O godzinie 09:21 na rynku walutowym za euro płacono 4,5905 zł, czyli tyle samo co w poniedziałek na koniec dnia. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku dolara i szwajcarskiego franka. Kursy tych walut kształtowały się odpowiednio na poziomach 3,85 zł i 4,1490 zł.

Wyjątkiem była jedynie para GBP/PLN, której kurs po tygodniowej konsolidacji, spadał o 2,4 gr do 5,3250 zł. Impulsem do spadku było osłabienie funta wobec większości walut.

Niewielkie zmiany na rynku walutowym wpisują się w atmosferę wyczekiwania na rynkach finansowych. Inwestorzy czekają na publikowane dziś po południu amerykańskie dane o sprzedaży detalicznej (prognoza: -0,5 proc. M/M) i produkcji przemysłowej (prognoza: 0,3 proc. M/M) za miesiąc luty, czy lokalnie na publikowane przez Narodowy Bank Polski (NBP) o godzinie 14:00 dane o inflacji bazowej w Polsce za miesiąc styczeń i luty.

Przede wszystkim jednak rynki czekają na wyniki kończącego się w środę posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Zmiana stóp procentowych i innych parametrów polityki monetarnej nie jest wprawdzie oczekiwana, ale już najnowsze projekcje danych makro i zmian stóp procentowych, podobnie jak to co na konferencji prasowej po posiedzeniu powie szef Fed Jerome Powell, będą miały realny wpływ na nastroje na rynkach. W tym przede wszystkim na zachowanie rynku długu, gdzie od kilkunastu tygodni mocno rosną rentowności obligacji, tworząc silną presję na inne rynki.

Sytuacja na wykresach EUR/PLN i USD/PLN sugeruje, że w ramach ostatniej fali osłabienia złotego, do czego mocno przyczynił się rozwój trzeciej fali pandemii koronawirusa w Europie, szczytowy okres słabości miał miejsce w ubiegłym tygodniu. W efekcie jest wyznaczone wówczas ekstrema na poziomach 4,6039 zł w przypadku euro i 3,8854 zł dla dolara, będą obecnie wykorzystywane już do sprzedaży obu tych walut. Tym samym ryzyko trwałego przełamanie tych poziomów i wyjście na wyższe poziomy wydaje się z każdym dniem maleć.

W dłuższym okresie złoty będzie się umacniał do koszyka walut wraz oczekiwanym wygasaniem trzeciej fali, rosnącą inflacją w Polsce i przyspieszającym popandemicznym odbiciem w gospodarce.