Mamy kryzys czy go nie mamy? Obawy, że ktoś sypnął piach w tryby światowej gospodarki, są powszechne. Na razie jednak wszystko, czego doświadczyliśmy, to problemy jednego dużego banku w Europie, które stosunkowo łatwo udało się zażegnać (oddając go pod skrzydła większego konkurenta), i paru niewielkich jak na tamtejsze warunki banków amerykańskich. Z czego jeden z nich – Silicon Valley Bank, ten, od którego zaczęły się kłopoty – też znalazł nowego właściciela (a przynajmniej znalazła większa część jego działalności).

Żeby nabrać trochę dystansu, zróbmy przegląd kryzysów z ostatnich dekad.

Stopy do nieba, dłużnicy w piekle

Reklama

Lata 70. stały pod znakiem drogiej ropy i wysokiej inflacji. Kraje zachodnie miały ją na mniej więcej takim poziomie jak my teraz. Zaś państwa rozwijające się – dziś powiedzielibyśmy: rynki wschodzące – miały ją jeszcze wyższą. Ale lata 70. to również okres, w którym eksporterzy ropy naftowej cieszyli się z nadzwyczajnych zysków i „parkowali” je w zachodnich bankach. Te musiały coś robić z pieniędzmi, więc pożyczały właśnie krajom rozwijającym się. Kredyty były oczywiście udzielane głównie w dolarach.

Cały artykuł przeczytasz w weekendowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej"i na eGDP.