banku, opisał w ubiegłym roku „Puls Biznesu”. Komisja uznała, że Alior na wielką skalę sprzedawał trefne produkty funduszu W Investments, świadomie narażając swoich klientów na olbrzymie ryzyko utraty środków. Biuro maklerskie banku miało w tej sprawie działać „w sposób nierzetelny, nieprofesjonalny i niezgodny z najlepiej pojętymi interesami klientów”. Urzędnicy ustalili też, że o nieprawidłowościach w sposobie sprzedaży certyfikatów funduszy wiedział zarząd banku i nie zapobiegł ich dystrybucji do klientów. Zaangażowanie Aliora w W Investments było na dużą skalę, bo bank i jego pracownicy dostawali za to sowite prowizje.