Związany z pandemią indyjski gospodarczy pesymizm przekształcił się w tym tygodniu w rozpacz, po tym jak ukazała się informacja, że PKB na osobę w tym kraju może być w tym roku niższe niż w sąsiednim Bangladeszu.

- Informacja o tym, że wschodząca gospodarka radzi sobie dobrze, zawsze jest dobra – zatweetowała była ekonomistka Banku Światowego Kaushik Basu po tym, jak ukazała się aktualizacja World Economic Outlook autorstwa MFW. – Szokujące jest jednak, że Indie, które miały pięć lat temu 25-proc. przewagę nad konkurentem, obecnie pozostają w tyle – dodaje.

Głównym marzeniem Indii od czasu, gdy zaczęły otwierać gospodarkę w latach 90., było podążenie ścieżką gwałtownego rozwoju Chin. Po trzech dekadach wytrwałych działań w tym celu, plasowanie się w rankingu poniżej Bangladeszu szkodzi globalnemu wizerunkowi kraju. Zachód chce, by Indie stały się znaczącą przeciwwagą dla Chin, jednak jego partnerstwo z nimi zakłada, że nie utkną w pułapce niskiego średniego dochodu.

Względnie słabsze wyniki mogą również osłabić pewność siebie. Jeśli kraj o ogromnych ambicjach zostaje pokonany na własnym podwórku przez mniejsze państwo, któremu pomógł uzyskać w 1971 roku niepodległość, przystępując do wojny z Pakistanem, to jego wpływy w południowej Azji i basenie Oceanu Indyjskiego mogą osłabnąć.

W którym momencie rzeczy zaczęły iść w złym kierunku? Zdecydowanie winna jest pandemia koronawirusa. Liczba nowych zakażeń w Bangladeszu osiągnęła szczyt w połowie czerwca, podczas gdy dzienna liczba przypadków w Indiach zaczęła spadać dopiero teraz, po wejściu na poziom, jakiego nie odnotowano w żadnym innym kraju. Bangladesz, którego populacja liczy 165 milionów, odnotował poniżej 5,6 tys. zgonów spowodowanych Covid-19. Indie mają 8 raza większą populację, jednak liczba ofiar śmiertelnych jest tam dwudziestokrotnie wyższa. Co gorsze, poważne gospodarcze lockdowny, które Indie wprowadziły w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się choroby, mają według MFW wypompować z tamtejszej gospodarki 10,3 proc. realnego PKB. To prawie 2,5 raza więcej, niż oczekiwany poziom globalnej recesji.

Reklama

Fiskalna niepewność, niedokapitalizowany system finansowy i wieloletni brak inwestycji mogą opóźnić postpandemiczne odbicie popytu. Nawet bez udziału pandemii Indie mogłyby przegrać wyścig z Bangladeszem. Uzasadnienie tezy znajduje się w nowym artykule ekonomistów Shoumitry Chatterjee z Pennsylvania State University oraz Arvinda Subramaniana, byłego głównego gospodarczego doradcy indyjskiego rządu, zatytułowanym “India’s Export-Led Growth: Exemplar and Exception.”

Rozważmy najpierw wyjątkowość indyjskiego modelu rozwoju. Bangladesz radzi sobie dobrze, ponieważ podąża ścieżką wyznaczoną przez tzw. azjatyckie tygrysy. Wielkość eksportu towarów wytwarzanych przez niewykwalifikowaną siłę roboczą jest tam dopasowany do liczebności ubogiej populacji w wieku produkcyjnym. Wietnam rywalizuje na rynku nieco powyżej swoich możliwości. Jednak oba te kraje w zasadzie biorą przykład z Chin. Republika Ludowa utrzymywała wysoki wzrost PKB przez dziesięciolecia, wyrabiając sobie znacznie silniejszą pozycję na rynku produkcji prostych dóbr niż wskazywałaby na to wielkość zasobów roboczych tego kraju.

Indie poszły jednak w drugą stronę, decydując się na rezygnację z produkcji, która mogłaby wchłonąć do pracy w fabrykach miliardową populację osób w wieku produkcyjnym. „Produkcja Indii w kluczowym, wymagającym niskich kwalifikacji sektorze tekstyliów i odzieży, jest za mała o 140 mld dol., co stanowi 5 proc. indyjskiego PKB” – napisali autorzy dokumentu.

Jeśli eksport indyjskiego oprogramowania spadłby o połowę, to wybuchłaby wrzawa. Jednak wywołana przez to strata na poziomie 60 mld dol. byłaby taka sama, jak potencjalne utracone korzyści z eksportu produktów wytwarzanych przez niewykwalifikowaną siłę roboczą. To fakt, jednak nikt nie chce o tym rozmawiać. Politycy nie chcą przyznać, że fabryki obuwia i odzieży, które nigdy nie powstały lub zostały w wymuszony sposób zamknięte, również mogłyby generować dolary i wytworzyć masowe zatrudnienie. Produkcja tego typu otworzyłaby ścieżkę dla migracji ze wsi do miast w sposób, w jaki prace wymagające wyższego poziomu edukacji i doświadczenia nigdy nie zrobią. W Bangladeszu pracuje dwie na pięć kobiet w wieku produkcyjnym, czyli dwukrotnie więcej niż w Indiach, gdzie wskaźnik aktywności zawodowej przedstawicielek tej płci wynosi 21 proc.

Istnieje niebezpieczeństwo, że zamiast podjęcia odpowiednich działań, politycy mogą podwoić wysiłki będące kontynuacją błędów przeszłości, szukając wybawienia z problemów w autarkii: „biedniejsi niż Bangladesz? Nieważne. Możemy wznosić bariery dla importu i robić w ten sposób korzystne rzeczy dla krajowej gospodarki. Stworzymy miejsca pracy”. Slogan z lat 60. i 70. o samowystarczalności w polityce gospodarczej powraca.

W poprawie obecnej pesymistycznej sytuacji ponownie mogą pomóc wnioski z badania Chatterjee i Subramaniana: Indie były wbrew powszechnym przekonaniom przykładem wzrostu napędzanego eksportem, osiągając w tym zakresie lepsze wyniki od wszystkich państw poza Chinami i Wietnamem. Szklanka jest wypełniona w ponad połowie.

Handel pracuje dla kraju. Jednak obecny układ jest zły z powodu niezwykłej „postępującej wbrew komparatywnej przewadze specjalizacji” – pokazują badacze. Indie eksportują wiele towarów i usług wysokich technologii, takich jak komputerowe oprogramowanie. Jednak Chiny, „fabryka świata”, uwolniły na rynku miejsce dla innych, uboższych krajów. To tutaj znajduje się w rzeczywistości komparatywna przewaga Indii oparta o tanią i nieszczególnie zdrową czy dobrze wyedukowaną siłę roboczą.

Biorąc pod uwagę pilną potrzebę stworzenia co roku co najmniej 8 milionów miejsc pracy, wspomniane wyzwanie przysporzy postpandemicznym Indiom największego „bólu głowy”.