Mój status ekonomiczny? Za dużo, by umrzeć, za mało, żeby żyć – mówi Małgorzata Bzowska, która w styczniu skończy 80 lat. Na pytanie, jak wygląda bieda w XXI w., odpowiada, że ma jej twarz.
Rosnące koszty życia wywołują coraz silniejsze obawy. Niepokój budzi zwłaszcza zima, kiedy mieszkania i domy trzeba będzie ogrzewać, a możliwość podjęcia pracy sezonowej gwałtownie spadnie. W mediach kolejni eksperci podkreślają potrzebę zaciskania pasa. Co jednak z tymi, którzy już teraz ledwo spinają domowy budżet? W tej grupie, jak mówią nasi rozmówcy, są przede wszystkim rodziny, które opiekują się osobami z niepełnosprawnościami, i samotne kobiety w wieku emerytalnym.
Reklama

Skutek poddania się

W październiku obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Z tej okazji EAPN Polska (organizacja łącząca krajowe organizacje pozarządowe z ich europejskimi odpowiednikami działającymi w zakresie pomocy społecznej) opublikował coroczny raport na ten temat. Ubóstwo skrajne w 2021 r. zmniejszyło się o 1 pkt proc., do poziomu 4,2 proc. (1,6 mln Polaków). Ten sam wynik zanotowaliśmy w 2019 r. Jednak zasięg ubóstwa relatywnego prawie się nie zmienił (z 11,8 do 12 proc. rok do roku). Obejmuje ono szacunkowo 4,6 mln Polaków. Eksperci z EAPN Polska oceniali, że niewielkie zmiany w statystyce trudno uznać za dobry prognostyk. Trudno też oczekiwać – ostrzegali – że ten spadek w dzisiejszych warunkach się utrzyma. Przeciwnie: inflacja i wzrost kosztów życia mogą nas cofnąć o kilka lat w walce z tym zjawiskiem.
Teresa Bocheńska, dyrektorka Banku Żywności w Elblągu, zastrzega, że nie ma wglądu w wysokość dochodów osób, które zgłaszają się w ostatnich tygodniach po pomoc. Widzi jednak, że ich przybywa. – To, co nas niepokoi, to fakt, że kończy się program operacyjny „pomoc żywnościowa” współfinansowany ze środków europejskich. Stanowił on duże wsparcie dla naszej działalności. O kolejnym słyszymy, że może pojawić się w 2024 r., ale to nic pewnego – mówi.
Banki żywności mają dziś według niej dwie grupy odbiorców. Pierwsza to środowiskowe domy pomocy, świetlice, które prowadzą dożywianie. – Kilka dni temu rozmawiałam z kobietą, która odpowiada w takim miejscu za zakupy. Koszty żywności tak poszybowały, że ma obawy o zimę, gdy gorący posiłek będzie dla potrzebujących na wagę złota – relacjonuje Teresa Bocheńska. Druga grupa to klienci indywidualni. Bocheńska przyznaje, że banki żywności co do zasady powinny wspierać tylko instytucje, jednak pracownicy widzą, że ci, którzy proszą o żywność, naprawdę są w potrzebie. Takich osób pod opieką tej organizacji jest dziś ok. 3 tys. Dla nich np. przygotowywane są paczki z wczorajszym chlebem z zaprzyjaźnionych piekarni.
Kto prosi o pomoc? Stałą grupę stanowią rodziny, w których znajdują się osoby uzależnione. Niestety alkoholizm pozostaje jednym z głównych czynników biedy, która odbija się na dzieciach. Ale obok nich są ludzie starsi lub ci, którzy mają pod opieką bliskich z niepełnosprawnościami. – Do tej pory staraliśmy się im wydawać paczki, 5–6 kg raz w miesiącu. Jeśli nie znajdziemy rozwiązania, które zastąpi unijny program, będziemy w stanie przygotować na osobę 9 kg raz do roku – wylicza Bocheńska. Zwraca uwagę, że krajowy system wymaga zmian. Zwłaszcza ustawa o pomocy społecznej. Stanowi ona, że pomoc społeczna jest „instytucją polityki państwa mającą na celu umożliwienie osobom i rodzinom przezwyciężanie trudnych sytuacji życiowych, których nie są one w stanie pokonać, wykorzystując własne uprawnienia, zasoby i możliwości”. – Te trudne sytuacje z założenia wynikają według ustawy z bezrobocia, które, owszem, było problemem i determinantą biedy, ale w czasach transformacji. Dziś jest historycznie niskie. I nie wynika z braku pracy, tylko braku chęci do niej. A wpływ na nasz status materialny mają wiek, niepełnosprawność i choroby.