Armin Laschet, szef niemieckiej chadecji oraz kandydat na przyszłego kanclerza kraju, niedawno trafił w dziesiątkę swoją doraźną analizą tego, co dolega Niemcom. Przypadłość tę nazwał „biurokratycznym ping pongiem” i zilustrował to zdjęciem skrzyżowania ulic ze wschodnich obrzeży Berlina. Otóż ok. 25 lat temu lokalni mandaryni postanowili zainstalować sygnalizację świetlną, aby sprawić, że przekraczanie ulic będzie bezpieczniejsze. I wtedy pojawiły się „rakietki” do pingponga.

Po pierwsze, wygląda na to, że osoby z administracji miejskiej pokłócili się z administracją wodociągów o to, kto za co ma odpowiadać, gdyż teren był przedmiotem ochrony środowiskowej. Później zmieniło się prawo i instalacja sygnalizacji świetlnej wymagała nowej specyfikacji. Jeszcze później specjaliści od transportu publicznego doszli do wniosku, że sygnalizacja wprowadzi zamęt do rozkładów jazdy przy znajdujących się w pobliżu przystankach. I trwało to aż do ubiegłej jesieni, kiedy to ktoś doznał objawienia i zainstalowano prowizoryczną sygnalizację świetlną.

Reklama

Oczywiście biurokracja nie jest jest czymś wyjątkowym dla Niemiec, ale już te przedziały czasowe wydają się być charakterystyczne dla największej gospodarki Europy. Mniej więcej w czasie, gdy zdecydowano się na sygnalizację świetlną, Berlin zaczął planować budowę nowego lotniska. I po kilku opóźnieniach zostało otwarte… zeszłej jesieni.

I tak jest wszędzie, gdziekolwiek się nie spojrzy. Wszystkie rządy od lat 90. XX wieku obiecywały cyfryzację kraju. Teraz brak działań w tym zakresie przynosi owoce. Po roku pandemii niemieckie agencje zdrowia zaczęły przestawiać się z faksów na internet, jeśli chodzi o raportowanie nowych przypadków zakażeń.

Amazon, Google i Tesla solą w niemieckim oku

Czas jest względny, zauważył smętnie Laschet, prezentując w ubiegłym tygodniu platformę wyborczą swojej partii, a to stanowi problem dla otwartej gospodarki, która handluje na rynkach światowych. „W czasie, gdy my graliśmy w biurokratycznego ping ponga, Amazon, Google i Tesla stały się technologicznymi gigantami” – lamentował.

Armin Laschet mógł także przywołać przykład sztucznej inteligencji, gdzie USA i Chiny zostawiły Niemcy daleko w tyle. Albo odnieść się do mocno promowanej niemieckiej transformacji energetycznej, która utknęła w miejscu – częściowo przez to, że biurokracja blokuje budowę nowych linii energetycznych, mających dostarczać prąd z wietrznego wybrzeża w kierunku przemysłowego interioru. Lashet mógł też wskazać na biurokrację, która hamuje budowę nowych mieszkań, co przyczynia się do skokowego wzrostu czynszów. Szef CDU mógł wskazać na prawie każdy aspekt niemieckiego społeczeństwa. Ale wybór Lascheta, aby wskazać na szybkie i niebiurokratyczne trio: Amazon, Google i Teslę (z którymi to firmami Niemcy są szczególnie skonfliktowani), jest bardzo wymowny.

Z jednej strony Niemcy uwielbiają robić zakupy na Amazonie, wyszukiwać za pomocą Google i jeździć autami Tesli. Niemcy są też zieloni z zazdrości, ponieważ jedyną niemiecką firmą w technologicznej pierwszej lidze jest SAP, która tworzy stosunkowo nudne oprogramowanie dla przedsiębiorstw i została założona 1972 roku.

Z drugiej strony – szczególnie po stronie politycznej lewicy – Niemcy marszczą brwi na te firmy, gdyż uważają je za przejaw drapieżnego, jankeskiego kapitalizmu. Amazon podejrzewają o podważanie niemieckich standardów prawa pracy, Google – o naruszanie prawa do prywatności, a wszystkie trzy firmy – o płacenie zbyt niskich podatków. Stąd niemiecki odruch: wyślijmy tym firmom biurokratów.

Tesla drażni i prowokuje Niemców

Niemcy doznają szczególnej histerii w związku z Teslą, która prowokuje ich pod każdym możliwym względem. Firma ta bowiem specjalizuje się w produkcji aut, które są sexy, elektryczne i przyjazne dla środowiska. Niemcy z kolei specjalizują się w produkcji samochodów, które coraz bardziej wyglądają jak baranina przebrana za jagnięcinę – pomimo widocznego marketingu auta te wciąż piją benzynę i olej napędowy.

Co jeszcze bardziej zawstydzające, Teslą dowodzi Elon Musk – lubiący ryzyko, niecierpliwy Anglosas, który pali skręty w podcastach, prowadzi programy komediowe, przebija skały, wysyła rakiety w kosmos i szykuje się do kolonizacji Marsa. Elon Musk jest prawie idealnym przeciwieństwem archetypowego niemieckiego dyrektora – unikającego ryzyka, sztywnego i pogrążonego w papierowej biurokracji.

Elon Musk wybrał piaszczysty las obok Berlina, aby zbudować tam fabrykę Tesli. Jak można oczekiwać, jest wielu Niemców, którzy uważają to za interesujący pomysł: zakład bowiem stworzy tysiące dobrych miejsc pracy i pasuje do każdej kategorii, które kochają Niemcy: jest zielony, cyfrowy i postępowy.

Ale wydaje się, że nikt nie poinformował Elona Muska o niemieckim "biurokratycznym ping pongu". Zwolennicy ochrony środowiska, którzy powinni kochać jego auta elektryczne, nienawidzą jego fabryki, ponieważ zużywał zbyt wiele wody i może zagrażać dzikiej przyrodzie Największy w Niemczech związek zawodowy – IG Metall – walczy z Elonem Muskiem, ponieważ nie chce się zgodzić na jego zasady. Otwarcie fabryki Tesli jest już opóźnione, a sam Elon Musk musi się zastanawiać, co takiego palił, że wybrał właśnie taką lokalizację dla zakładu Tesli.

Dlatego Armin Laschet zasługuje na uznanie za to, że biurokrację uczynił jednym z elementów kampanii wyborczej przed wyborami federalnymi zaplanowanymi na wrzesień tego roku. Jego partia była u władzy przez bardzo długi czas, więc musi wziąć część odpowiedzialności za biurokratyczny ping pong, który opisuje Laschet. Ale prawda jest taka, że niemiecka obsesja na punkcie reguł, regulacji, papierologii i biurokracji jest efektem lewicowych polityk – często dobrze rozumianych, stworzonych w dobrej wierze.

Tak jak jego rywale – Zieloni – Armin Laschet chce zwalczyć zarówno pandemię, jak i globalne ocieplenie. Ale już w przeciwieństwie do Zielonych oraz innych ugrupowań lewicowych – Laschet podkreśla potrzebę uproszczenia procesu rządzenia w Niemczech. To jest coś, czego potrzeba, aby uwolnić energię i innowacje niezbędne do utrzymania niemieckiego dobrobytu. Gdy Laschet obiecuje, że odbierze biurokratom „rakietki” do ping ponga, to ten jego postulat zasługuje na wsparcie.