Około 5 tys. m sześc. odpadów przysypanych cienką warstwą ziemi. To więcej, niż pomieściłby basen olimpijski. Działkę z taką niespodzianką gmina Przywidz sprzedała w 2010 r. Łucji Ptaszyńskiej – od lat zawodowo i społecznie działającej na rzecz ochrony środowiska.

Śmieci wychodzą na powierzchnię, gdy Ptaszyńska kilka lat później rozpoczyna inwestycję. Zgłasza sprawę wójtowi, a ten nakazuje jej odpady… usunąć. Koszt takiej operacji wynosił wówczas około miliona złotych. Odwołania od decyzji wójta, postępowania w samorządowych kolegiach odwoławczych i sądach administracyjnych trwające latami nie doprowadziły do ustalenia, kto powinien wziąć odpowiedzialność za odpady.

Na działce, zanim kupiła ją Łucja Ptaszyńska, funkcjonowało dzikie wysypisko śmieci z gminy. Nieczystości trafiały tam za wiedzą i zgodą ówczesnych lokalnych władz. Były to odpady komunalne mieszkańców Przywidza.

Czy sprzedając działkę, gmina pozbyła się odpowiedzialności za odpady? Jak to możliwe, że wystawiła z sukcesem na sprzedaż nieruchomość z liczącym 5 tys. ton balastem?

Rekultywacja po polsku

Reklama

Jeszcze niedawno dzikie gminne wysypiska śmieci były stałym elementem polskiego krajobrazu. Lokalne władze musiały sobie jakoś z odpadami radzić, dlatego praktycznie każdy samorząd miał swój dół w ziemi, starą żwirownię albo kawałek lasu, gdzie mieszkańcy pozbywali się nieczystości. Teren był zwykle nieogrodzony i niezabezpieczony. – Były to sterty śmieci, które ktoś od czasu do czasu podgarniał spycharką – mówi Piotr Szewczyk, dyrektor Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Orli Staw w Wielkopolsce, przewodniczący rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK). Wspomina, że na terenie 22 gmin obsługiwanych obecnie przez zakład takich wysypisk było 16. – Praktycznie żadne nie miało dennego uszczelnienia. Albo nikt się tym nie przejmował, albo nie widziano potrzeby takiego zabezpieczenia. Odpady komunalne 20, 30 lat temu to nie te same odpady, co teraz. Zazwyczaj były to resztki papieru, opakowania, ale bez tworzyw sztucznych i szkodliwych substancji – dodaje.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP