We wtorek ceny niklu na LME (londyńskiej giełdzie metali) wzrosły o ponad 100 proc., przekraczając poziom 100 tys. dolarów za tonę. Stało się to po tym, jak dzień wcześniej cena tego metalu wzrosła o kilkadziesiąt procent. W rezultacie handel niklem na LME został zawieszony.

Pierwotną przyczyną wzrostu cen niklu były obawy o dostawy tego metalu (wykorzystywanego np. w przemyśle samochodowym), związane z rosyjską napaścią na Ukrainę i sankcjami nałożonymi na Moskwę przez kraje zachodnie. Jednak gwałtowny wzrost cen metalu był efektem tzw. short squeeze, czyli gwałtowne zamykanie pozycji krótkich, co powoduje wzrost popytu na instrument bazowy.

Reklama

Jak informuje Bloomberg, w efekcie gwałtownego wzrostu cen straty inwestorów były tak duże, że LME zezwoliła inwestorom na opóźnienie przy uzupełnianiu depozytu zabezpieczającego (ze względu na formę handlu instytucje biorące w nim udział korzystają z kredytu, tzw. dźwigni, ale muszą zapewnić środki właśnie w ramach depozytów zabezpieczających). Według agencji, wśród najmocniej dotkniętych stratami instytucji jest CCBI Global Markets, spółka zależna China Construction Bank, czyli jednego z największych banków chińskich. Według agencji, CGBI GM musi dopłacić „setki milionów dolarów”.

Według Bloomberga, Rosja zapewnia 17 proc. światowych dostaw niklu.

Wtorek to 13. dzień inwazji rosyjskiej na Ukrainę, która rozpoczęła się 24 lutego. W związku z rosyjską napaścią na Ukrainę wiele państw i przedsiębiorstw na świecie nałożyło na Rosję i Białoruś sankcje gospodarcze i polityczne.