Na finiszu kampanii Andrzej Duda zaproponował „koalicję polskich spraw” – współpracę różnych środowisk politycznych w obliczu kryzysu związanego z pandemią. – Spotkajmy się na spokojnie po 12 lipca. Porozmawiajmy o tych sprawach, które są dla Polski najważniejsze – zachęcał prezydent. Po dość ostrej i miejscami nerwowej kampanii taki pojednawczy apel może dziwić. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Zabieg prezydenta wynika jednak z sondażowych kalkulacji. Pojawił się w nieprzypadkowym momencie i jest kierowany do konkretnych grup.

Przede wszystkim jest to wyraźny ukłon w stronę elektoratów, które wciąż są w zasięgu Andrzeja Dudy – mimo że pozostają bardziej skłonne oddać głos na Rafała Trzaskowskiego w II turze. Zaproszenie do współpracy zostało bowiem bezpośrednio skierowane do Koalicji Polskiej (ludowców i kukizowców) oraz Konfederacji. Prezydent nie wymienił ruchu Szymona Hołowni i – z oczywistych względów – Koalicji Obywatelskiej.

Aby wygrać, Duda potrzebuje pozyskać około miliona wyborców więcej niż w I turze (czyli przeskoczyć z 8,5 mln głosów do 9,5 mln).

CZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ W DZISIEJSZYM WYDANIU MAGAZYNU DGP I NA EDGP.PL