Mnie na przykład zaskoczyła wypowiedź ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który w audycji Rozgłośni Katolickich „Poranek Siódma 9” miał powiedzieć (cytuję za PAP): „Zasadą jest, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego są publikowane, i od tej zasady nie ma wyjątku”. W normalnym kraju normalny minister wypowiada właśnie takie normalne słowa. W końcu to tak, jakby powiedział: „Zasadą jest, że słońce wchodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie, i od tej zasady nie ma wyjątku”.

Dlaczego mnie to zdziwiło? Bo ten sam Zbigniew Ziobro i – co ważne – z tego samego punktu siedzenia jeszcze niedawno mówił coś zupełnie innego. Kiedy rząd Beaty Szydło nie publikował wyroków wydanych przez TK Andrzeja Rzeplińskiego, minister taki pryncypialny nie był. Czyżby dlatego, że wtedy osobą odpowiedzialną za publikację była jego partyjna koleżanka z Solidarnej Polski Beata Kempa?

Okazuje się jednak, że jak pogrzebać głębiej, to minister sprawiedliwości w 2016 i w 2020 r. to wciąż ten sam Ziobro. Otóż wtedy mówił m.in.: „W konstytucji nie ma żadnego przepisu, który stanowi, że kancelaria premiera ma obowiązek publikacji nieważnych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego”.

Cały felieton przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP