Proszę sobie wyobrazić prowadzenie biznesu, np. niewielkiej kawiarni. Idzie nawet nieźle, ale pewnego dnia pod lokal przychodzą robotnicy i zasłaniają go płotem. „Kierownik kazał, to postawiliśmy. Będzie tu stał, póki nie zdejmiemy” – mówią, spinając kolejne przęsła trytytkami dla stabilizacji. Właściciel oczywiście próbuje się czegoś dowiedzieć, ale chatbot na stronie internetowej urzędu miasta odsyła na infolinię, telefonu nikt nie odbiera, a fizyczny ratusz zlikwidowano, żeby ciąć koszty. Wezwana na miejsce policja rozkłada ręce i odjeżdża, nie pomagają nawet znajomi politycy. Sąsiedzi szepczą, że na działalność kawiarni było dużo skarg, ale nikt nie potrafi powiedzieć na co. Tymczasem niewidoczny już z ulicy biznes po prostu siada.
W takiej sytuacji mogą się z dnia na dzień znaleźć osoby, które wiążą swoje biznesy z mediami społecznościowymi.
CAŁY TEKST W PAPIEROWYM WYDANIU DGP ORAZ W RAMACH SUBSKRYPCJI CYFROWEJ »
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Powiązane
Zobacz
|
