To co, tulimy się, jak to widać na billboardach?

Proszę bardzo. Nie wiem tylko, czy się uda, bo pani jest spięta.

Sama pani wymyśliła to przytulanie czy spece od marketingu?

Sytuacje z życia wzięte. Ludzie do mnie podchodzą, obejmują, chcą tym gestem pokazać, że wiele nas łączy.

Ręce pani wyciąga, jak Jan Paweł II.

Częściej zanim zdążę wyciągnąć, już jestem przytulona.

Tulenie, polityczne korzenie rodzinne, tradycja, prawnuczka – na tym zbudowana jest pani kampania.

Kampanię opieramy na kwestiach merytorycznych, na zacieśnianiu wspólnoty idei i wartości. Każdy z nas ma korzenie i rodzinną historię. Dokonania moich pradziadków, prezydentura jednego i premierostwo drugiego w II RP to z jednej strony szczęście, z drugiej obciążenie. Czuję ciężar odpowiedzialności za ich dobre imię i presję, by swoim działaniem nie narazić go na szwank. Prawość i honor to dla mnie ważne słowa.

Honor to też element kampanii?

Przede wszystkim element mojego życia. Pierwszoplanowy element. Obserwuję, co się dzieje w Polsce, widzę, że wielu ludzi ma poczucie straty i tęskni za przynależnością do wspólnoty. Bywa, że sąsiadki mają inne poglądy polityczne, nie rozmawiają, nie uśmiechają się do siebie...

>>> Czytaj też: Kidawa-Błońska: Skoro Kaczyński nie chce ze mną debaty, to znaczy że się boi

Pani sąsiadka?

Nie, z moją sąsiadką rozumiemy się, rozmawiamy, uśmiechamy. Jest otwartym człowiekiem. Mówię o relacjach sąsiedzkich w ogóle. Ludzie się podzielili, skłócili się i w ich relacje zaczyna się wkradać nienawiść.

I to chce pani zmienić?

Czy inne kraje żyją w takiej atmosferze?

W Stanach podział też jest ogromny.

Ameryka taka nie jest.

Większość Polonii zagłosuje na PiS.

Tego nie byłabym taka pewna.

Pojedzie pani do Ameryki robić kampanię?

Bardzo bym chciała, ale do wyborów niewiele czasu. Wiem, że Polonia bardzo się zmieniła, że duża część ma świadomość, jak źle się teraz u nas dzieje. Jeżdżę po kraju. Podczas jednej z ostatnich podróży przechodziliśmy przez park. Na ławce siedziały dwie panie. Jedna podeszła i spytała, czy mogłaby zrobić sobie ze mną zdjęcie, a druga podpowiadała: nie rób sobie z nią zdjęć, wiesz, że to Platforma. Okazało się, że to siostry, z których jedna popiera PO, a druga PiS. A przecież przyjechały wspólnie wypocząć w Kołobrzegu – i gdy tylko pojawił się wątek polityczny, poróżniły się. Słyszałam, że dochodzi do sytuacji, kiedy rodzice nie pozwalają dzieciom odwiedzać kolegów i koleżanek, bo rodzice tych dzieci są za PiS, a tych drugich za PO. Słyszałam też, jak starsza pani powiedziała do mnie: „No i co, złodziejko”. Odpowiadam: „Dzień dobry, czy może mi pani powiedzieć, co pani ukradłam?”. I zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że można i spokojnie, i merytorycznie.

Nie chcę być wodzem. Mnie wodzostwo nie interesuje. To pani w 2016 r.

Od tamtej pory moje zdanie się nie zmieniło.

>>> Całą rozmowę można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP