Błędem jest trywializowanie „debaty o debacie” jako sporu politycznych elit, z perspektywy zwykłego człowieka – toczonego nie wiadomo o co i nie wiadomo po co. Rafał Trzaskowski nie mógł pójść na debatę do TVP, bo telewizja aż tak skoszarowana oraz posłuszna politycznym decyzjom rządzącej partii jak ta z ul. Woronicza jest antypubliczna.
Zwolennicy prezydenta Andrzeja Dudy (poza zdarzającymi się w każdym obozie autentycznymi głupkami) dobrze to wiedzą. Niemniej jednak, jak w grze w pomidora, potrafili do ostatnich chwil powtarzać frazesy o obywatelskim obowiązku Trzaskowskiego „udziału w debacie w publicznej telewizji”. W ogóle to obowiązek, ale w Polsce A.D. 2020 TVP jest stronnicza i agresywna. I wiemy to wszyscy, ci z PiS także.
Korona by PiS z głowy nie spadła, gdyby telewizja publiczna była wielonurtowa i, chociażby czasem, obiektywna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zobacz
|
