Na pytania Forsal.pl odpowiada Andrzej Kensbok, wiceprezes Grupy Virtus SA.
1. Jak wyglądałoby skrojone na rozmiar UE rozwiązanie dotyczące polityki i źródeł pozyskiwania surowców krytycznych?
Idealne rozwiązanie dla UE powinno bazować na zbudowaniu trzech filarów. Pierwszym jest powołanie instytucji z własnym bilansem, która może wejść kapitałowo w projekt albo wystawić gwarancję. Drugim powinno być zastąpienie dotacji mechanizmem popytowym, który np. zapewniałby wieloletni kontrakt odbioru z gwarantowaną ceną minimalną, na wzór rynku energii. Trzecim elementem powinno być wypracowanie jednego, przewidywalnego procesu pozwoleniowego dla instalacji przetwórczych i odzyskowych.
Kluczowe jest przy tym, żeby surowiec wtórny był traktowany dokładnie tak samo jak pierwotny, bo dziś nie jest. Zapasy strategiczne powinniśmy budować w formie, którą europejski przemysł potrafi realnie przerobić, czyli w czystym metalu, stopach i magnesach, a nie w tlenkach, których w Europie nie ma kto rozdzielić.
Ponadto, co najważniejsze, powinien zostać utworzony jednolity, publiczny, wiarygodny benchmark cenowy dla metali spoza giełd. Bez kwotowanej ceny nie da się zbudować modelu finansowego ani zabezpieczyć ryzyka, a to wyklucza z finansowania większość projektów, o które UE zabiega.
2. Jaką rolę będzie odgrywać Polska i podmioty z Polski w nowej strategii surowcowej UE?
Dziś Polska jest w tej polityce raczej dostawcą surowca i danych niż współautorem reguł. Jesteśmy w Europejskiej Radzie ds. Surowców Krytycznych i w platformie RESourceEU, ale w pierwszej rundzie CRMA na 47 projektów wybranych w UE nasze były dwa: separacja ziem rzadkich w Puławach, rozwijana przez Mkango z Grupą Azoty, oraz POLVOLT Elementala.
To nie jest problem geologiczny, tylko problem gotowości dokumentacyjnej firm i braku krajowego wsparcia w przygotowaniu wniosków. Projekt trzeba przedstawić w Brukseli opisany w standardach, których większość polskich spółek po prostu nie stosuje.
Miejsce Polski w tej układance musimy budować nie na wydobyciu, tylko przetwórstwie, odzysku i zapleczu badawczym: KGHM, Grupa Azoty, Elemental, hutnictwo cynku i miedzi, a po stronie naukowej AGH, Instytut Metali Nieżelaznych, Państwowy Instytut Geologiczny. Najbliższe dwa lata rozstrzygną, czy to wykorzystamy. Obecnie trwa transpozycja CRMA do prawa krajowego, a w marcu 2026 r. premier powołał zespół do aktualizacji polityki surowcowej państwa.
3. Jakie know-how Polska i krajowe podmioty mogą wnieść do nowej polityki UE?
Naszą przewagą są kompetencje w zakresie górnictwa, przeróbki rud, hydrometalurgia i odzysk pierwiastków towarzyszących w skali przemysłowej. KGHM jest jedynym dostawcą renu w Europie i jednym z największych producentów soli renu z własnych surowców, odzyskując ten metal ze ścieków kwaśnych z hut miedz. To kompetencja, której w UE praktycznie nikt inny nie ma, a można ja zastosować do odzysku takich metali jak gal, german, bizmut czy wanad.
Druga rzecz to inżynieria przerobu materiału ubogiego w wysokim tonażu. Ponad dwieście hałd na Górnym Śląsku, składowiska poflotacyjne i żużle to dla polskich firm codzienność operacyjna.
Trzecią, najbardziej niedocenianą przewagą, są kadry. Szkoła geologiczno-górnicza i procesowa AGH oraz PIG jest jednym z niewielu miejsc w UE, gdzie te kompetencje nie zanikły, a niedobór inżynierów procesowych będzie wąskim gardłem całego europejskiego programu.
4. Czego polskie firmy oczekują od przyszłej „agencji UE" — wsparcia polityki odzysku czy nastawienia na zakupy surowców?
Jednego i drugiego, ale różne firmy oczekują tego w odwrotnej kolejności. Dla dużych wytwórców — motoryzacji, elektroniki, zbrojeniówki — priorytetem jest zabezpieczenie dostaw i wsparcie zakupowe, bo to problem, z którym zmagają się tu i teraz.
Producenci i firmy trudniące się odzyskiem potrzebują czegoś zupełnie innego: gwarantowanego, wieloletniego odbioru i kapitału na etapie TRL 5–7 ( Technology Readiness Level, poziom gotowości technologicznej), czyli tam, gdzie grant badawczy już nie sięga, a bank jeszcze nie wchodzi. Ponadto potrzebujemy benchmarku cenowego, ponieważ bez kwotowanej ceny nikt nie sfinansuje projektu na bizmut czy wanad.
Jest też oczekiwanie minimum, o którym mało się mówi, a które nic nie kosztuje: żeby wymogi konkursowe skrojone pod wielką kopalnię odkrywkową nie eliminowały z naboru projektów odpadowych.
5. Jakim potencjałem dysponuje strona polska w zakresie surowców krytycznych?
Polski potencjał nie leży w ziemiach rzadkich w złożu. Udokumentowanych złóż pierwotnych REE (surowców krytycznych) nie mamy. Potencjał leży w niezagospodarowanych złożach, czyli rudach tytanu i wanadu, a także molibdenu, wolframu i miedzi w Myszkowie oraz niklu, cyny i grafitu w Sudetach. Nie możemy też zapominać o największym w regionie zasobie wtórnym, czyli ponad dwustu hałdach Górnego Śląska, z których niektóre liczą dziesiątki milionów ton, oraz w węglu lubelskim, gdzie z węglem współwystępują german, gal i kobalt.
Do tego dochodzi pozycja, którą już mamy: Polska jest jednym z kluczowych unijnych dostawców węgla koksowego, który sam znajduje się na liście surowców krytycznych UE, a także miedzi i srebra.
Ograniczenie nie jest więc geologiczne, tylko finansowe i organizacyjne. Krajowy Program Poszukiwań Surowców Krytycznych prowadzony przez PIG dysponuje kwotą 180 mln zł, podczas gdy analogiczny program hiszpański przekracza 180 mln euro. To skala różnicy, która sama w sobie tłumaczy, dlaczego mamy dwa projekty strategiczne, a nie dziesięć.
Dziennikarz z zawodu i zamiłowania. Zajmuje się tematyką gospodarczą, prawną i finansową, szczególnie nowymi technologiami, i komunikacją oraz mediami. Poza dziennikarstwem zajmuje się fotografią, jeździ na nartach i uwielbia Hiszpanię. Z marką INFOR związany wcześniej, zaczynał przygodę z dziennikarstwem w Gazecie Prawnej. Od kwietnia 2026 r. już jako dziennikarz internetowy przygotowuje i publikuje artykuły na portalu Forsal.pl.
