Co wynika z najnowszego badania Polskiego Generalnego Studium Wyborczego?

Dopiero się zakończyło, na razie mamy jedynie wstępne wyniki, ale widać w nich sporo bardzo ciekawych zjawisk i procesów. W sondażu PGSW przeprowadzonym kilka tygodni po wyborach parlamentarnych w 2019 r. pytaliśmy respondentów o to, jak określiliby swoją zamożność, poczucie wpływu i szacunku. Wszystkie te wartości to podstawowe dobra, o które ludzie konkurują i walczą w codziennej „grze społecznej”.

Przez lata uważano, że ci, którzy plasują się w takiej klasyfikacji najniżej, głosują na PiS. To prawda?

Zgadza się, wyborcy PiS raczej lokują się wśród tych, którzy są mniej zamożni, mają mniejsze poczucie politycznego wpływu, społecznego szacunku i gorzej postrzegają swoją przyszłość. Gdy natomiast pytamy o ocenę ostatnich czterech lat z tego punktu widzenia, to wyborcy PiS są najbardziej zadowoleni z tego, co się w tym okresie działo. W ich przypadku widać znaczącą zmianę, mają poczucie zdecydowanej poprawy we wszystkich wspomnianych wymiarach, zarówno jeśli chodzi o zamożność, poczucie wpływu, społecznego szacunku, jak i równie istotnych perspektyw na przyszłość.

>>> Czytaj też: Sejm przeciwko uchwale Senatu o odrzucenie noweli ustawy abonamentowej

Jak można interpretować tego rodzaju zmianę?

Z punktu widzenia teorii demokracji obserwujemy coś, co możemy określić „domknięciem” cyklu wyborczego. Ci wyborcy mieli swoje oczekiwania, a na politycznym horyzoncie pojawiła się konkretna partia, która nie tylko przedstawiła im konkretne obietnice, lecz także sporą ich część zrealizowała. Po czterech latach ci wyborcy powtórnie udzielają temu stronnictwu mandatu zaufania, mówiąc: „Tak, PiS dotrzymał słowa, dając nam to, co zapowiadał w 2015 r.”. Nie sposób zrozumieć aktualnej dynamiki politycznej bez chłodnego spojrzenia na takie procesy, czyli – w przypadku wyborców PiS – na poczucie realnej poprawy ich sytuacji.

Czy to znaczy, że ci ludzie nie głosują przeciwko komuś, lecz na kogoś, kto realizuje pozytywną wizję rzeczywistości?

Mamy do czynienia z elektoratem, który nie głosuje wyłącznie przeciw czemuś, ale raczej za czymś konkretnym, albo przeciwko odebraniu mu tego, na co tak długo czekał. Ci wyborcy nie chcą, żeby do władzy wróciła ekipa, której działania mogą pogorszyć ich sytuację. Wydaje się, że mamy tutaj do czynienia z czymś, co nazwałbym napięciem klasowym. Ci ludzie nie mają „fałszywej świadomości klasowej”, wręcz przeciwnie, rozumieją swój interes i wiedzą, że istnieje partia, której polityczna aktywność poprawiła ich los.

Cały wywiad z Mikołajem Cześnikiem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP