Nie widzieliśmy takich oficjalnych informacji napływających z Chin przez minione ponad cztery dekady okresu transformacji i reform. To zupełnie nowa jakość, a ze względu na wagę i rozmiary Chin, drugiej gospodarki świata, są to wiadomości o jak najbardziej globalnym wymiarze. Jeśli w Chinach jest takie tąpnięcie, to co będzie gdzie indziej? Jak głęboka recesja nas czeka – i co z tego wszystkiego wyniknie?

Motor zgasł

Trudno dziś odpowiedzieć na tak postawione pytania. Należy natomiast zastanowić się, co już z przedstawionych przez Centralny Urząd Statystyczny ChRL danych wynika. A wynika wcale nie tak mało. Po pierwsze to, że nawet gospodarka chińska jest w tym roku – po raz pierwszy od dekad – zagrożona recesją i nawet najbardziej optymistyczne scenariusze, tzn. brak nawrotu pandemii, mówią o jedynie niewielkim, wręcz symbolicznym wzroście.

Tym samym dotychczasowy motor napędowy całej światowej gospodarki – i jego taśma montażowa oraz źródło łańcuchów dostaw (nie tylko medykamentów i do sprzętu do zwalczania pandemii, witanych na lotniskach europejskich przez premierów) znalazły się w tarapatach.

A tymczasem, to po drugie, stojący za tym gwałtownym spadkiem kryzys wywołany pandemią nałożył się na już wcześniej notowane procesy o charakterze strukturalnym, a więc długoterminowym i trwałym, które już wcześniej spowolniły wzrost. Innymi słowy, zanim jeszcze dopadł Chiny COVID-19 miały już one poważne problemy przed sobą. Takie m.in. jak:

Reklama

- Koniec dywidendy demograficznej i gwałtowne starzenie się społeczeństwa oraz będące wynikiem długoletniej polityki jednego dziecka poważne zachwianie proporcji między płciami w młodym pokoleniu (116 chłopców na 100 dziewcząt);

- Zbyt łatwy dostęp do kredytów serwowanych przez banki i nadal – mimo odmiennej polityki władz – nieposkromiona chęć do nadmiernego inwestowania ze strony władz prowincjonalnych i lokalnych, co wywołało dług publiczny przekraczający 300 proc. PKB;

- Zbyt daleko idące preferowanie przez władze centralne państwowych konglomeratów, w wielu przypadkach związane z marnotrawstwem i utratą środków;

- Z powyższych względów spora obawa przed „łatwym pieniądzem”, napięcia w rodzimym systemie bankowym oraz ostrożność w stawianiu na nowy pakiet stymulacyjny, który okazał się być tak skuteczny poi kryzysie 2008 roku. Innymi słowy uznano, iż proste podsypywanie i dodrukowywanie nowych pieniędzy przy tej skali problemów tym razem nie wystarczy.

Przyczyny mrożenia

Jak się wstępnie wydaje, COVID-19 dodał do tego kolejne powody, które wprost zamroziły gospodarkę, w tym przede wszystkim poprzez:

- Wstrzymanie inwestycji i produkcji, w tym tej na początku łańcuchów dostaw;

- Wstrzymanie mobilności społecznej poprzez zamknięcie miast (Wuhan), prowincji (Hubei) oraz granic państwa (do dziś obowiązuje dwutygodniowa kwarantanna dla osób przybywających z zewnątrz do ChRL, poza specjalnie zwolnionymi, np. przybywającymi pod maseczki, kombinezony czy okulary skuteczne w zwalczaniu panującej pandemii);

- Z powyższych powodów wstrzymanie aktywności znacznej siły roboczej i ukryte bezrobocie, przede wszystkim w szacowanej nadal na ponad 200 mln osób ludności napływowej (liudong renkou), czyli ludzi działających na podobnych albo jeszcze gorszych zasadach niż u nas osoby zatrudnione na umowach śmieciowych;

- Odwołanie regularnych połączeń lotniczych ze światem zewnętrznym, co automatycznie – jak wszędzie na świecie – przyniosło wymierne szkody rozbudowanemu przemysłowi turystycznemu (hotele, biura podróży, komunikacja), a także wstrzymanie produkcji kierowanej dotąd na świat zewnętrzny.

Dodatkowy, istotny mankament, na jaki natrafiły teraz władze w Pekinie, to nadal trwająca – mimo zawieszenia jej części 15 stycznia tego roku – wojna handlowa z USA (bo większość podwyższonych ceł została jednak utrzymana), na którą już podczas pandemii nałożył się nowy, też poważny, konflikt o charakterze wizerunkowo-propagandowym, wywołany w dużej mierze przez dotychczasowego hegemona, USA, wykorzystującego pandemię do własnych celów, czego przykładowym przejawem zarzuty wobec Światowej Organizacji Zdrowia – WHO i jej kierownictwa o „prochińskość”, czy bezprecedensowa wymiana listów (i zarzutów) pomiędzy ambasadorami obu państw w Warszawie na portalu Onet.pl

Władze chińskie mają w tym nowym starciu jeszcze jeden poważny mankament: pandemia ruszyła z Chin, co jest faktem (wykorzystywanym medialnie i propagandowo), a władze chińskie, z tylko sobie znanych względów, w początkowej fazie na wirusa nie reagowały, natomiast lekarzy i specjalistów, którzy o niebezpieczeństwie alarmowali – co też jest udowodnione – zastraszały lub sekowały. Natomiast potem, po tygodniach, dość zasadniczo zmieniły dane dotyczące ofiar pierwszego epicentrum epidemii, miasta Wuhan, co też nie mogło być nigdzie dobrze przyjęte, podważając wiarygodność danych.

Ferment w elitach

Te fakty są na tyle ważne, że odczuwalny ferment pojawił się nawet w chińskich elitach, szczególnie intelektualnych i biznesowych. Podwyższa to poprzeczkę przed przełożonymi z 5 marca obradami dorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – OZPL, czyli parlamentu, wstępnie planowanymi na czerwiec, choć nowej daty, jak dotąd, jeszcze nie podano.

Wiele wskazuje na to, że mogą to być najważniejsze obrady chińskich gremiów kierowniczych od dekad, a nawet słynnego III plenarnego posiedzenia KC KPCh w grudniu 1978 r., które proces transformacji i reform zainicjowało. Albowiem system władzy, jaki się ukształtował w ChRL za kadencji Xi Jinpinga, czyli od listopada 2012 r., polegał – jak dotąd – na stałej koncentracji i monopolizacji władzy, na dodatek w jednych rękach, co było sprzeczne z poprzednimi wskazaniami wizjonera ostatnich reform, Deng Xiopinga, kiedyś ofiary „rewolucji kulturalnej” i rządów jednoosobowych, by budować kolektywne kierownictwo. Xi Jinping w znacznej mierze je rozmontował, a nawet zagwarantował sobie w istocie dożywotnie rządy, ale na zasadzie: pełnia władzy, pełna odpowiedzialność.

Toteż teraz przed nim i najwyższym chińskim kierownictwem staje nie tylko kwestia, jak wyjść z recesji i zapobiec jej zadomowieniu się w kraju, jak to kiedyś było np. w Japonii, ale przede wszystkim – w jaki sposób nadal kierować państwem i realizować ambitne cele tej ekipy. A te mówią o „społeczeństwie umiarkowanego dobrobytu”, a więc opartym w swym rozwoju na kwitnącej i silnej klasie średniej (którą dopiero zaczęto budować), potem – do 2035 r. – budowie społeczeństwa innowacyjnego (przebieg kryzysu COVID-19 pokazał, jak skuteczny narzędziem może okazać się sztuczna inteligencja) i wreszcie na koniec roku 2049, na stulecie ChRL wprowadzenia Chin z powrotem na pozycje, które kiedyś zajmowały: wielkiej, kwitnącej cywilizacji, a tym samym mocarstwa, co rozumie się samo przez się.

Jak to zrobić? Podstawowe pytanie teraz brzmi: Czy ma to być także projekt ideologiczny, jak to wynika z przemówień i publicznych wystąpień samego Xi Jinpinga, kreowanego w chińskich mediach wręcz na nowego cesarza i „przewodniczącego od wszystkiego” (jak go złośliwie określają w zachodnich mediach)? Czy też nastąpi powrót do poprzedniej wizji Deng Xiaopinga, dokonywania reform ostrożnie i pragmatycznie, bez żadnych wielkich ideologii i uzasadnień?

Ten drugi kurs, jak wiadomo i co jest udowodnione fizycznie i statystycznie, zmienił znaczenie i oblicze Chin nie do poznania. Natomiast projekt i wizje Xi Jinpinga, spod znaku forsowanych przez niego „chińskiego marzenia”, „wielkiego renesansu narodu chińskiego”, czy nowych Jedwabnych Szlaków (lądowego i morskiego) są przecież jedynie projektem i wizją właśnie, jeszcze ani nie sprawdzoną, ani nie wcieloną w życie.

Karuzela na świecie

Stawka jest ogromna, bowiem chińskie kierownictwo doskonale wie, jak bardzo kraj zyskał na poprzednim kryzysie, tym z 2008 roku, gdy Chiny już jednoznacznie wyforsowały się na pozycję gospodarki (czy tylko?) numer dwa na globie. Teraz, gdy Zachód, w tym USA, ma przed sobą o wiele trudniejsze wychodzenie z pandemii niż Chiny, które – ostrożnie – deklarują, że już z niej wyszły, pojawia się szansa dla Chin, by wyjść na pozycję numer jeden. To jednak, oczywiście, nie podoba się i nie będzie się podobało dotychczasowemu hegemonowi.

"Pandemia stała się jeszcze jednym katalizatorem walki o prestiż, status i hegemonię, a także nowy ład na globie"

W ten oto sposób pandemia, która wywołała recesję nawet w – wydawałoby się – niezagrożonych nią Chinach, stała się jeszcze jednym katalizatorem walki o prestiż, status i hegemonię, a przynajmniej nowy ład na globie. Zamiast oczekiwanej przy takim globalnym kryzysie międzynarodowej solidarności, mamy raczej przejawy zdecydowanej konkurencji.

To wszystko razem sprawia, że jak nigdy dotąd będziemy oczekiwali na doroczny „Raport o pracach rządu” premiera Li Keqianga, będący tradycyjnie głównym wydarzeniem sesji OZPL. Co Chiny wybiorą i jakie narzędzia zastosują w dalszej walce z wirusem, chcąc wyjść z niespodziewanej i nieoczekiwanej recesji, w którą jednak wpadły, no i jak poradzić sobie wizerunkowo na scenie międzynarodowej, gdzie rozpoczęła się nowa wojna: propagandowo-medialna?

"Chiny się pozornie, a nawet faktycznie cofają, ale ich potencjał pozostaje ogromny. Jak go teraz wykorzystają?"

Przed laty nikt by się za bardzo tym, co mówią w Pekinie nie przejmował. Nowa jakość, z której czas zdać sobie sprawę także i u nas (nie tylko w kontekście dostaw chińskich maseczek na lotnisko Chopina w Warszawie, choć to też znamienne), że to co się teraz dzieje – i będzie się działo w najbliższej przyszłości – w Państwie Środka, ma już jak najbardziej globalny wymiar. To już jest niezmiernie istotna zmiana, a w nieodległym czasie, mogą za nią pójść następne, raz jeszcze wzmacniając rolę Azji Wschodniej i Chin na arenie globalnej, przy relatywnym osłabieniu Europy, a nawet więzi transatlantyckich. Tak oto wirus wprawił świat w nową wirówkę. Co się z niej ostatecznie wyłoni? Chiny się bowiem pozornie, a nawet faktycznie cofają, ale ich potencjał pozostaje ogromny. Jak go teraz wykorzystają?

Same pytania, a co jedno, to ważniejsze. Takie to mamy czasy tej pozornie spokojnej pandemii. Podczas, gdy przyszło nam żyć w wąskim kręgu najbliższych, świat wszedł w fazę nowych turbulencji, gdy trudno przewidzieć, co z nich ostatecznie się wyłoni.

Autor: Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.

Źródło nieznane