Pilotaż zamiast rewolucji
Resort pracy uruchomił program testowy skróconego czasu pracy. Nie chodzi wyłącznie o czterodniowy tydzień, firmy mogą sprawdzać różne modele, np. krótszy dzień pracy lub dodatkowe dni wolne przy zachowaniu dotychczasowego wynagrodzenia.
To jednak nie zmiana ustawowa, lecz dobrowolny pilotaż. Celem jest sprawdzenie, jak skrócenie czasu pracy wpływa na efektywność, koszty i organizację przedsiębiorstw. Dopiero po analizie wyników możliwe będą decyzje dotyczące ewentualnych zmian w prawie.
Argumenty „za”: efektywność i zdrowie
Zwolennicy krótszego tygodnia pracy wskazują, że w wielu branżach, zwłaszcza biurowych i opartych na wiedzy, liczba godzin nie przekłada się wprost na produktywność.
Skrócenie czasu pracy może oznaczać:
- lepszą organizację zadań,
- mniej nieefektywnych spotkań,
- większą koncentrację.
Istotny jest także aspekt zdrowotny. W dobie rosnącej liczby zwolnień lekarskich związanych ze stresem i wypaleniem zawodowym dodatkowy dzień wolny może poprawić równowagę między życiem zawodowym a prywatnym.
Dla pracodawców to również potencjalny atut rekrutacyjny, szczególnie w walce o młodsze pokolenia pracowników.
Argumenty „przeciw”: koszty i nierówności między branżami
Nie wszystkie sektory są jednak w równej sytuacji. Model czterodniowy łatwiej wdrożyć w IT, finansach czy administracji niż w produkcji, handlu czy ochronie zdrowia, gdzie konieczna jest stała obecność pracowników.
Dla małych i średnich firm kluczowe mogą być koszty. Utrzymanie wynagrodzeń przy krótszym czasie pracy oznacza wzrost kosztu jednej godziny pracy. W branżach o niskich marżach może to być poważne wyzwanie.
Pojawia się też ryzyko „kondensacji pracy”, wykonywania tej samej liczby obowiązków w krótszym czasie, co może zwiększyć presję zamiast ją zmniejszyć.
Czy Polacy chcą pracować krócej?
Z badań opinii publicznej i debat prowadzonych w ostatnich miesiącach wynika, że idea skrócenia tygodnia pracy cieszy się dużym poparciem, zwłaszcza wśród osób poniżej 40. roku życia.
- Nie chodzi o to, żeby pracować mniej, tylko mądrzej, mówi hipotetycznie dr Anna Kowalska, ekspertka rynku pracy. - Jeśli w pięć dni wykonujemy zadania, które realnie zajmują cztery, to dodatkowy dzień może przełożyć się na lepszą regenerację, a w efekcie wyższą efektywność.
Jednocześnie część pracowników obawia się, że krótszy tydzień pracy oznaczałby większe tempo i presję. W sektorach produkcyjnych czy usługowych pojawia się też pytanie, czy zmiana nie doprowadzi do redukcji etatów lub obniżek premii.
Ewolucja zamiast rewolucji
Na dziś nie ma projektu ustawy skracającej ustawowy tydzień pracy w całej gospodarce. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe upowszechnianie elastycznych modeli, tam, gdzie pozwala na to specyfika branży.
Pilotaż prowadzony przez resort pracy ma odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy krótszy czas pracy może iść w parze z utrzymaniem konkurencyjności gospodarki.
Czterodniowy tydzień pracy w Polsce nie jest już wyłącznie teoretyczną koncepcją. To test, który pokaże, czy marzenie o dłuższym weekendzie może stać się elementem nowego standardu zatrudnienia.