Od października 2017 r. Bank Światowy przyjmuje za próg absolutnego minimum sytuację, gdy na dzienne utrzymanie pozostaje mniej niż ekwiwalent 1 dolara i 90 centów USA, według wartości pieniądza z 2011 r. Obecnie odpowiada to mniej więcej 2 dolarom i 20 centom. Przy takim założeniu ekstremalna bieda dotykała w świecie w 2015 r. 744 mln osób, czyli mniej więcej jedną dziesiątą globalnej populacji.

Dwie dekady optymizmu

Przez ostatnie ponad dwie dekady globalne tempo wzrostu gospodarczego wystarczało, aby stopniowo wyciągać dziesiątki milionów ludzi z największej biedy. Po raz ostatni regres w tej dziedzinie zanotowano w czasie azjatyckiego kryzysu finansowego w latach 1997–1998. Poniżej granicy ekstremalnego ubóstwa nakreślonej przez Bank Światowy znalazło się wówczas o 15 mln osób więcej (w 1997 r.), a w kolejnym roku dalsze 44 mln osób.

ikona lupy />
Zmiany liczby osób żyjących w skrajnej biedzie / obserwatorfinansowy.pl
Reklama

Straty te zostały w kolejnych dwóch–trzech latach ze sporą nawiązką odrobione. Od tego czasu ekstremalna bieda dotykała każdego roku o kilkadziesiąt milionów osób mniej. Nawet globalny kryzys finansowy na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku nie odwrócił tego pozytywnego trendu. W najlepszym pod względem wyciągania z ekstremalnie trudnych warunków materialnych roku 2011 liczba osób, które wydobyły się ponad próg wyznaczony przez Bank Światowy wyniosła w świecie 107 mln. Po nieco gorszym pod tym względem roku 2012, w następnym roku znowu niemal 100 mln osób pożegnało się z największą biedą.

W najlepszym pod względem wyciągania z ekstremalnie trudnych warunków materialnych roku 2011 liczba osób, które wydobyły się ponad próg wyznaczony przez Bank Światowy wyniosła w świecie 107 mln.

Postępy w redukowaniu światowego ubóstwa były w kolejnych latach drugiej dekady XXI wieku wprawdzie wolniejsze, ale być może właśnie dlatego cele formułowane przez społeczność międzynarodową stały się bardziej ambitne. Jeszcze na samym początku 2020 r. eksperci Banku Światowego przewidywali, że granicę minimalnego dochodu uda się w tym roku przekroczyć kolejnym 21 mln osób. Dalsze cele zakładały, że do 2030 r. ekstremalna bieda dotykać będzie już tylko 3 proc. ludności świata.

Choroba, kryzys i zniszczenia

Wybuch pandemii koronawirusa wywrócił dotychczasowe trendy i prognozy do góry nogami, co ze smutkiem odnotowują eksperci Banku Światowego w opublikowanym w połowie lutego dorocznym World Development Report 2022. Zaburzenia w rozwoju gospodarczym, koszty walki z pandemią, wzrost zadłużenia budżetów państw, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, pogorszenie dostępu do kredytu i utrata wielu miejsc pracy spowodowały, że zamiast spodziewanego dalszego ograniczenia skali ubóstwa ogarnęło ono w świecie – wedle przyjętych kryteriów – o 76 mln osób więcej niż w roku 2019.

Pandemia koronawirusa spowodowała, że zamiast spodziewanego dalszego ograniczenia skali ubóstwa ogarnęło ono w świecie w 2020 r. o 76 mln osób więcej niż w roku 2019.

Nie ma też już złudzeń co do szans osiągnięcia stawianego wcześniej długoterminowego celu. Na przeszkodzie stać będzie m.in. światowy wzrost inflacji, jaki towarzyszy wychodzeniu globalnej gospodarki z popandemicznej recesji. W dotychczasowych eksperckich rozważaniach nie są przy tym jeszcze w ogóle uwzględnione konsekwencje (m.in. inflacyjne) takich nowych okoliczności, jak np. inwazja Rosji w Ukrainie, która z powodu strat i wojennych zniszczeń, a także ich skutków ubocznych (m.in. wzrost cen paliw) bez wątpienia powiększy w świecie skalę ubóstwa.

Z badań i ocen ekspertów Banku Światowego wynika, że w okresach takich kryzysów, jaki wywołała pandemia, na pogorszenie swojej sytuacji materialnej szczególnie narażone są społeczeństwa krajów biedniejszych. Wynika to m.in. ze struktury ich rynków pracy, na których w większym stopniu niż w krajach zamożnych zatrudnienie ma charakter nieformalny, a jeśli już są formalne umowy to dominują porozumienia krótkoterminowe. Z badań wynika też, że w okresie pandemii o wiele częściej na utratę pracy i dochodów narażone są kobiety i ludzie młodzi, znajdujący się dopiero na początku swojej kariery zawodowej.

Bogaci też mało odporni

W ocenie społeczno-ekonomicznych skutków kryzysu wywołanego przez pandemię uwaga Banku Światowego nie ogranicza się tylko do najbiedniejszych. Koronawirus ujawnił, jak słabo odporne na konsekwencje walki ze zdrowotnym zagrożeniem są społeczeństwa nawet bogatych krajów. Konsekwencje takie mogą trwać wiele tygodni, a nawet miesięcy. Bank Światowy powołuje się na opublikowane w 2021 r. wyniki badania (How has the pandemic affected household finances in developing economies?) wpływu pandemii na budżety domowe.

ikona lupy />
Odporność gospodarstw domowych na utratę dochodów / obserwatorfinansowy.pl

Ustalenia czwórki brytyjskich naukowców, wskazują, że relatywnie najlepiej przygotowane są pod względem materialnym na długotrwały kryzys – nie jest to oczywiście żadnym zaskoczeniem – społeczeństwa najbogatszych krajów świata. Nawet jednak i tam znaczna część mieszkańców będzie miała finansowe kłopoty w przypadku utraty dochodów. W najwyżej ocenianych pod tym względem krajach – w Austrii i w Niderlandach – nie będzie sobie radzić z takim kryzysem już po upływie trzech miesięcy. W Chorwacji i w Łotwie 3-miesięczny brak dochodów dotknie silnie ponad 80 proc. tamtejszych gospodarstw domowych. W RPA odsetek ten sięgałby niemal całego tamtejszego społeczeństwa.

53 proc. gospodarstw domowych w naszym kraju nie radziłoby sobie finansowo w przypadku 3-miesięcznej utraty dochodów. Z utratą dochodów przez okres roku byłoby sobie w stanie poradzić mniej niż 20 proc. gospodarstw.

Wyniki badania brytyjskich naukowców w przypadku Polski też nie są specjalnie optymistyczne. Aż 53 proc. gospodarstw domowych w naszym kraju nie radziłoby sobie finansowo w przypadku 3-miesięcznej utraty dochodów. Z bardziej długotrwałym kryzysem finansowym i utratą dochodów przez okres roku byłoby sobie w stanie poradzić mniej niż 20 proc. gospodarstw domowych w naszym kraju. W Niderlandach – dla porównania – 48 proc. gospodarstw domowych byłoby w stanie przetrwać taki kryzys. W RPA – zero proc.