Ostatnie sondaże wskazują, że poparcie dla Emmanuela Macrona waha się w przedziale 55-57,5 proc. Jego rywalka Marine Le Pen może liczyć na 42,5-45 proc. głosów. Cześć z sondaży została przeprowadzona już po środowej debacie między kandydatami. Ta trwająca aż 3h wymiana poglądów, miała w opinii ekspertów, pomóc niezdecydowanym w wybraniu własnego kandydata i w ten sposób zdecydować o wyniku wyborów. Tak się jednak nie stało – debatę wygrał Emmanuel Macron, ale nie w sposób zdecydowany, co nie przyniosło mu znaczących sondażowych wzrostów. Marine Le Pen wypadła gorzej od Macrona, jednak znacznie lepiej niż w analogicznej debacie w 2017 roku, co pozwoliło jej obronić swój stan posiadania.

Niewiadomą pozostaje to, jak w niedzielę zachowają się niezdecydowani oraz jak rozłożą się na poszczególnych kandydatów 22 proc. głosów oddane w pierwszej turze na Jean-Luca Melanchona (przewidywania wskazują, że połowę otrzyma Macron, 1/4 Le Pen i 1/4 wyborców nie zagłosuje).

Reklama

Zarówno sondaże jak i dane z serwisu PredictIt (prowadzony przez Victoria University of Wellington) wskazują, że zwycięstwo Macrona wydaje się najbardziej prawdopodobne. Szansa na zwycięstwo Le Pen jest według PredictIt 19 razy mniejsza. Jednak doświadczenia związane z wyborem na prezydenta w 2016 roku Donalda Trumpa oraz wyniki referendum w sprawie Brexitu, pokazały, że nie powinno się wykluczać także tych mniej prawdopodobnych scenariuszy.

Gdyby Marine Le Pen wygrała wybory we Francji, to stanowiłoby to poważne zagrożenie dla funkcjonowania Francji w Unii Europejskiej jak i w NATO. Byłoby także poważnym wyzwaniem dla funkcjonowania całej UE. Szczególnie w sytuacji, gdy to Francja wraz z Niemcami stanowiły w ostatnich latach główną oś kreowania europejskiej polityki. Wygrana kandydatki skrajnej prawicy, miałaby także wpływ na bieżącą sytuację związaną z konfliktem na Ukrainie, bowiem Le Pen sprzeciwia się wprowadzeniu dyskutowanego obecnie embarga na rosyjską ropę i gaz.
Warto zauważyć, że niespodziewany wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA w 2016 został pozytywnie odebrany przez giełdy. Spodziewano się bowiem po nim tego, czego zwykle rynki spodziewają się po republikańskich kandydatach – obniżania podatków, poprawy sytuacji budżetu oraz sprzyjania biznesowi. W ciągu miesiąca od dnia wyborów (8 listopada 2016 roku) S&P500 wzrósł o 5 proc. W obecnej sytuacji, zwiększonej niepewności i zmienności na rynku, gdyby doszło do wygranej Marine Le Pen, globalny rynek prawdopodobnie zareagowałby zdecydowanie negatywnie. W ostatnim czasie obserwujemy wiele objawów asymetrii w reagowaniu na napływające dane, dane pozytywne wywołują znacząco mniejsza reakcję niż dane negatywne. Tak właśnie mogłoby być także w tej sytuacji.

Oczywiście najbardziej narażona na efekty niedzielnych wyborów pozostaje giełda w Paryżu, choć z uwagi na fakt, że Francja jest drugą gospodarką UE oraz stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, efekty będą także dotykać gospodarki europejskiej i światowej. Rynek francuski jest zdominowany przez akcje spółek z branży dóbr luksusowych, takich jak LVMH, Hermes czy Kering. Drugie miejsce zajmują spółki przemysłowe, jak Schneider, Airbus i Vinci oraz obronne, takie jak Thales. Firmy produkujące podstawowe dobra konsumpcyjne, takie jak L’Oreal oraz banki, takie jak BNP Paribas są również dobrze na nim reprezentowane. Podobnie jak w całej Europie, wyceny francuskich spółek są niższe niż w USA (12x C/Z), przy przyzwoitym 10 proc. wzroście zysków. Większość dochodów francuskich firm pochodzi spoza Francji, co sprawia, że słabe euro jest ważnym wsparciem dla ich konkurencyjności.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce