Ekonomista wskazał, że kontynuowane od Nowego Roku ożywienie na światowych rynkach finansowych jest przede wszystkim efektem działań banków centralnych i rządów, które na niespotykaną do tej pory skalę wspierają gospodarki transferami finansowymi. "Na rynkach jest teraz bardzo dużo pieniędzy, co sprawia, że giełdy dobre wyceniają przyszłość i liczą na rychły powrót światowej gospodarski na ścieżkę wzrostu sprzed pandemii koronawirusa"- powiedział. Dodał, że wiatru giełdom dodają nadzieje związane ze Światowym Programem Szczepień, wzrost oczekiwań inflacyjnych a także wyniki wyborcze w Stanach Zjednoczonych.

Wskazał, że jeśli chodzi o polską giełdę, to jednym z liderów wzrostu jest spółka KGHM, której akcje w ciągu kilku miesięcy wzrosły z ok. 60 zł do ok. 215 zł. "To poziom nie notowany nigdy wcześniej" - podkreślił. Zaznaczył, że jest to efekt wzrostu cen miedzi i srebra na rynkach światowych. Dodał, że miedź jest nazywana barometrem ekonomicznym, wysokie ceny miedzi wskazują, że rynek jest optymistyczny co do przyszłości.

Obecnie - jak zauważył - na cenę miedzi pozytywnie też wpływają najnowsze deklaracje polityków dotyczące zielonej energii. I to nie tylko w Europie. Chiny chcą osiągnąć neutralną emisyjność CO2 do 2060, Indie ogłosiły istotne plany inwestycji w energię odnawialną, podobne deklaracje zaczynają przebijać się w USA. "Coraz częściej kraje stawiają sobie ambitne cele wycofania samochodów napędzanych ropą i benzyną, a stopniowe przechodzenie na energię odnawialną powinno wspierać popyt na miedź i srebro w najbliższych latach" - powiedział. Dodał, że KGHM jest jednym z największych producentów miedzi na świecie.

Ekonomista zauważył również, że na obserwowany od początku roku wzrost wartości indeksu WIG 20, mają banki. "Wydaje się być to efektem uprawdopodabniania się pozytywnych scenariuszy dla sektora bankowego" - wskazał. Wyjaśnił, że jeszcze w pierwszym kwartale 2020 roku, eksperci przewidywali, że zysk branży może być blisko zera, natomiast z ogłoszonych w ubiegłym tygodniu danych NPB wynika, że sektor zarobił 7,9 mld zł po 11 miesiącach. "Jest to wprawdzie o 46 proc. mniej niż rok wcześniej, ale znacznie powyżej pierwotnych oczekiwań" - wskazał Stolarski. Dodał, że w ostatnich tygodniach dyskutowanym tematem dotyczącym banków był wzrost oczekiwań inflacyjnych w USA powyżej 2 proc. i wyraźny wystrzał rentowności amerykańskich obligacji. "Wydaje się, że kursy polskich banków bardziej zareagowały na ruch na długim końcu w USA niż na ostrzeżenia prezesa NBP Adama Glapińskiego o możliwym cięciu stóp w Polsce" - wskazał.

Reklama

Pytany o perspektywy GWP na rok 2021, powiedział, że jest jeszcze miejsce na co najmniej jednocyfrowy wzrost indeksów. "Największy potencjał będą miały spółki tańsze, które odnotowały w ubiegłym roku największe spadki" - wskazał. Zwłaszcza - jak wskazał - że bezrobocie w Polsce utrzymuje się na ograniczonym poziomie, co będzie sprzyjać wzrostowi konsumpcji. (PAP)

autor: Ewa Wesołowska