Z Marcinem Dumą rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak

Skala pogardy liberalnego elektoratu wobec klasy ludowej znowu wzrosła – tak przynajmniej wynika z prowadzonych przez pana badań. Co to znaczy?

Liberalni wyborcy wywodzący się z klasy średniej wrócili do ostrej retoryki skierowanej przeciwko tym, którzy stoją w strukturze społecznej niżej. Nastroje te się wzmocniły, tzn. klasa średnia, zwłaszcza jej liberalna część, bez skrępowania wypowiada się z pogardą o klasie niższej lub – jak mówią niektórzy – ludowej albo pracującej. W trzeciej fali pandemii te nastroje na moment ucichły, a teraz wybuchły z nową siłą.

A w czym przejawia się pogarda, o której pan mówi? W postawach? W słowach?

Trzeba rozróżnić pogardę i agresję. Wypowiedzi nie muszą być wprost agresywne, by były pogardliwe, są natomiast pogardliwe, ponieważ są podszyte agresją. Przedstawiciele klasy średniej używają pogardy, by niższą klasę poniżyć. Klasa ludowa jest w tych wypowiedziach czymś obrzydliwym, wstrętnym, godnym pożałowania, zasługuje na napiętnowanie.

Czy można prosić o przykład?

Padały określenia typu: „patusy”, „pasożyty”, „nieroby”. Sens wypowiedzi jest taki, że klasa średnia ciężko pracuje, a niższa żyje z zasiłków, pasie się na tym, co da jej państwo. Czyli żyje z krwawicy klasy średniej, która w zasadzie wyłącznie na to państwo łoży.

Lepiej sytuowani mają poczucie niesprawiedliwości?

W swoim wyobrażeniu to osoby, które w zasadzie wyłącznie własnej pracy zawdzięczają swoją obecną pozycję. Oczywiście mogły otrzymać pewien kapitał początkowy związany z edukacją, a może i z majątkiem od rodziców, niemniej kluczowe jest to, co dołożyły od siebie, osiągnęły obecny status dzięki swoim działaniom. Klasę ludową postrzegają natomiast jako tę, która zmniejsza dystans nie dzięki ciężkiej pracy, lecz transferom socjalnym.

Czyli chodzi nie o pozycję, lecz o sposób jej osiągnięcia?

O jedno i drugie. I o to, że to jest efekt polityki państwa. Jeżeli zgodnie z liberalnymi koszmarami klasa niższa dogoniłaby klasę średnią np. pod względem dochodów lub wyraźnie zmniejszyła dzielący je dystans, to unieważniłoby to cały wysiłek tej drugiej. I to ogromnie tych ludzi frustruje. Frustracja rodzi agresję, a ta wybucha pogardą.

A może to poczucie jest usprawiedliwione? Polski Ład ma przekierować strumienie finansowe w kierunku tych, którzy zarabiają mniej.

Chyba taki jest właśnie cel redystrybucji – zmniejszanie różnic. Na tym opierają się rządy PiS i cały pomysł tego obozu na zmianę Polski. Zmniejszenie różnic między najbogatszymi i najbiedniejszymi byłoby mrzonką, ale między klasą średnią i niższą można już próbować. Narzędziem do tego było bez wątpienia 500+. Adresowane do wszystkich, bo miało być świadczeniem niestygmatyzującym, realnie bardzo poprawiło sytuację najbiedniejszych. Dalej mamy takie transfery jak 13., a w tym roku także 14. emerytura. I to też tym najgorzej uposażonym Polakom pomoże. Nie spowoduje, że najubożsi emeryci awansują społecznie, ale polityka PiS jest nakierowana na te najsłabsze grupy. Problem – co odsłaniają nasze badania – leży gdzie indziej: w pewnych wyobrażeniach.