Po wybuchu wojny na Ukrainie Arabia Saudyjska chce umocnić pozycję lidera na rynku naftowym, wzmocnić ją na rynku energii i kosztem Rosji właśnie zdobyć rynki azjatyckie.

Od sojuszu do konkurencji

Wspomniany poseł Marek Biernacki zasugerował, że skoro podpisaliśmy umowę z przyjacielem Rosji (jakim według niego są Saudowie), to Saudi Aramco jako partner joint venture Orlenu będzie prowadziło politykę zgodną z polityką Rosji. Udziały w rafinerii w takim scenariuszu mogłyby zostać odsprzedane podmiotowi powiązanemu z Kremlem.

Reklama

Nie bardzo rozumiem, dlaczego Saudi Aramco miałoby wykonywać tak karkołomną operację w odniesieniu do 30 proc. udziałów w jednym zakładzie, ani dlaczego prawo pierwokupu udziałów przez Orlen nie mogłoby skutecznie takich (czysto hipotetycznych) planów zablokować. Saudowie prowadzą znacznie większe projekty w Europie, m.in. z Repsolem w Hiszpanii, a nikt w odniesieniu do tych przedsięwzięć takich fantastycznych prognoz nie snuje.

Jak wyglądają saudyjsko-rosyjskie relacje w wąskim wycinku, jakim jest rynek ropy i gazu? Do czasu kryzysu spowodowanego przez epidemię koronawirusa były one znakomite. Planowano wiele wspólnych przedsięwzięć, ba, w 2019 roku w Moskwie Aramco otworzyło centrum badawczo-rozwojowe. Ale idylla skończyła się wiosną 2020 r., kiedy na przeżywającym trudności rynku ropy saudyjski koncern rozpoczął faktyczną wojnę cenową z Rosją. Przypomnę tylko, że w tym samym czasie trwała w najlepsze idylla niemiecko-rosyjska, a Shell sprzedawał kolejne udziały w rafinerii w Schwedt Gazpromowi. Jeżeli więc oburzamy się na dwulicowość Saudów, nie zapominajmy o dwulicowości innych koncernów i europejskich rządów, z Berlinem na czele.

Od końca 2021 r., kiedy świat zdał sobie sprawę z ogromnego ryzyka rosyjskiej agresji na Ukrainę, Saudowie zintensyfikowali swoje działania na azjatyckich rynkach. I tak w styczniu br. podczas Koreańsko-Saudyjskiego Forum Inwestycyjnego podpisano dziesięć porozumień dotyczących rozwoju strategii downstream i wsparcia rozwoju niskoemisyjnych rozwiązań energetycznych. W marcu br. marcu 2022 r. Saudi Aramco poprzez swoją spółkę zależną Saudi Aramco Asia Company Ltd. podpisało porozumienie z China Petroleum & Chemical Corporation, dotyczące potencjalnej współpracy w zakresie downstream w Chinach. W ramach joint venture koncern ma zbudować w Chinach dużą rafinerię i koncern petrochemiczny. Saudowie zacieśniają również współpracę z tajlandzkim koncernem PTT.

Saudowie patrzą na Europę

A aspekt polityczny? Rosja, m.in. popierając reżim Asada, prowadzi de facto politykę antysaudyjską. To Saudowie bowiem próbują stać się liderem państw arabskich z regionu na różne sposoby (m.in. Liga Arabska), zaś Rosjanie to oficjalnie sabotują. Nie bez znaczenia są także zimne relacje saudyjsko-irańskie w kontekście ciepłych relacji między Moskwą a Teheranem.

Arabia Saudyjska nie chce zwiększyć wydobycia ropy, by pokryć braki na rynku spowodowane embargiem na ropę rosyjską. Wedle krytyków to pośrednie finansowanie Putina. Cóż, takie spojrzenie ma luźny związek z logiką biznesowych i politycznych relacji. Przecież w perspektywie europejskiej i amerykańskiej polityki klimatycznej ropa uchodzi za surowiec schyłkowy. Będzie wykorzystywana w przemyśle, ale nie będzie kluczowym paliwem. To ostatnie dekady takiej skali wydobycia, także dla Saudi Aramco. Stosując taką pokrętną logikę, można oskarżyć o wspieranie Kremla Waszyngton, który zasadniczo nie zmiękcza stanowiska wobec np. Wenezueli. A przecież wenezuelska ropa z pewnością przyczyniłaby się do obniżki cen i zmniejszenia zapotrzebowania na ropę rosyjską.

Saudi Aramco nie od dzisiaj deklaruje zainteresowanie rynkiem europejskim, przede wszystkim w segmencie petrochemii oraz research&development. Rafinerie same w sobie nie mają w Europie przyszłości, ale jako element aktywów koncernu, który jest jednocześnie producentem ropy – tak. To, a nie rzekome spiski z Kremlem, jest powodem, dla którego koncern dał się przekonać do współpracy z polskim partnerem, do wielkiej inwestycji petrochemicznej w Bilbao z Repsolem, do współpracy z EIG.

Nie rozgrzeszajmy lawirowania Arabii Saudyjskiej między Zachodem a Rosją, bo nie można być trochę po stronie wolnego świata, a trochę – agresywnej dyktatury. Ale nie próbujmy naginać faktów do błędnej tezy, że saudyjska monarchia to jeden z sojuszników Kremla. Saudowie chcą na ogniu, który rozpaliła Rosja, upiec własną pieczeń. Na koszt Rosji.

Autor: dr Piotr Balcerowski, MBA, Wiceprezes Instytutu Staszica