Piketty: Popełniamy teraz taki sam błąd, jak podczas kryzysu finansowego [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
27 marca 2021, 21:31
Kryzys
<p>Kryzys</p>/ShutterStock
Jeżeli chcemy osiągnąć widoczny efekt gospodarczy, swobodny przepływ osób i towarów już nie wystarczy. Potrzebujemy wspólnego systemu finansowania niektórych elementów sfery publicznej, takich jak edukacja i nauka - mówi Thomas Piketty, francuski ekonomista, autor książek "Kapitał w XXI wieku" oraz "Kapitał i ideologia"

Z Thomasem Pikettym rozmawia Ondřej Houska, dziennikarz czeskiego dziennika ekonomicznego Hospodářské nowiny

Czy kraje europejskie zareagowały na pandemię we właściwy sposób, jeśli chodzi o jej wpływ na gospodarkę? Mam na myśli takie rozwiązania, jak wsparcie dla zamkniętych firm czy dla osób, które utraciły źródła dochodu.

Zrobiono dużo, ale można było zrobić więcej i lepiej. Wsparcie dla pracowników pozbawionych dochodów przez pandemię zawiera wiele luk, np. osoby, które pracowały na etacie, są w znacznie lepszej sytuacji niż te pracujące na podstawie umów zlecenia lub prowadzące działalność gospodarczą.

Państwo odgrywa teraz w gospodarce znacznie większą rolę niż wcześniej. Czy sądzi pan, że taka sytuacja utrzyma się również po pandemii?

W perspektywie długoterminowej byłoby to wskazane. Trudno jednak powiedzieć, czy tak się stanie. W przeszłości rola państwa w gospodarce również stopniowo wzrastała. Przed I wojną światową wpływy z podatków stanowiły mniej niż 10 proc. PKB, dzisiaj jest to zazwyczaj w granicach od 40 do 50 proc. Poziom ten utrzymuje się już od wielu lat.

Dlaczego rola państwa powinna dalej wzrastać?

Pandemia pokazała, że konieczne jest zwiększenie wydatków publicznych na ochronę zdrowia. Wiele krajów – Francja, Wielka Brytania, Włochy, ale również Niemcy – uświadomiło sobie, że nie mają odpowiedniej liczby łóżek w szpitalach. Może zatem dojść do wzrostu nakładów np. na wynagrodzenia dla osób zatrudnionych w tym systemie. To samo dotyczy edukacji. Inwestowanie w ochronę zdrowia i szkolnictwo jest ważne, bo oba te sektory będą w przyszłości mieć znacznie większe znaczenie niż produkcja przemysłowa, choćby przemysł samochodowy. Już teraz pracuje w nich więcej ludzi niż w branży motoryzacyjnej, a pod koniec XXI w. różnica ta będzie jeszcze bardziej wyraźna. Jest przy tym oczywiste, że model biznesowy oparty na tym, że wszystkie zyski mają trafiać do akcjonariuszy, nie działa dobrze w ochronie zdrowia i edukacji.

Ale czy model państwowy na pewno oznacza od razu wyższą jakość?

Zdecydowanie nie chodzi o to, by stanowiły całkowicie państwowe sektory. Jednak inwestycje z pieniędzy publicznych w pewnym zakresie są konieczne, by zapewnić stosunkowo równy dostęp do ochrony zdrowia i edukacji całemu społeczeństwu. Kraje, w których opieka medyczna została sprywatyzowana, borykają się z wieloma problemami. Jako przykład można wskazać tutaj Stany Zjednoczone, które wydają na zdrowie olbrzymie pieniądze z budżetu federalnego, ale długość życia jest tam w porównaniu z resztą bogatego świata stosunkowo niska. W perspektywie długoterminowej rola państwa w gospodarce powinna nadal rosnąć. Trzeba jednak uważać na to, w jaki sposób wydatkowane są środki publiczne. Nie da się wszystkim sterować z centrum. Ważną rolę w procesie decyzyjnym powinny odgrywać różne zdecentralizowane ośrodki – stowarzyszenia, związki, uniwersytety czy same szpitale. Mam nadzieję, że pandemia wymusi na nas pójście w tym kierunku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj