Z Ilją Jabłokowem rozmawia Agnieszka Lichnerowicz
Reklama
Ilja Jabłokow pracuje na Wydziale Dziennikarstwa i Mediów Cyfrowych University of Sheffield. Specjalizuje się w badaniu dezinformacji, teoriach spiskowych i cenzurze
Co jest charakterystycznego w funkcjonowaniu teorii spiskowych we współczesnej Rosji?
To, że mamy do czynienia ze stabilnym ideologicznym konstruktem, którego sednem jest podział świata na Rosję oraz Zachód. W tych narracjach Zachód jest jednolitym bytem, który ukazywany jest najczęściej w czarnych barwach – i właśnie ta opowieść konstruuje światopogląd rosyjskich elit i społeczeństwa. Na tym podziale oparta jest również odgórna kultura spiskowa w Rosji, która kształtuje się od 300 lat, tak było w czasach carskich, podczas zimnej wojny i tak jest dziś. W innych krajach te opowieści się zmieniają, jak choćby w USA, gdzie kultura spiskowa także jest bogata i przeżywa rozkwit, bo nieustannie włączane są do niej nowe postaci oraz historie. Ale w Rosji niezmiennie najwięcej uwagi przykuwają narracje o zagrożeniu ze strony Zachodu.
Rosja coraz szerzej wykorzystuje teorie spiskowe w polityce międzynarodowej. Jaką rolę odgrywa w tych działaniach telewizja RT?
Gdy stacja zaczęła nadawać w 2005 r. była instrumentem miękkiego oddziaływania (soft power) – jej celem była promocja Rosji oraz jej kultury. Ale po wojnie w Gruzji w 2008 r. Russia Today nie tylko zmieniła nazwę na mniej kojarzącą się z Rosją, czyli na RT, ale szybko stała się bardzo agresywnym nadawcą, którego głównym celem stało się krytykowanie tego, co dzieje się w Ameryce, Wielkiej Brytanii czy Polsce. Teorie spiskowe odgrywają w RT osobliwą rolę – są sposobem nagłaśniania rosyjskiej perspektywy, ale bez mówienia o niej wprost. W pewien sposób stały się częścią tożsamości tej stacji.
RT prezentuje się jako outsider i tym samym wpisuje się w populistyczny trend na świecie.
Tak, stacja przedstawia się jako reprezentant „niereprezentowanych”, ten nielubiany i krytykowany przez Zachód kanał telewizyjny. RT przekonuje, że zachodnie instytucje są przesiąknięte cynizmem oraz hipokryzją, bo ograniczają widzom prawo do pełnej wolności słowa. Głosi, że będzie mówić o wszelkich wydarzeniach oraz ideach, a już szczególnie o tych, które zachodni establishment ignoruje i uważa za niebezpieczne. RT zaprasza do siebie nieznane osoby, które nie mają żadnej lub wątpliwą reputację ekspercką czy polityczną, które głoszą nienaukowe i spiskowe interpretacje faktów, przedstawiając się zarazem jako bojownicy o wolność słowa. Motto RT to „Question more” (w luźnym tłumaczeniu: „Pytajcie, podważajcie”), czyli ich przekaz ma nie tyle dawać odpowiedzi, ile mącić. W tym celu raczej insynuują, niż stawiają bezpośrednie oskarżenia. Kwestionują nie tylko działalność zachodnich rządów, lecz także wiarygodność tamtejszych mediów. Kierują przekaz do tych, którzy są nieufni wobec Wall Street, bogatych elit, przemysłu zbrojeniowego, amerykańskiego imperializmu czy korporacji.
Rosyjska propaganda nie oferuje zatem jak w czasach zimnej wojny ideologicznej alternatywy, a podważa jedynie zaufanie do zachodnich wartości i instytucji. Do atakowania Zachodu wykorzystuje jego prawdziwe słabości, hipokryzję i korupcję.
Przesunięcie w tych narracjach uwagi z Rosji na resztę świata było bardzo sprytnym posunięciem. RT czy rządowy kompleks informacyjny Sputnik mówią o Rosji wtedy, gdy Kreml jest atakowany. Tak było w 2014 r. po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu pasażerskiego nad Donbasem czy w 2018 r. po próbie otrucia w Wielkiej Brytanii byłego oficera rosyjskiego wywiadu Siergieja Skripala. Wtedy RT staje się tarczą obronną, koncentruje się na wynajdowaniu lub wypracowywaniu alternatywnej opowieści do tej przedstawianej przez zachodnie media i polityków. Oraz na zrzucaniu winy na innych i na oskarżaniu atakujących o rusofobię.

Treść całego wywiadu można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej oraz w eDGP.