Z danych Eurostatu przeanalizowanych przez agencję Bloomberg wynika, że pod koniec 2016 r. przeciętne koszty pracy w 10 wschodnich krajach Unii Europejskiej wynosiły około jednej czwartej kosztów pracy w Niemczech. Natomiast wydajność stanowiła 2/3 największej europejskiej gospodarki.

"W Europie Wschodniej są jeszcze rezerwy wydajności, które uzasadnią wzrost płac" - powiedziała Bela Galgoczy, ekonomista Europejskiego Instytutu Związków Zawodowych.

Dla inwestorów z zachodniej części starego kontynentu większym problemem niż rosnące koszty wynikające ze wzrostu wynagrodzeń są niedobory siły roboczej w tych krajach.

Jak wynika z badań, na Węgrzech aż trzy czwarte niemieckich inwestorów jest niezadowolonych właśnie z dostępności wykwalifikowanych pracowników. Podczas gdy na koszty pracy narzeka tylko jedna czwarta ankietowanych i to pomimo wzrostu o 15 proc. płacy minimalnej w tym roku.

Reakcją firm na brak rąk do pracy były między innymi podwyżki płac. Niemiecka sieć sklepów spożywczych Lidl od początku 2016 r. podniosła wynagrodzenia dla pracowników i kadry kierowniczej swoich sklepów na Węgrzech średnio o jedną trzecią. Natomiast McDonald's próbował przyciągnąć pracowników specjalnym pakietem socjalnym, oferując im bezpłatne zakwaterowanie.

Reklama

Wyższe wynagrodzenia mogą rzeczywiście zaszkodzić modelowi, w którym Europa Wschodnia jest dobrym miejscem do inwestycji z uwagi na niskie koszty pracy. Jednak nie nastąpi to szybko, a to dlatego, że wydajność pracowników we Wschodniej Europie jest tylko nieznacznie mniejsza od np. Niemców, podczas gdy różnica w kosztach ich zatrudnienia jest duża. Z danych Eurostatu wynika, że wydajność polskiego pracownika to około 70 proc. wydajności robotnika zza Odry. Natomiast koszty zatrudnienia w Polsce to tylko ¼ kosztów pracy w Niemczech.

>>> Czytaj też: Eurostat podał najnowsze dane. Koszty pracy w Polsce mocno wzrosły