Koniec ze sprzedażą urządzeń o niskich parametrach spalania i fatalnych emisjach – pod takim hasłem Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii kontynuuje walkę z kopciuchami, które wciąż można legalnie kupić mimo obowiązujących od lipca zeszłego roku zakazów (Dz.U. z 2017 r. poz. 1690). Zgodnie z wymogami na polski rynek można wprowadzać tylko kotły od piątej klasy emisyjnej. Tyle teorii, bo prawo jest dziurawe od miesięcy. Niespełniające norm kotły dalej są do kupienia w marketach lub na internetowych portalach aukcyjnych.

Jak to możliwe? Są to najczęściej te same – pod względem technicznym – urządzenia, jedynie inaczej nazwane (jako np. kocioł do podgrzewania wody lub na biomasę niedrzewną), co wyłączało je z katalogu zakazanych produktów. Kwitnie też handel używanymi urządzeniami i sprowadzanie ich z zagranicy. Szacuje się, że na polski rynek trafia ok. 200–250 tys. kotłów na paliwa stałe rocznie. Dokładnych danych brakuje ze względu na duże rozproszenie rynku i szarą strefę, którą ocenia się na 20–25 proc. obrotu.

– Kupno nielegalnego kopciucha jest stosunkowo łatwe. Znamy przypadki, w których osoba otrzymująca dotację na wymianę przestarzałego kotła na węgiel sprzedawała go innej osobie – mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

Łatanie systemu

Niewykluczone, że już wkrótce wszystkie takie pozaklasowe urządzenia znikną z rynku w wyniku nowelizacji dwóch ustaw: prawa ochrony środowiska (Dz.U. z 2018 r. poz. 799 ze zm.) oraz o Inspekcji Handlowej (Dz.U. z 2018 r. poz. 1930 ze zm.). Zmienione przepisy pozwalają służbom weryfikować m.in.: zgodność urządzeń z wymaganiami (w tym z wykorzystaniem badań laboratoryjnych urządzeń) oraz posiadanie odpowiedniej dokumentacji, czyli świadectw pochodzenia i certyfikatów.

Przyjęta na przerwanym posiedzeniu Sejmu nowela (jeśli Senat nie wniesie poprawek, dokument trafi na biurko prezydenta) pozwala również organom ograniczyć wprowadzanie urządzeń do obrotu oraz nałożyć kary. Będą one dotkliwsze niż do tej pory. Wyniosą bowiem do 5 proc. przychodu przedsiębiorcy osiągniętego w poprzednim roku kalendarzowym (nie mniej niż 10 tys. zł). A w przypadku, gdy podmiot nie osiągnął w poprzednim roku przychodu, sankcja wyniesie równo 10 tys. zł.

To duża zmiana. – Obecnie za nielegalną sprzedaż kotła pozaklasowego, tzw. kopciucha, grozi jedynie mandat lub stosunkowo niska grzywna – wyjaśnia prawnik Miłosz Jakubowski z Fundacji Frank Bold. I dodaje, że w praktyce nawet takie kary są nakładane bardzo rzadko, ponieważ żadna państwowa instytucja nie kontroluje producentów i sprzedawców kotłów grzewczych.

W ocenie rządzących ten impas ma wkrótce zostać przerwany. Piotr Woźny, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a zarazem pełnomocnik premiera ds. programu „Czyste powietrze”, przewiduje, że nowe przepisy mają szansę wejść w życie za ok. 8–9 tygodni. W praktyce oznaczałoby to, że pierwsze kontrole powinny się zacząć jeszcze w tym roku.

Polowanie również w sieci

To nie koniec antykopciuchowej rewolucji. Do walki z nieuczciwymi sprzedawcami Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii zamierza także wykorzystać specjalne oprogramowanie, które monitorować będzie strony internetowe. Resort ma bowiem świadomość, że o ile sprawdzenie magazynów w dużych marketach lub na składach producentów jest relatywnie łatwe, to skontrolowanie aukcji internetowych lub ogłoszeń na portalach wymaga więcej zachodu.

Rząd liczy, że wyrugowanie z rynku urządzeń niespełniających norm nie tylko poprawi jakość powietrza, ale również pomoże rzetelnym firmom wygrać z nieuczciwą konkurencją.

Ma w tym pomóc uruchomiona 2 września baza danych urządzeń grzewczych na paliwa stałe, ciekłe i gazowe, a także wykorzystujących odnawialne źródła energii, które podlegają dofinansowaniu z rządowego programu „Czyste powietrze”.

– To powszechnie dostępne, ujednolicone źródło wiedzy na temat możliwych do wykorzystania urządzeń proponowanych na rynku – wyjaśnia dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska przy Państwowym Instytucie Badawczym, który zarządza bazą. Podkreśla, że będzie to skutecznie eliminować występowanie przypadków nieuczciwej konkurencji.

Na razie dostępny jest pierwszy moduł strony – przeznaczony dla producentów urządzeń grzewczych. Mogą oni bezpłatnie zarejestrować się na stronie i za pomocą formularza online dodać swój produkt. Po weryfikacji przez ekspertów IOŚ-PIB urządzenia zostaną umieszczone w bazie.

Jak zapowiada instytut, uruchomienie modułu przeznaczonego dla beneficjenta, z którego korzystanie również będzie bezpłatne, planowane jest na początku października. Dzięki takiej liście dopuszczonych do finansowania urządzeń mieszkańcy szybciej i łatwiej będą mogli wybrać najlepsze dla nich rozwiązanie, mając pewność, że inwestując, otrzymają częściowy zwrot.

Srogie czy skuteczne?

Zarówno eksperci, jak i branża nie mają wątpliwości, że o tym, czy nowe prawo okaże się skuteczne, zadecyduje w dużej mierze postawa Inspekcji Handlowej i to, na ile poważnie potraktuje ona swoje nowe obowiązki. Jak zauważają ustawodawcy, firm produkujących urządzenia grzewcze jest w Polsce ok. 250.

Ze wstępnych planów wynika, że w roku kalendarzowym – poza kontrolami sklepów i punktów handlowych – inspekcja przeprowadzi też ok. 30 kontroli laboratoryjnych dostępnych w sprzedaży kotłów, co do których zajdzie podejrzenie, że mimo zgodności dokumentacji nie spełniają wymogów. Zaplanowane są również dodatkowe wyrywkowe kontrole, potwierdzające posiadanie odpowiednich dokumentów.

>>> Czytaj też: Dietetycy alarmują: cukier stał się jak narkotyk. Podatek od niezdrowego jedzenia to kwestia czasu?