Wielki rozpad

Projekt, który miał zrewolucjonizować europejskie siły powietrzne, zakończył się zanim na dobre się rozpoczął. Francuski Dassault i niemiecki Airbus przez miesiące blokowali postępy z powodu sporu o podział zadań i technologii. Choć jeszcze niedawno planowano budowę prototypu do końca 2025 roku, projekt nie przeszedł nawet w pełni do drugiej fazy. Według POLITICO, informatorzy bliscy Pałacowi Elizejskiemu przyznają, że szanse na „reanimację” FCAS są zerowe. „To koniec. Wszyscy to wiedzą, ale nikt nie chce tego powiedzieć na głos” — przyznał jeden z francuskich urzędników.



ikona lupy />
Francja juz teraz jest spóżniona z szukanie następcy dla myśliwca Rafale. / shutterstock / Adam Marx/Shutterstock

Polska miała dołączyć. I nie dołączyła...

Jeszcze w 2025 roku pojawiły się apele, by Polska włączyła się w ten wielki projekt. Polscy eksperci argumentowali, że to okazja, by zbudować rodzimy myśliwiec szóstej generacji we współpracy z Berlinem i Madrytem. W tamtym czasie Niemcy zaczęli głośno rozważać porzucenie Francji i szukanie nowych partnerów, mówiono nawet o współpracy ze Szwecją lub Wielką Brytanią.

ikona lupy />
Pierwszy polski F-35 Husarz / MON / Krzysztof Niedziela/CO MON

Dziś możemy powiedzieć jedno: dobrze, że Polska nie dała się skusić. Bo za piękną fasadą wspólnego europejskiego programu kryły się tarcia, ego i brak decyzyjności. Dassault chciał kontrolować nawet 80% projektu. Airbus protestował. Indra z Hiszpanii próbowała łagodzić napięcia. Ale bezskutecznie.

FCAS: więcej biurokracji niż postępu

To miała być odpowiedź Europy na zagrożenia ze strony Rosji i kurczące się wsparcie militarne USA. Tymczasem FCAS stał się studnią bez dna dla kosztów i pokazem bezradności unijnych gigantów obronnych. Brak jasnego przywództwa, nadmierna biurokracja i konflikty wewnętrzne doprowadziły do upadku projektu, który miał pokazać światu, że Europa potrafi działać samodzielnie. Francuski Dassault do końca próbował przejąć stery. Jego szef Eric Trappier twierdził nawet, że mógłby zbudować myśliwiec samodzielnie — ale ani Paryż, ani Berlin nie podzielały tej wiary. Dziś nikt już nie ma wątpliwości: FCAS był zbyt wielki, zbyt niejasny i zbyt rozproszony, by w ogóle wystartować.

Wnioski dla Polski: zimna głowa wygrała

Gdy niektórzy eksperci nawoływali, by Polska dołączyła do europejskiego superprojektu, rząd zachował ostrożność. I bardzo dobrze. Dziś nie musimy tłumaczyć się z miliardów wydanych na coś, co nigdy nie wzleciało. Nie oznacza to, że nie powinniśmy uczestniczyć w międzynarodowych inicjatywach obronnych, ale FCAS pokazał, że bez zaufania i realnego zarządzania nawet najlepszy pomysł nie ma szans. Zamiast więc gonić za iluzją „strategicznej autonomii”, lepiej inwestować we własne zdolności. Mądrze, realistycznie, krok po kroku.

Źródło: POLITICO „France and Germany’s next-generation fighter jet project is ‘dead’”