Na opłacenie urzędników, którzy przyjmują i rozpatrują wnioski oraz uruchamiają wypłaty dla mieszkańców, do końca czerwca tego roku samorządy otrzymywały od rządu kwotę równą 1,5 proc. dotacji na wypłaty świadczeń wychowawczych. Od 1 lipca dotacja ta wynosi 1,2 proc., bo odkąd rozszerzono program na każde dziecko, odszedł obowiązek weryfikowania kryterium dochodowego. Jeśli pieniędzy z rządowej dotacji jest zbyt wiele, samorząd musi zwrócić resztę wojewodom.

Jak ustaliliśmy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS), w okresie styczeń–sierpień br. gminy zwróciły ponad 31 mln zł (przysługiwało im 246,2 mln zł, a wykorzystały 215,1 mln zł). Dla porównania w całym 2018 r. oddały 12 mln zł nadmiarowych dotacji, w 2017 r. – 20,3 mln zł, a w 2016 r. (czyli pierwszym roku funkcjonowania programu, począwszy od kwietnia) – 33,8 mln zł.

Protestują urzędnicy

Takiemu stanowi rzeczy sprzeciwiają się urzędnicy obsługujący program wypłat na poziomie gmin. O problemie opowiada nam jeden z pracowników warszawskiego samorządu.

– W tym roku po rozszerzeniu programu 500+ koszty jego obsługi są dużo wyższe niż dotychczas. Ponieważ zwiększyła się znacząco liczba dzieci uprawnionych do świadczenia, to pomimo obniżenia procentowych kosztów obsługi kwota, ta zwiększyła się o ok. 4 mln zł – mówi nasz rozmówca.

Dodaje, że w samej Warszawie zatrudniono ok. 25–26 dodatkowych pracowników.

– Nowo przyjęte osoby zwykle nie są w stanie przerobić wniosków nowych świadczeniobiorców, bo zazwyczaj nigdy wcześniej nie pracowały w systemach informatycznych obsługujących 500+ i 300+. Główny ciężar właściwej realizacji spadł więc na bardziej doświadczonych pracowników – żali się urzędnik.

Wyjaśnia, że nawet po uwzględnieniu wynagrodzeń nowych urzędników pozostanie dużo pieniędzy, które trudno będzie wydać (uwaga: nowe osoby nie mają prawa do dodatku motywacyjnego nawet przez sześć miesięcy). Tłumaczy też, że każda dzielnica dostaje określonej wysokości środki na dodatki motywacyjne.

– Żeby nadwyżkę z kosztów obsługi przeznaczyć na dodatki motywacyjne, trzeba mieć zgodę miasta na zwiększenie przyznanej już puli. Nie nastąpiło to ani na początku III kwartału, ani teraz w IV – kończy wypowiedź.

Ratusz komentuje

W stołecznym ratuszu słyszymy, że zasady wynagradzania pracowników reguluje zarządzenie prezydenta miasta z 2013 r.

– Pracownicy zostali objęci programem indywidualnych przeszeregowań wynagrodzeń zasadniczych w 2016, 2017 i 2018 r. Średnie wynagrodzenia zasadnicze wzrosły o 10,8 proc. – mówi Ewa Rogala, rzeczniczka ratusza.

Zapewnia, że pracownicy obsługujący 500+ od 1 kwietnia 2016 r. otrzymują dodatki motywacyjne. Wzrosły one odpowiednio o ok. 90 proc. na koniec 2016 r. i 2017 r. i o 190 proc. na koniec 2018 r. (w stosunku do I kwartału 2016 r.).

Ministerstwo umywa ręce

Czy gdyby miasta zwracające dotacje zmieniły swoje regulaminy płacowe, można byłoby większe pieniądze przyznać urzędnikom? Wygląda na to, że tak.

– Indywidualne decyzje w sprawie podziału należnych kosztów obsługi w każdej jednostce podejmowane są przez prezydenta, burmistrza, wójta. Nie mogą one tylko przekroczyć należnych 1,2 proc. kosztów obsługi oraz muszą zapewnić prawidłową realizację zadań, aby jej przebieg odbywał się bez zakłóceń – wyjaśnia Bożena Ulewicz, rzeczniczka prasowa wojewody warmińsko-mazurskiego.

MRPiPS unika jednoznacznej odpowiedzi. Wskazuje, że nie ma kompetencji do określania zasad przyznawania przez poszczególnych pracodawców pracownikom realizującym program „Rodzina 500+” fakultatywnych czy też uznaniowych elementów wynagrodzenia. Przypomina, że przysługujące gminie środki z budżetu państwa na koszty obsługi świadczenia wychowawczego mają na celu zapewnienie sprawnej realizacji zadań z tego obszaru. „O szczegółowym ich przeznaczeniu decyduje osoba bezpośrednio odpowiedzialna na terenie danej gminy za realizację zadań z zakresu świadczenia wychowawczego, uwzględniając przy tym przepisy prawa powszechnie obowiązującego, w tym regulacje dotyczące pracowników samorządowych, przepisy prawa miejscowego, a także właściwe regulacje wewnętrzne – konkluduje resort rodziny.

Nie wszędzie

Niestety to nie do końca jest tak, że decyzja pozostaje w gestii samorządów i że po prostu wolą one zwrócić do centrali nadmiar środków zamiast nagrodzić swoich urzędników. Konieczność zwrotu pieniędzy może bowiem wynikać również z obiektywnych przyczyn, np. zmniejszenia liczby świadczeniobiorców, przekroczenia progu dochodowego (przed 1 lipca br.), zmiany miejsca zamieszkania beneficjenta, utraty uprawnień do świadczenia i błędnego oszacowania świadczeniobiorców.

Może to też być efekt niższych wydatków niż planowane – np. na zakup materiałów i usług, z tytułu zwolnień lekarskich czy zaokrąglenia kwot dotacji wnioskowanych z budżetu wojewody (gminy wnioskują o przyznanie dotacji w pełnych złotych, wydatkują dotację w złotych i groszach).

>>> Czytaj też: Oto 20 krajów, które w 2024 roku będą napędzać globalny wzrost gospodarczy