Temperatura rywalizacji jest w tym sezonie wyborczym nieznośna. Główne partie zupełnie zrezygnowały ze stosowania podstawowych standardów intelektualnych, takich jak spójność poglądów czy rzetelne przedstawianie faktów. Widać to wyraźnie w debacie na temat ekonomii, gdzie politycy mają szczególnie pole do popisu dzięki istnieniu niezliczonych wskaźników i statystyk, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Z racji swojej złożoności kwestie ekonomiczno-społeczne to raj dla ludzi, którzy nie stronią od manipulowania informacjami, wykrzywiania obrazu rzeczywistości lub przemilczania niewygodnych faktów. Nic więc dziwnego, że rozgrzani walką o władzę nadwiślańscy politycy chętnie do tego zasobu sięgają.
Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej" i na eGDP.
Dziennikarz ekonomiczny, członek redakcji „Krytyki Politycznej” i stały współpracownik DGP i „Przewodnika Katolickiego”. Autor trylogii kryminalnej „Metropolia”. Z wykształcenia politolog (UŚ) i księgowy (UE w Katowicach). Fan gamingu i kultury Afroamerykanów. W przeszłości pracownik administracji podatkowej. Zainteresowany kwestiami społecznymi i sprawami międzynarodowymi.
