Ekspert: Obostrzenia muszą być silne, żeby mogły być krótkotrwałe. Nie ma alternatywy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 października 2020, 13:16
koronawirus lekarz szpital
<p>koronawirus</p>/Agencja Gazeta
Obostrzenia muszą być silne, żeby mogły być krótkotrwałe — uważa prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych dr Michał Sutkowski. W jego ocenie powinno się przedstawicielom poszczególnych grup społecznych tłumaczyć, że wysoki poziom odpowiedzialności przez 2 tygodnie pozwoli na szybsze niwelowanie restrykcji.

"Musimy tak zadziałać, jak dziś zrobił rząd, to bezwzględnie jest ten czas" - podkreślił dr Sutkowski.

Ekspert ocenił, że nie ma do takich rozwiązań na tym etapie rozwoju epidemii alternatywy. Uznał, iż należało się spodziewać co najmniej tego.

"To jest zgodne z moim poczuciem, że zrobiono wszystko, co było możliwe, idąc drogą równowagi i braku zamknięcia całej gospodarki. Liczby zakażeń rosną, więc trzeba dołożyć dodatkowe warstwy obostrzeń. One — wraz z tymi obostrzeniami, które wprowadzono tydzień i dwa tygodnie temu — powinny dać efekty. Zależy to jednak głównie od naszej odpowiedzialności. 10 procent zależy od wirusa, 20 procent od zaleceń, a reszta od każdego z nas" - ocenił szef Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

Przyznał, że trzeba zrozumieć konieczność silnego zadziałania dziś, aby obostrzenia w konkretnych sektorach mogły być krótkotrwałe.

"To nie jest krytyka, ale nieco brakuje mi jasnego komunikatu, że wprowadzamy coś na 2-3 tygodnie, oczekując tego i tego. Niestety będzie tak, że część obostrzeń — oczywiście tych lżejszych — zostanie z nami przez wiele miesięcy, a może i lat. By jednak mogły być stosowane lżejsze restrykcje, najpierw trzeba wprowadzić silne, aby zatrzymać rozwój epidemii. Jestem zwolennikiem radykalnego i krótkotrwałego, punktowego działania" - podkreślił dr Sutkowski.

W jego ocenie, gdy nie ma takiego sposobu komunikowania, który pokazuje określoną perspektywę obostrzeń, pojawia się bunt i kontrakcja.

"Przedsiębiorcy cierpią dziś z winy tych, którzy mają w nosie dobro swoich rodziców i dziadków. Ci, do których nie docierają żadne apele, powinni być karani z pełną mocą i surowością. Pamiętajmy też, że mamy doświadczenie z wiosny. Wtedy mocne restrykcje zadziałały po kilku tygodniach i przecież już pod koniec maja żyliśmy w zasadzie normalne, a w czerwcu zupełnie normalne. Musimy dziś zadziałać mocno, żebyśmy mieli Święta Bożego Narodzenia — w miarę normalne, bo w epidemii wszystko jest +w miarę normalne+" - zakończył dr Sutkowski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj