Forsal logo

Za dużo, by umrzeć, za mało, by żyć. Problemem ubogich Polaków nie jest już brak pracy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
28 października 2022, 22:11
Przechodnie Warszawa ulica ludzie sondaż
<p>Warszawa</p>/Shutterstock
Problemem większości ubogich Polaków nie jest już brak pracy. Na ich status materialny rzutują głównie wiek, niepełnosprawność i choroby. Nierzadko przepracowali 30, 40 lat, a mimo to trudno im utrzymać się na powierzchni.

Mój status ekonomiczny? Za dużo, by umrzeć, za mało, żeby żyć – mówi Małgorzata Bzowska, która w styczniu skończy 80 lat. Na pytanie, jak wygląda bieda w XXI w., odpowiada, że ma jej twarz.

Rosnące koszty życia wywołują coraz silniejsze obawy. Niepokój budzi zwłaszcza zima, kiedy mieszkania i domy trzeba będzie ogrzewać, a możliwość podjęcia pracy sezonowej gwałtownie spadnie. W mediach kolejni eksperci podkreślają potrzebę zaciskania pasa. Co jednak z tymi, którzy już teraz ledwo spinają domowy budżet? W tej grupie, jak mówią nasi rozmówcy, są przede wszystkim rodziny, które opiekują się osobami z niepełnosprawnościami, i samotne kobiety w wieku emerytalnym.

Skutek poddania się

W październiku obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Z tej okazji EAPN Polska (organizacja łącząca krajowe organizacje pozarządowe z ich europejskimi odpowiednikami działającymi w zakresie pomocy społecznej) opublikował coroczny raport na ten temat. Ubóstwo skrajne w 2021 r. zmniejszyło się o 1 pkt proc., do poziomu 4,2 proc. (1,6 mln Polaków). Ten sam wynik zanotowaliśmy w 2019 r. Jednak zasięg ubóstwa relatywnego prawie się nie zmienił (z 11,8 do 12 proc. rok do roku). Obejmuje ono szacunkowo 4,6 mln Polaków. Eksperci z EAPN Polska oceniali, że niewielkie zmiany w statystyce trudno uznać za dobry prognostyk. Trudno też oczekiwać – ostrzegali – że ten spadek w dzisiejszych warunkach się utrzyma. Przeciwnie: inflacja i wzrost kosztów życia mogą nas cofnąć o kilka lat w walce z tym zjawiskiem.

Teresa Bocheńska, dyrektorka Banku Żywności w Elblągu, zastrzega, że nie ma wglądu w wysokość dochodów osób, które zgłaszają się w ostatnich tygodniach po pomoc. Widzi jednak, że ich przybywa. – To, co nas niepokoi, to fakt, że kończy się program operacyjny „pomoc żywnościowa” współfinansowany ze środków europejskich. Stanowił on duże wsparcie dla naszej działalności. O kolejnym słyszymy, że może pojawić się w 2024 r., ale to nic pewnego – mówi.

Banki żywności mają dziś według niej dwie grupy odbiorców. Pierwsza to środowiskowe domy pomocy, świetlice, które prowadzą dożywianie. – Kilka dni temu rozmawiałam z kobietą, która odpowiada w takim miejscu za zakupy. Koszty żywności tak poszybowały, że ma obawy o zimę, gdy gorący posiłek będzie dla potrzebujących na wagę złota – relacjonuje Teresa Bocheńska. Druga grupa to klienci indywidualni. Bocheńska przyznaje, że banki żywności co do zasady powinny wspierać tylko instytucje, jednak pracownicy widzą, że ci, którzy proszą o żywność, naprawdę są w potrzebie. Takich osób pod opieką tej organizacji jest dziś ok. 3 tys. Dla nich np. przygotowywane są paczki z wczorajszym chlebem z zaprzyjaźnionych piekarni.

Kto prosi o pomoc? Stałą grupę stanowią rodziny, w których znajdują się osoby uzależnione. Niestety alkoholizm pozostaje jednym z głównych czynników biedy, która odbija się na dzieciach. Ale obok nich są ludzie starsi lub ci, którzy mają pod opieką bliskich z niepełnosprawnościami. – Do tej pory staraliśmy się im wydawać paczki, 5–6 kg raz w miesiącu. Jeśli nie znajdziemy rozwiązania, które zastąpi unijny program, będziemy w stanie przygotować na osobę 9 kg raz do roku – wylicza Bocheńska. Zwraca uwagę, że krajowy system wymaga zmian. Zwłaszcza ustawa o pomocy społecznej. Stanowi ona, że pomoc społeczna jest „instytucją polityki państwa mającą na celu umożliwienie osobom i rodzinom przezwyciężanie trudnych sytuacji życiowych, których nie są one w stanie pokonać, wykorzystując własne uprawnienia, zasoby i możliwości”. – Te trudne sytuacje z założenia wynikają według ustawy z bezrobocia, które, owszem, było problemem i determinantą biedy, ale w czasach transformacji. Dziś jest historycznie niskie. I nie wynika z braku pracy, tylko braku chęci do niej. A wpływ na nasz status materialny mają wiek, niepełnosprawność i choroby.

CAŁY TEKST W MAGAZYNIE WEEKENDOWYM DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj