Nie ma lepszego dowodu na to, że pozostajemy krajem na dorobku, niż częstotliwość, z jaką pojawiają się u nas różnego typu deklaracje, rozważania, spekulacje na temat tego, jaki jest nasz poziom rozwoju w porównaniu z innymi. Mowa przede wszystkim o innych krajach Unii Europejskiej. Tych, do których jeszcze parę, paręnaście lat temu masowo jeździliśmy do pracy. Tych, które były dla nas punktem odniesienia w latach 80. i 90. czy jeszcze wcześniej, gdy porównywaliśmy zacofanie gospodarcze Polski z rozwojem Zachodu.
Tego typu porównania pojawiają się systematycznie w miarę cyklicznych publikacji Eurostatu czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. To w sumie nieszkodliwa zabawa. Ale bywa, że tego typu zestawienia stają się też wyznacznikami dla polityki gospodarczej.
Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.
