W pierwszych dniach października rozpoczął się testowy przesył błękitnego paliwa z Rosji do Niemiec. Ale dopiero w drugim tygodniu października Gazprom uzyskał duńską zgodę na uruchomienie jednej z nitek. To jednak nie wystarczy, by gaz mógł płynąć swobodnie do Europy Zachodniej. Oto kilka przeszkód, jakie spółka Nord Stream 2 będzie musiała pokonać w najbliższych miesiącach.

Zgody po stronie odbiorcy

Reklama

Niemiecki regulator, Bundesnetzagentur, musi mieć pewność, że zależny od Gazpromu operator gazociągu - spółka Nord Stream 2 AG - spełnia unijne przepisy dotyczące tzw. unbundlingu: dostawcy gazu na rynek europejski nie mogą być jednocześnie jego producentami i właścicielami infrastruktury przesyłowej.

Nasi zachodni sąsiedzi mają czas do stycznia przyszłego roku na przygotowanie projektu decyzji w sprawie certyfikacji. Po przesłaniu go do Komisji Europejskiej, unijni urzędnicy mają dwa miesiące na jego akceptację. Ten etap może zostać wydłużony o kolejne dwa miesiące, czyli proces certyfikacji zakończyłby się w maju, po zakończeniu sezony grzewczego w Europie.

Polityczne „nein”

Na drodze do uruchomienia gazociągu mogą stanąć niemieccy Zieloni, którzy po ostatnich wyborach do Bundestagu będą odrywać znaczącą rolę przy tworzeniu nowej koalicji rządowej. Dodatkowo UE zaostrzyła swoją politykę klimatyczną, co oznacza coraz szybsze odchodzenie od paliw kopalnych, a to jeszcze bardziej naraża projekt Nord Stream 2 na polityczną porażkę.

Obecny kryzys gazowy w Europie pokazał, jak bardzo UE jest zależna od Rosji i jej dostaw surowców energetycznych. Do wywołania kryzysu na rynku energii wystarczyło, że Gazprom, zasłaniając się potrzebą uzupełnia własnych zapasów na zimę, ograniczył tłoczenie metanu na zachód kontynentu. Spowodowało to ogromną falę niezadowolenia i krytyki ze strony europejskich odbiorców, z których wielu uznało, że wstrzymanie przesyłu ma wymusić szybszą homologację Nord Stream 2. Rosyjski gigant broni się twierdząc, że wypełnia wszystkie zobowiązania wynikające z podpisanych umów.

Decyzja TSUE zmienia zasady gry

W środę 6 października nastąpił przełom w sporze pomiędzy Nord Stream 2 a KE. Rzecznik Trybunału Sprawiedliwości UE otworzył Nord Stream 2 AG drogę do zaskarżenia nowej dyrektywy gazowej.

Istnieje obawa, że ​​spółka zarządzająca Nord Stream 2 może zdecydować się na rozpoczęcie tłoczenia surowca bez niezbędnych zezwoleń. Zdaniem unijnych prawników projekt nie spełnia jeszcze warunków unbundlingu. Wezwali oni Komisję Europejską do wydania „jasnej i zdecydowanej opinii w procedurze certyfikacji”.

Opłaty za błękitne paliwo są wyjątkowo wysokie, a europejskie magazyny mają najniższe od dekady zapasy gazu na zimę. Deklaracja prezydent Władimira Putina z 6 października dotycząca możliwości przesłania rekordowego wolumenu gazu do Europy, złagodziła gwałtowne wzrosty cen gazu. Zdaniem wicepremiera Rosji Aleksandra Nowaka szybka certyfikacja Nord Stream 2 jest jednym z kluczowych elementów tej operacji.

Ryzyko prawne

Po tym jak operator rurociągu poinformował o napełnieniu jednej nitki gazem, niemiecki regulator zażądał również zapewnienia, że ​​surowiec nie będzie tłoczony przed uzyskaniem wszystkich wymaganych zgód. Rozpoczęcie przesyłu gazu do Niemiec zostałoby bardzo szybko wykryte.

W liście do unijnego komisarza ds. energii Kadriego Simsona legislatorzy napisali, że ramię wykonawcze UE powinno być przygotowane do zastosowania „środków tymczasowych”, jeśli Nord Stream 2 rozpocznie wysyłanie gazu do Niemiec przed otrzymaniem niezbędnych zezwoleń. Na razie trudno jest ocenić, czy operator NS2, powołując się na ogromne braki paliwa w Europie, byłby skłonny złamać zakaz niecertyfikowanego przesyłu gazu i narazić się na grzywnę.

2021 wciąż w gazowej grze

Niektórzy eksperci uważają, że nadal jest szansa na uruchomienie Nord Stream 2 w tym roku. Zwłaszcza, jeśli coraz mocnej odczuwalny kryzys energetyczny w Europie przyspieszy homologację gazociągu przez organy regulacyjne. Jednak wielu analityków twierdzi, że instalacja zostanie uruchomiona dopiero na początku przyszłego roku, a najwięksi pesymiści szacują, że nastąpi to w połowie 2022 roku.

Ale nawet jeśli gazociąg ruszy jeszcze w tym roku, nie ma pewności, czy Rosja będzie miała wystarczająco dużo wolnych mocy produkcyjnych, aby szybko zwiększyć eksport do Europy. Tym bardziej, że ostatnio popyt na ten surowiec rośnie również w Federacji Rosyjskiej. Dlatego bardziej prawdopodobne jest, że Nord Stream 2 nie wyeliminowałby, a jedynie złagodził poważny deficyt gazu w regionie. Jego wpływ na ceny w krótkim okresie byłby zatem ograniczony, a Europa stałaby się jeszcze bardziej zależna od szeregu czynników wpływających na podaż i popyt. Co mogłoby jeszcze bardziej zaostrzyć kryzys.