Europejskie przepisy ws. kryptowalut
- W środę upływa ostateczny okres przejściowy przewidziany w europejskim rozporządzenia MiCA (Markets in Crypto-Assets), co oznacza, że nie można już prowadzić działalności na rynku kryptowalut bez licencji CASP (Crypto Asset Service Provider). MiCA obowiązuje w sposób bezpośredni, ale brak obowiązującej ustawy o kryptowalutach oznacza, że znaleźliśmy się w regulacyjnej próżni - zauważyła Anna Sekura-Konopka, radczyni prawna z kancelarii KPP Konieczny Polak i Partnerzy, współautorka bloga CryptoLegal.
Jak zauważyła, czasu na wprowadzenie do obiegu prawnego ustawy było dużo, a inne kraje europejskie potrafiły w porę przyjąć te rozwiązania.
- Konsekwencje braku odpowiednich przepisów będą poważne również z tego powodu, że Polska ze względu na liczbę obywateli i użytkowników różnych platform kryptowalutowych, jest w skali Unii Europejskiej bardzo dużym rynkiem - powiedziała.
Ekspertka: Część firm zdążyła uciec za granicę
Sekura-Konopka wskazała, że znaczna część polskich firm działających na rynku kryptowalut zdążyła już uzyskać licencje w innych państwach członkowskich UE. Zgodnie zaś z zawartą w rozporządzeniu MiCA zasadą tzw. paszportowania, będą one mogły świadczyć usługi na terenie całej Wspólnoty - w tym w Polsce.
- Z kolei w przypadku firm bez licencji możliwe będzie funkcjonowanie w formie agencji licencjonowanych podmiotów zagranicznych. W takim przypadku polski oddział pełniłby rolę pośrednika zależnego organizacyjnie i finansowo od zagranicznego przedsiębiorstwa - poinformowała.
Kolejnym sposobem na pozostanie na rynku mimo braku licencji - jak wskazała ekspertka - jest ograniczenie działalności do usług, które pozostają poza katalogiem MiCA - np. do obrotu niektórymi tokenami NFT, które są unikalne i niewymienne i stanowią swego rodzaju certyfikaty własności zapisane w sieci blockchain.
Apel do właścicieli środków zdeponowanych w kryptowalutach
Sekura-Konopka zaznaczyła, że właściciele środków zdeponowanych na giełdach kryptowalut powinni sprawdzić, czy dysponują one licencją MiCA.
- W ostatnich dniach było głośno o tym, że największej na świecie giełdzie kryptowalutowej Binance, z której korzystało mnóstwo polskich użytkowników, nie udało się uzyskać licencji. Skutek będzie zapewne taki, że rachunki obywateli krajów UE zostaną zamrożone i nie będzie już można za ich pośrednictwem kupować i sprzedawać kryptowalut. Giełda w komunikatach zapewniała, że użytkownicy będą mieli zapewnioną możliwość wypłaty środków. Może zostać wprowadzony geoblocking, czyli ograniczenie dostępu do usług na podstawie fizycznej lokalizacji użytkownika. Jeżeli więc giełda rozpozna, że klient ma europejski adres IP, będzie mogła go zablokować. Jak to będzie działać w praktyce, dowiemy się po 1 lipca - powiedziała.
Ekspertka wskazała, że klienci giełd mogą przetransferować kryptowaluty na tzw. portfel non custodial (niepowierniczy), którego użytkownik ma pełną kontrolę nad swoimi środkami i kluczami prywatnymi.
- W świecie krypto obowiązuje zasada „not your keys, not your coins”. Tak więc jeśli trzymamy kryptowaluty na giełdzie, dajemy dostęp do naszych środków innemu podmiotowi, o czym boleśnie przekonali się użytkownicy Zondycrypto - zauważyła rozmówczyni PAP.
Jeszcze bezpieczniejsze jest - wskazała - przeniesienie kryptoaktywów na tzw. portfel sprzętowy, czyli odseparowane od sieci fizyczne urządzenie, do którego nikt poza użytkownikiem nie ma dostępu. W ocenie ekspertki z tej formy warto skorzystać szczególnie w przypadku znacznych kwot.
Brak ustawy powoduje szereg komplikacji dla polskich inwestorów
W opinii prawniczki brak ustawy powoduje szereg komplikacji dla polskich inwestorów, którzy będą bardziej narażeni na nadużycia. Sekura-Konopka poinformowała, że Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) już w kwietniu br. wydał komunikat skierowany do firm, które wiedzą, że nie uzyskają tej licencji, lub w ogóle nie zamierzają się o nią ubiegać. Zostały one zobligowane do przeprowadzenia tzw. wind down, czyli uporządkowanego wygaszenia działalności.
- Działalność bez licencji jest zagrożona dotkliwymi sankcjami. Tyle, że w Polsce na razie nie ma kto tych kar nakładać, bo nie ma ustawy wskazującej organ nadzoru. Nasza KNF już zdążyła wydać komunikat, w którym informowała, że nie ma legitymacji ustawowej, by zajmować się rynkiem kryptowalut - powiedziała ekspertka.
Z kolei - jak dodała - w przypadku podmiotów zarejestrowanych za granicą i podlegających obcym jurysdykcjom, użytkownicy nie będą mogli składać skarg i dochodzić ewentualnych roszczeń w Polsce. Zazwyczaj będzie to oznaczało konieczność znalezienia pomocy prawnej za granicą, a tym samym większe koszty.
Weto prezydenta Nawrockiego
W ocenie Sekury-Konopki zawetowana trzykrotnie przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawa była co prawda przykładem tzw. gold platingu, czyli próbą wprowadzenia szerszego zakresu obowiązków, niż to wynikało z MiCA, ale nawet taka nadregulacja byłaby lepsza, niż brak jakiejkolwiek regulacji.
- Zakładam, że jesienią w końcu jakaś ustawa przejdzie. Niestety będzie to już musztarda po obiedzie, bo ci, którzy rzeczywiście chcieli w branży działać, to już dawno się z Polski przenieśli i będą odprowadzać podatki w innych krajach - podsumowała prawniczka.
11 czerwca prezydent Karol Nawrocki po raz trzeci zawetował ustawę mającą uregulować rynek kryptoaktywów w Polsce. Zwrócił uwagę, że kolejny raz nie uwzględniono jego uwag.
Celem zawetowanych ustaw było zapewnienie stosowania unijnego rozporządzenia MiCA, które reguluje rynek kryptoaktywów w Unii. Na mocy przepisów Komisja Nadzoru Finansowego miała sprawować nadzór nad tym rynkiem. Mogłaby ona m.in. blokować rachunki pieniężne lub kryptoaktywów, lub wstrzymywać określone transakcje na 96 godzin, choć może to zostać przedłużone. Rząd chciał, aby wydłużenie blokady nie mogło przekroczyć 6 miesięcy.
Zawetowane regulacje zakładały, że stawka maksymalnej opłaty pobieranej od emitentów tokenów działających na rynku kryptoaktywów na rzecz KNF za sprawowanie nadzoru nad tym rynkiem miała wynieść 0,5 proc. Z kolei opłata uiszczana przez dostawców usług w zakresie kryptoaktywów miałaby nie przekraczać 0,4 proc.
Ustawa miała dać KNF możliwość nakładania sankcji na oferujących, emitentów lub osoby ubiegające się o dopuszczenie kryptoaktywów. Komisja mogłaby nakładać kary pieniężne na osoby zawodowo pośredniczące w zawieraniu transakcji związanych z kryptoaktywami.
W przypadku naruszenia przepisów KNF miałaby wpisywać do prowadzonego przez siebie rejestru nieuczciwe domeny internetowe służące do prowadzenia działalności w zakresie kryptoaktywów. Ustawa przewidywała też odpowiedzialność karną za przestępstwa popełniane m.in. w związku z emisją tokenów czy świadczeniem usług w zakresie kryptoaktywów bez wcześniejszego zgłoszenia tego KNF.
Redaktor i wydawca strony głównej, z redakcjami Grupy Infor (Forsal.pl, Dziennik.pl, GazetaPrawna.pl, Infor.pl, ZdrowieGO.pl) związany od 2010 roku. Zajmuje się tematyką stosunków międzynarodowych, polityki gospodarczej i technologicznej, bezpieczeństwa, a także psychologią, zarządzaniem i pracą. Wcześniej zajmował się naukowo teoriami społeczeństwa sieci.
