Jaka jest płynność finansowa firm?

Paweł Dobrowolski: Firmy otrzymały wiele środków z różnych tarcz antykryzysowych, ich depozyty skokowo wzrosły. Natomiast inwestycje spadły rok do roku. Rośnie więc płynność firm, spadają inwestycje.

Stefan Kawalec: Potwierdzam tę opinię. Dane po pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. są zaskakująco pozytywne, jeśli chodzi o płynność przedsiębiorstw. Nastąpił spadek sprzedaży, lecz jednocześnie obniżyły się koszty i dodatkowo doszły środki z Polskiego Funduszu Rozwoju. Zadłużenie przedsiębiorstw nie wzrosło, natomiast chęć do inwestycji zmalała.

Czy to z powodu kryzysu, czy mamy do czynienia z naturalną tendencją długofalową?

Stefan Kawalec, Capital Strategy / DGP / fot. Wojtek Górski
Reklama

Stefan Kawalec: Niski poziom inwestycji w Polsce, a w szczególności niski poziom inwestycji przedsiębiorstw, od lat niepokoi i zastanawia ekonomistów. Niepokoi to, że inwestycje przedsiębiorstw są w relacji do PKB niższe niż w innych krajach. Zastanawia natomiast to, że w okresie ostatnich dekad polska gospodarka rośnie szybciej niż gospodarki krajów inwestujących więcej od nas. Plan na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Morawieckiego stawiał sobie za cel trwałe zwiększenie stopy inwestycji. Mimo tego słusznego celu po 2015 r. nastąpił dalszy spadek stopy inwestycji, a w szczególności spadek udziału inwestycji przedsiębiorstw w PKB. Moim zdaniem do tego spadku przyczynił się niepewny klimat inwestycyjny wynikający z niepewności regulacyjnej, wprowadzania przez rząd nagłych zmian podatkowych oraz stosunku instytucji skarbowych do przedsiębiorców, gdy zdarzają się przypadki, że nawet wiążące interpretacje nie chronią podatnika. Do pogorszenia klimatu inwestycyjnego przyczynia się również polityka wobec sądownictwa. W ostatnich miesiącach epidemia COVID-19 stworzyła dodatkowy czynnik ryzyka.

Paweł Dobrowolski: Polska jest od lat ewenementem na skalę światową, jeśli chodzi o niepewność co do prawa podatkowego.

Tomasz Mironczuk: Pandemia wprowadziła zmianę strumieni popytowych, strumieni dostaw, przebudowę naszych zachowań gospodarczych. Mniej latamy, mniej jeździmy, mniej konsumujemy. Niepewność gospodarcza rośnie. Ponadto instytucje finansujące, czyli w Polsce głównie banki, też nie wiedzą, co obecnie gwarantuje bezpieczeństwo inwestycji. Wprowadzenie podatku bankowego kilka lat temu przekierowało ogromny strumień pieniędzy z finansowania przedsiębiorców na finansowanie Skarbu Państwa. A do tego w ostatnich miesiącach finansowanie PFR przez różne programy pomocowe powoduje, że strumień finansowania odchodzi z banków. Kryzys się rozwija i będzie miał jeszcze wiele oblicz. To lekcja na żywo. Stopy procentowe obniżono gwałtownie w okolicznościach, gdy ryzyko kredytowe rośnie, wyniki finansowe banków się pogarszają. Nie wiadomo, czy będą w stanie kredytować przedsiębiorstwa, czy banki zostaną wyparte przez instytucje domeny publicznej.

Jan Domanik: Nas ten kryzys jeszcze nie dotknął, ale sytuacja będzie się pogarszać. W tej chwili mamy programy pomocowe i mniej lub bardziej kreatywne interpretacje przepisów, mówiące kiedy należy rozpoznawać utratę wartości. Banki bardzo zaostrzyły swoje polityki kredytowe, ale w oparciu o stare modele ryzyka, a one nie przystają do tego kryzysu. Dopiero za jakiś czas się okaże, czy oceny były słuszne. Samo obniżenie stóp procentowych spowodowało wyparowanie ok. 30 proc. wyniku sektora bankowego. W odróżnieniu od poprzedniego kryzysu płynność jeszcze jest, ale to się może zmienić.

Jak długo może potrwać okres wyczekiwania, kiedy nastąpi ponowne otwarcie na kredytowanie?

Jan Domanik: Nawet jeśli będzie drugi lockdown, banki będą musiały się do tej sytuacji przyzwyczaić i do połowy przyszłego roku polityka kredytowa będzie się klarowała. Będzie też już wiadomo, które sektory gospodarki będą funkcjonowały. I może przy zaostrzonych warunkach, ale kredyty wrócą na rynek.

Jak państwo wspiera sektor bankowy?

Tomasz Mironczuk, Instytut Rynku Finansowego / Materiały prasowe

Tomasz Mironczuk: Na początku pandemii słyszałem sygnały polityczne, że trzeba pomóc przedsiębiorcom – małym, średnim, dużym. Natomiast sektor bankowy, który jest powiernikiem naszych oszczędności i z tych oszczędności udziela finansowania przedsiębiorcom, nie jest traktowany jak przedsiębiorcy. Regulacje są już tak skomplikowane, że nawet wielu bankowców się w tym gubi. Obawiam się, że spadek wyników i bardzo duże koszty sprawozdawcze mogą oznaczać dalszą konsolidację. A zatem monopolizację albo doprowadzenie do takiej sytuacji, że państwo będzie musiało ratować system bankowy, aby w trybie awaryjnym ochronić oszczędności Polaków. Do tej pory banki były traktowane jako ten zły, który miał dużo pieniędzy, a nie chciał się dzielić. Zapominano, że bank dysponuje oszczędnościami klientów, a jeśli nie udziela kredytów, to np. dlatego, że nie ma popytu z powodu niepewności gospodarczej, podatkowej, sądowej. Bank musi zachować się roztropnie i nie może udzielać kredytu, gdy jest niskie prawdopodobieństwo spłaty. Jesteśmy trochę ofiarami polskiego systemu, gdzie ciężar finansowania jest oparty w 80 proc. na bankach, a nie ma finansowania dla dużych i średnich za pomocą rynku kapitałowego. Mówi się o giełdzie, akcjach, a temat emisji obligacji i rozpraszania ryzyka z systemu bankowego na fundusze inwestycyjne, ubezpieczeniowe jest zapomniany. O wsparciu sektora bankowego trzeba rozmawiać, zwłaszcza wobec tego, co nastąpiło w ostatnich sześciu miesiącach – mam na myśli spadek stóp referencyjnych NBP od 1,5 do prawie 0 proc.

Paweł Dobrowolski: To dla banku i kredytowania gospodarki bardzo trudne i obciążające – możliwość zarabiania jest bardzo mała. Banki starają się przesunąć ciężar rentowności z odsetek na inne opłaty. To nie rozwiąże problemu. Dużo łatwiej jest wytłumaczyć klientowi niewielkie opłaty za przelewy czy prowadzenie konta niż to, że za wzięcie kredytu musi zapłacić 100 czy 200 tys. z góry. Przez pierwsze pół roku banki ograniczały kredytowanie, ale teraz będą starały się liberalizować zasady. Tylko czy potrafią odróżnić tych, którzy spłacą kredyt, od tych, którzy nie spłacą?

Paweł Dobrowolski, Polski Fundusz Rozwoju / Dziennik Gazeta Prawna / fot. Darek Golik

Co do finansowania pozabankowego w postaci obligacji, to dyskusja na ten temat skończyła się w momencie rozbioru OFE. W Polsce to przedsiębiorstwa finansują w znacznej części swoje inwestycje, a kredyt jedynie je wspiera. Dla przykładu: w pierwszym półroczu kredyt stanowił 7 mld zł, a inwestycje – 60 mld zł. To, co odróżnia państwa bogate, od tych, które starają się nimi być, to zdolność finansowa, gospodarcza i społeczna do zmierzenia się z kryzysem. Można te koszty rozłożyć w czasie, terenie i branżach tak, że one nie powodują załamania gospodarki, a są niwelowane i szybko można wrócić do wzrostu. O pieniądzach publicznych trzeba myśleć jako o zdolności, jaką państwo nabyło do rozkładania kosztów szoku.

Stefan Kawalec: Pandemia spowodowała ograniczenie roli sektora bankowego w finansowaniu gospodarki i zwiększenia roli państwa. Z jednej strony firmy dostały wsparcie od państwa w ramach kolejnych tarcz, a z drugiej – podatek bankowy, przy spadku stóp procentowych, sprawia, że działalność kredytowa banków stała się znacznie mniej opłacalna niż inwestowanie w papiery skarbowe. Panuje zgoda, że wsparcie państwa było konieczne, aby zapobiec jeszcze głębszemu załamaniu gospodarki. Potężna interwencja państwa powoduje jednak znaczny wzrost długu publicznego, co oznacza, że nie może ona trwać wiecznie. Ponadto wydatki państwowe nie powodują wzrostu produktywności, a bez tego nie będzie wzrostu gospodarczego w dłuższym okresie. Dziś na całym świecie zwraca się uwagę, że potężna interwencja rządów i banków centralnych w gospodarce przyczynia się do utrzymywania przy życiu coraz większej liczby firm zombi, czyli takich, które mają minimalną lub wręcz ujemną rentowność, nie tworzą żadnej wartości, natomiast angażują zasoby kapitału i pracy, które mogłyby być lepiej wykorzystane gdzie indziej. Na selektywne rozdzielanie finansowania nastawione są banki. Sensownym krokiem minimum, aby ułatwić bankom odgrywanie ich roli w finansowaniu gospodarki, byłoby zniesienie podatku bankowego od nowych kredytów.

Nie wiem, czy to możliwe, by zrezygnować z kilku miliardów rocznie dla budżetu?

Paweł Dobrowolski: Kiedy wprowadzano ten podatek, banki były bardziej dochodowe, inne były stopy procentowe. Gdy są one bliskie zeru, możliwość kreowania marży prawie nie istnieje. A gdy jest jeszcze obniżana o podatek bankowy, to zniechęcamy banki do kredytowania przedsiębiorców. Jeśli chcemy zwiększyć akcję kredytową, należałoby to zrobić, szukając sposobów odbicia gospodarki.

Co jeszcze można zmienić, by skłonność banków do kredytowania przedsiębiorców była większa?

Jan Domanik, PwC / Materiały prasowe

Jan Domanik: Lekcją z kryzysu w 2008 r. było to, że teraz nie prowadzono dyskusji, czy państwo ma finansować przedsiębiorców, czy nie, podjęto szybkie decyzje. Tyle że te dotacje trzeba będzie spłacić, a źródła tej spłaty to podniesienie inflacji, podniesienie podatków, a wreszcie oszczędności. Ogromne wydatki pomocowe sprawiły, że część firm, która wykruszyłyby się z rynku, swój żywot przedłuży. Państwo udzielało pomocy, nie analizując, komu daje pieniądze, wystarczyło zgłoszenie z minimalnym uzasadnieniem. Banki muszą się zmierzyć z oceną firm. Tymczasem dziś problemem ogólnoeuropejskim jest przeregulowanie sektora bankowego. To generuje ogromne koszty, a nie służy skutecznej kontroli.

Tomasz Mironczuk: Podatek bankowy powinien być wyeliminowany, bo w obecnej formie jest szkodliwy. A koszty, które banki ponoszą na wypełnianie regulacji, których menedżerowie nie są w stanie przeczytać ze zrozumieniem, są przeogromne, sięgają nawet 20–30 proc. budżetów. Doskwiera przeregulowanie, brak zrozumienia istoty ryzyka i koncentracji. Liczba banków w Polsce spada. Nie można cały czas podnosić bankom kosztów operacyjnych.

Czy powrót do rozwiązania sprzed lat, w którym banki mają większą rolę w ocenie kondycji i restrukturyzacji firm, miałby obecnie sens?

Stefan Kawalec: Wiosną przygotowaliśmy w Capital Strategy projekt przyspieszonego pozasądowego postępowania restrukturyzacyjnego, które mogłoby być prowadzone przez bank na wniosek dłużnika. W tarczy 4.0 wprowadzono przyspieszone postępowanie pozasądowe, które może prowadzić sam dłużnik, jeśli zatrudni doradcę restrukturyzacyjnego. Ale to rozwiązanie nie wyczerpuje potrzeb. W maju 2020 r. Rada Przedsiębiorczości grupująca główne organizacje pracodawców zarekomendowała rządowi wprowadzenie proponowanego przez nas rozwiązania. Na razie jednak nic się w tej sprawie nie wydarzyło.

Paweł Dobrowolski: Nie mogę się zgodzić, że finansowanie publiczne wyparło bankowe. Banki się nie kwapiły, same ograniczały finansowanie. Natomiast nasze prawo upadłościowo-restrukturyzacyjne jest prawdopodobnie jednym z najgorszych na świecie. I jeżeli w warunkach specjalnych piszemy do niego protezę, to tracimy szansę na jego naprawę. Jest potrzeba, by procedury upadłościowe przebiegały sprawnie, bo liczba potrzebujących takich rozwiązań przez najbliższe 2–3 lata będzie duża.

Co w długim terminie będzie miało wpływ na dynamikę akcji kredytowej, zdolność banków do finansowania firm? Jakie znaczenie ma repolonizacja?

Jan Domanik: Część banków już ogłosiła, że nie będą finansować przedsięwzięć nieekologicznych, choć to pewnie w dalszej perspektywie, kiedy już poradzimy sobie z COVID-19. To będzie zmiana polskiej, ale i światowej gospodarki. Dla nas ta przemiana będzie pewnie trudniejsza, przyniesie konieczność wprowadzenia nowoczesnych technologii. Czy natomiast repolonizacja jest dobra? Zbyt duży udział państwa w gospodarce się nie sprawdził.

Tomasz Mironczuk: Przy finansowaniu przedsiębiorców warto zwiększyć współdzielenie ryzyka strony publicznej i prywatnej. Poręczenie może być lepszym mechanizmem wspierania chęci do finansowania. Ponadto najważniejsza jest stabilność otoczenia regulacyjnego.

Paweł Dobrowolski: Główną barierą w tej chwili jest brak dużych projektów inwestycyjnych. Gdy się pojawią, będzie duży popyt na finansowanie ze strony sektora prywatnego. Tu jest potrzebne ustabilizowanie otoczenia społeczno-gospodarczego, przede wszystkim systemu podatkowego.

Stefan Kawalec: Przestrzegałem i przestrzegam przed zwiększaniem w sektorze bankowym udziału banków kontrolowanych przez państwo. Bo ta droga jest bardzo niebezpieczna. Prowadzi do tego, że wcześniej czy później kryteria polityczne zaczynają wpływać na decyzje banków, a po kilku latach ujawniają się skutki w postaci wzrostu udziału kredytów niespłacalnych w całym sektorze bankowym. ©℗ Not. AO

Debatę moderował Łukasz Wilkowicz, dziennikarz DGP

Pełny zapis debaty na www.gazetaprawna.pl